JoomlaWatch Stats 1.2.9 by Matej Koval
Start >>> KOMITET >>> Historia >>> moderator
moderator

moderator

Lwów, dawna perła kultury polskiej, dziś ostoja antypolskich postaw  nacjonalistów ukraińskich. W tym miejscu można, a nawt należy zadać kontrowersyjne pytanie; czy mogło być inaczej?

W latach 1989-1990 – Anatolij Sobczak, polskiego pochodzenia mer Petersburga (jednym z jego urzędników był Władimir Putin), powiedział w radiu, że – zgodnie z prawem – jeżeli federacja kilkunastu państw się rozpada, to tereny włączone do niej siłą w 1939 roku mogą wrócić do stanu sprzed aneksji. Są tacy, co twierdzą, że istniała  szansa  rewindykacji Kresów. Warto przeczytać niżej zaprezentowany artykuł pod tytułem; „Przed dwudziestu laty Polska miała szansę odzyskać Kresy”


Rozmowa z dr. JANEM CIECHANOWICZEM

Dr hab. Dora Kacnelson, wybitny filolog i historyk, nieżyjąca już polska Żydówka, która większość życia spędziła w ZSRR, twierdziła, że w momencie rozpadu Związku Radzieckiego istniała możliwość powrotu do Polski: Lwowa, Grodna, Stanisławowa, a nawet Tarnopola.

– Miałem zaszczyt znać i wielokrotnie prowadzić długie rozmowy z panią Dorą Kacnelson. Nie znałem nikogo bardziej ideowego, propolskiego, szlachetnego, mądrego i rzetelnego. Jeżeli publicznie stawiała taką tezę, to jest oczywiste, że musiała mieć ku temu podstawy. Gdy w latach 1989-1990 odgórnie i z premedytacją Związek Radziecki był demontowany przez ekipę Gorbaczowa i KGB, wiele rzeczy było możliwych i wiele się wydarzyło. Nie tylko szereg narodów odzyskało niepodległość, ale też powstały liczne drobne republiki autonomiczne, jak żydowska w składzie Federacji Rosyjskiej czy Gagauzja w składzie Mołdawii. Niestety, żywot większości z nich był bardzo krótki.

Anatolij Sobczak, polskiego pochodzenia mer Petersburga (jednym z jego urzędników był Władimir Putin), powiedział w radiu, że – zgodnie z prawem – jeżeli federacja kilkunastu państw się rozpada, to tereny włączone do niej siłą w 1939 roku mogą wrócić do stanu sprzed aneksji.

– Dobrze znałem Sobczaka i nie przypuszczam, że gdyby żył (zmarł w 2000 roku – przyp. autora) chciałby specjalnie interesować się polskimi sprawami, ale na pewno był życzliwym Polsce przyzwoitym człowiekiem. Odzyskanie ziem utraconych w 1939 roku było przez pewien czas możliwe. W grudniu 1989 roku zapytałem prezydenta Gorbaczowa o możliwość zwrotu Kresów. Gorbaczow był zakłopotany i zaskoczony, gdyż wcześniej nie rozważał tej kwestii. Odniosłem jednak wrażenie, że nie jest przeciwny omówieniu tego tematu. Moim zdaniem Gorbaczow popierał wówczas wszystko, co było antyimperialne i w jakiejś części antyrosyjskie.

W tamtych latach w Radzie Najwyższej rozmawiałem też z wieloma wpływowymi rosyjskimi politykami i wiem, że ich reakcja na pomysł zwrotu Kresów nie była wroga. Wielu było jednak zaskoczonych, że na tych ziemiach żyją jeszcze Polacy. Podczas swojego wystąpienia na Kremlu mówiłem, że Związek Radziecki powinien uznać za nieważny pakt Ribbentrop-Mołotow oraz wypłacić państwu polskiemu 500 miliardów dolarów za Katyń, zagarnięte ziemie i inne zbrodnie. Postulowałem także inne rozwiązanie. Stworzenie z terenów zabranych Polsce w 1939 r. Republiki Wschodniej Polski, do której ściągnięto by Polaków z całej Federacji (przede wszystkim z Kazachstanu). Myślę, że gdyby wówczas władze Polski wystąpiły z takim żądaniem, to była szansa na odzyskanie chociaż części utraconych ziem. Było to jednak możliwe do momentu powstania niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy.

Czy ta Republika Wschodniej Polski miała być niepodległym krajem?

– Tego nie rozstrzygałem. Wówczas wydawało mi się, że mogłoby to być kondominium zależne od Rosji, Polski, a może także Ukrainy, Białorusi lub Litwy. Chciałem w ten sposób zwrócić uwagę na sprawę polskich Kresów, ale rząd Polski nigdy się tym nie zainteresował, a polska prasa najpierw milczała, a później zaczęła mnie zwalczać.

Stawiano panu zarzuty o współdziałanie z komunistami i prorosyjskie sympatie.

– Należałem wówczas na Litwie do tzw. orientacji narodowej. Wileńska placówka KGB była w tamtym czasie odpowiedzialna za wszystkie kraje bałtyckie oraz Polskę. Nigdy na nikogo nie donosiłem, więc stałem się dla nich niewygodny i zaczęto ogłaszać, że jestem komunistą. Polskim politykom, którzy w PRL-u aktywnie działali w PZPR, a później stali się symbolami „Solidarności”, jakoś nikt tego nie wytykał.

Gdy Vytautas Landsbergis nie był jeszcze prezydentem Litwy, a jedynie przewodniczącym Sajudisu (Litewskiego Ruchu na rzecz Przebudowy) i przygotowywał się do ogłoszenia niepodległości, miał powiedzieć w telewizji, że niepodległa Litwa prawdopodobnie będzie musiała obejść się bez Wilna.

– Landsbergis był bardzo wpływowym, nastawionym rażąco antypolsko politykiem. Bardzo sprytnie napuszczał Polaków na Litwinów i Litwinów na Polaków. Wcześniej przez osiem lat pracował na stanowisku attaché w ambasadzie sowieckiej w Warszawie. Nie ma wątpliwości, że wiedział, co mówi. Z dzisiejszej perspektywy mogę tylko powiedzieć, że gdyby przed powstaniem niepodległej Litwy Wilno zostało przyłączone do Polski, byłby to dramat dla całej tamtejszej ludności, także polskiej. Tylko Litwini mają – moim zdaniem – prawo to tych odwiecznie litewskich terenów.

Nawet jeżeli nie można było odzyskać Wilna, to prawdopodobnie istniała szansa na stworzenie w ramach niepodległej Litwy autonomicznego okręgu w Solecznikach.

– Okręg autonomiczny, zwany Krajem Polskim, istniał w granicach Litwy ponad rok. Na jego terytorium powiewały flagi Polski i Litwy. Ta autonomia została zniesiona przez Litwinów przy czynnym udziale rządu polskiego i polskiej dyplomacji.

Dlaczego żaden z polskich polityków nawet nie podjął próby negocjacji z Moskwą?

– Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Może sprawa jest bardzo prosta. Czy chociaż jeden ze współczesnych polskich polityków może się równać z Piłsudskim, Dmowskim, Korfantym, Paderewskim? Nie. A może wytłumaczeniem jest to, że – według poważnych analiz – Związek Radziecki miał w tamtym czasie w Polsce około 24 tys. agentów ulokowanych w newralgicznych miejscach dla funkcjonowania państwa.

Czy to nie paradoks, że Jacek Kuroń, który uważał się za polskiego patriotę, w jednym z wywiadów stwierdził, że cieszy się, że jego rodzinny Lwów należy do Ukrainy? To zadziwiające stwierdzenie, gdyż w rozmowie ze mną Kuroń powiedział, że ma do Lwowa bardzo emocjonalny stosunek. Warto przy tym pamiętać, że Polska nie podbiła tego miasta siłą, a polski żywioł dominował we Lwowie ponad sześć wieków.

– Wspomniana przez pana Dora Kacnelson mówiła mi, że przed ogłoszeniem niepodległości Ukraińcy byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Gdyby Moskwa obiecała im samodzielność w zamian za oddanie Lwowa, z pewnością by się zgodzili. Od 14 lat mieszkam w Rzeszowie, gdzie wykładam na tamtejszym uniwersytecie i często jeżdżę do Lwowa. Nasuwa mi się taka refleksja, że twarze większości obecnych mieszkańców tego miasta zupełnie nie pasują do jego architektury. A co do Jacka Kuronia – to nawet ludzie wybitni czasem potrafią powiedzieć coś nieodpowiedniego.

A teraz Lwów jest ostoją antypolskiego, ukraińskiego nacjonalizmu.

– Nacjonalistami było także wielu przedwojennych Ukraińców mieszkających we Lwowie i jego okolicach. Co szczególnie interesujące, ich liderzy wywodzili się z polskich szlacheckich rodzin, które zukrainizowały się dopiero w XIX wieku.

Podobno istniała też możliwość odzyskania obwodu kaliningradzkiego (królewieckiego). Na mocy hołdu pruskiego z 1525 roku oraz traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 roku po wygaśnięciu dynastii Hohenzollernów Prusy Książęce miały wrócić do Polski, a właściwie do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Hohenzollernowie stracili koronę w 1918 roku i od tego czasu mogliśmy formalnie ubiegać się o zwrot tych ziem.

– O takiej propozycji słyszałem jedynie z drugiej ręki, sam na ten temat nic nie wiem. Uważam jednak, że te ziemie bardziej należą się Litwie. Jednak dziś, gdy rządy Miedwiediewa i Putina są nastawione bardzo narodowo, jest to już niemożliwe. Takie negocjacje trzeba było prowadzić w czasach Jelcyna i Gajdara.

W przeciwieństwie do Polaków Niemcy mają z Rosją świetne stosunki i są coraz bardziej obecni w Królewcu. Co jakiś czas pojawiają się nawet sensacyjne doniesienia, że Moskwa jest gotowa oddać enklawę Niemcom.

– Niemcy są narodem o ogromnym potencjale i w przeciwieństwie do Polaków bardzo konsekwentnym. Zawsze prowadzili politykę obliczoną na stulecia. Nie mam żadnej wątpliwości, że będą dążyć do odzyskania zarówno Królewca, jak i naszych piastowskich Ziem Zachodnich.

Czy w tamtych latach Kościół katolicki próbował odegrać jakąś rolę na Kresach?

– Kościół miał wówczas problemy z samoidentyfikacją. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że byli wówczas księża i biskupi, na których donoszono, i tacy, którzy donosili.

Z planów odzyskania Kresów nic nie wyszło, a dziś sytuacja żyjących tam Polaków jest chyba gorsza niż przed 20 laty.

– Nie ma żadnej nadziei, że Polacy będą traktowani przyjaźnie w którymkolwiek z ościennych krajów. Uchodzimy tam za ludzi niepoważnych, nieodpowiedzialnych i nieprzewidywalnych. Nie trzeba więc jątrzyć i zaostrzać i tak trudnej sytuacji. Chyba że ktoś chce, żeby ciągłe awanturowanie się Andżeliki Borys i jej 40 zwolenników na Białorusi czy zdjęcie polskich nazw ulic w kilkunastu wsiach na Wileńszczyźnie było tematem zastępczym, w sytuacji gdy na Opolszczyźnie w setkach miejscowości zainstalowano nazewnictwo niemieckie. Polacy na Litwie mają nowoczesny, skomputeryzowany system oświaty, dziesiątki tytułów prasowych, radio, dziesiątki zespołów, organizacji kulturalnych, gospodarczych i religijnych. Własną frakcję w litewskim Sejmie i posłów w europarlamencie. Państwo litewskie finansuje działalność szeregu polskich szkół i fundacji. Nie powinno się więc mnożyć żądań w nieskończoność. Powiada się, że władze litewskie nie zwracają ziem polskim rolnikom. Tysiącom rodzin ziemie zwrócono albo wypłacono wysokie rekompensaty pieniężne. Z drugiej strony, władzę w rejonie solecznickim i wileńskim sprawują sami Polacy, w znacznej mierze wywodzący się z komunistycznej polsko-sowieckiej nomenklatury. To do ich kompetencji należy zwrot ziemi rolnikom. Wielu z nich kosztem biedniejszych rodaków zostało milionerami.

W Polsce często pisze się i mówi, że większość Białorusinów i Ukraińców zamieszkujących po wschodniej stronie Dniepru to ludzie zruszczeni, dla których niepodległość nie jest nadrzędną wartością.

– Jest dokładnie odwrotnie. Ogromna większość Białorusinów i Ukraińców, nawet tych używających na co dzień języka rosyjskiego, jest uświadomiona narodowo. Szkoci czy Irlandczycy też rozmawiają ze sobą po angielsku, a do Anglików czują niechęć, czasem nienawiść. Dlatego moim zdaniem, spekulowanie, że Białoruś lub Ukraina mogą kiedyś stracić suwerenność na rzecz Rosji, nie jest oparte na rzetelnej analizie.

Gdy na Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Rosji i Niemczech odradza się nacjonalizm, w Polsce panują odmienne tendencje.

– Każdy z tych nacjonalizmów jest inny. Ukraiński jest antysemicki, antymoskiewski i przede wszystkim antypolski, a przy tym proniemiecki. Gdyby zmieniła się obecna konstelacja geopolityczna, moglibyśmy znaleźć się w bardzo nieciekawej sytuacji, zwłaszcza że w Polsce dominują postawy kosmopolityczne i skłonności do ulegania złudzeniom. Jak uczy historia, to się zawsze źle kończyło.

Rozmawiał: KRZYSZTOF RÓŻYCKI: http://www.angora.com.pl/

Dr Jan Ciechanowicz, Polak, obywatel Litwy. Wykładowca języków obcych i filozofii na uczelniach Polski i Litwy. Autor 38 książek z zakresu etyki, germanistyki, antropologii, wydanych w siedmiu krajach. W latach 1989- 1990 członek Rady Najwyższej ZSRR, polski polityk na Litwie, współzałożyciel Związku Polaków na Litwie, Uniwersytetu Polskiego w Wilnie, Fundacji Kultury Polskiej na Litwie. Obecnie członek Światowej Rady do Badań nad Polonią, Międzynarodowego Instytutu Biografistyki w Cambridge i rady naukowej amerykańskiego Instytutu Biografistyki w Raleigh.

24 stycznia 2010

Źródło; http://www.trybunalscy.pl/node/2272
http://kresy.info.pl

 

Królewiec – Königsberg – Kaliningrad: most przy nieistniejącym pokrzyżackim zamku. Planowano odbudowę zamku z funduszy rosyjskiego ministerstwa kultury, jednak projekt ten na razie upadł, pomimo iż plan odbudowy zamku poparł prezydent Władimir Putin podczas swojej wizyty w Królewcu w 2005. Władze miasta cały czas forsują plan odbudowy.

 

Prof. Dora Kacnelson

 

Prof. Dora Kacnelson, gorliwa obrończyni polskiego honoru, należała do tych Żydów, przed którymi każdy Polak powinien z szacunkiem uchylić kapelusza.

Wspomnienie o niej:
http://wirtualnapolonia.com/2008/09/04/pamieci-dory-kacnelson/

Admin.

 

http://marucha.wordpress.com/2012/05/18/przed-dwudziestu-laty-polska-miala-szanse-odzyskac-kresy/

 

 

Moja najukochańsza córko, muszę poinformować cię, że trzecia wojna światowa wkrótce ukaże się światu.

Jak widzisz, dziś rano, płyną Moje łzy.*

Druga Pieczęć wkrótce zostanie złamana, jak przepowiedział Jan Ewangelista w Księdze Apokalipsy.

Rozpocznie się ona w Europie.

Przyczyną będzie system bankowy i Niemcy po raz kolejny wezmą udział w tej tragedii, jak to było w ostatnich dwóch przypadkach.

Kiedy się rozpocznie, w dużym stopniu będzie to z powodu oszczędności w gospodarce, a katastrofa wpłynie na Grecję z wielkim opadem radioaktywnym we Francji.

Bliski Wschód będzie również zaangażowany z Izraelem i Iranem w wojnę, a Syria odegra poważną rolę w upadku Egiptu.

Moja córko, budzę cię, by ci to powiedzieć, nie żeby straszyć, ale wzywam do wielkiej modlitwy za Europę w tym czasie.

Z powodu wojny i braku pieniędzy, dużo zbiorów zostanie utraconych, a to doprowadzi do otwarcia Trzeciej Pieczęci oznaczającej głód.

Dlatego teraz wzywam wszystkie dzieci Boże, aby próbowały magazynować suszoną i nie łatwo psującą się żywność do wyżywienia swoich rodzin. Ważne jest, aby uprawiać własne zbiory, jeśli to możliwe.

Pamiętajcie jednak, że modlitwa może złagodzić wiele z tego cierpienia.

Efektem tej wojny będzie to, że Mój Kościół na ziemi, będzie wciągnięty do jednego światowego kościoła, w imię zjednoczenia.

To zjednoczenie czyli fałszywy pokój, staną się rzeczywistością, w której antychryst ujawni się, by stworzyć fałszywy pokój i tak zwany koniec wojny.

Ten pokojowy pakt obejmie świat zachodni aż Chiny i Rosja zaangażują się w sprawy świata.

Będą one stanowić zagrożenie dla „Bestii z Dziesięcioma Rogami” - Europy i przejmą nad nią kontrolę, aby wprowadzić komunizm.

„Czerwony smok” - Chiny, już zdobywają silną pozycję w świecie ze względu na ich kontrolę światowych finansów.

„Czerwony smok” i "Niedźwiedź", którym jest Rosja nie kochają Boga.

Są one kierowane przez antychrysta, który pochodzi ze wschodu i kryje się za zamkniętymi drzwiami.

Kiedy te proroctwa zaczną się spełniać cały świat uwierzy w te orędzia. Wtedy nie będzie żadnych wątpliwości.

Proszę odmawiajcie tę Krucjatę Modlitwy, gdyż pomoże ona osłabić wpływ tych wydarzeń.


Krucjata Modlitwy (54) Modlitwa do Ojca, aby osłabić wpływ III Wojny Światowej

O, Ojcze Niebieski, w imię Twojego Umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa

Który wiele wycierpiał za grzechy ludzkości, prosimy, pomóż nam w tych trudnych czasach, w których przyszło nam żyć

Pomóż nam przetrwać prześladowania planowane przez chciwych władców i tych, którzy chcą zniszczyć Twoje Kościoły i Twoje dzieci

Błagamy Cię Drogi Ojcze, abyś pomógł nakarmić nasze rodziny i uratować życie tych, którzy będą zmuszeni do wojny wbrew ich woli

Kochamy Cię, Drogi Ojcze

Błagamy Cię, abyś pomógł nam w potrzebie

Uratuj nas od zawładnięcia przez antychrysta

Pomóż nam przetrwać jego znak, znamię Bestii, odmawiając jego przyjęcia

Pomóż tym, którzy Cię miłują, pozostać wiernymi Twojemu Świętemu Słowu w każdym czasie, abyś

Mógł obdarzyć nas łaskimi potrzebnymi do przetrwania w Ciele i Duszy.



Moja córko, zdaję sobie sprawę, że to orędzie może być szokiem, ale pamiętaj, że modlitwa i Pieczęć Boga Żywego - Krucjata Modlitwy numer (33) będą chronić Moich wyznawców.



Moja Resztko Kościoła, wy Moje dzieci, przetrwacie, chociaż to nie będzie łatwe.

Będziecie prześladowani z powodu waszego chrześcijaństwa, lecz nigdy nie potępiajcie Mnie ani Mnie nie odrzucajcie.

Z tego powodu otrzymacie dary. Mój Dar Pieczęci Boga Żywego uczyni was niewidzialnymi dla waszych wrogów.

Odmawiajcie ją od teraz codziennie. Trzymajcie ją przed sobą w waszych domach i niech będzie pobłogosławiona przez księdza.

Szybko rozpocznijcie przygotowania na dzień opadu radioaktywnego w Europie, gdyż jest on blisko.

Wasz Jezus

* Uwaga: Kiedy Maria pisała te orędzie mokre łzy spływały na zdjęcie Jezusa przed nią

 

http://geniusz.net/index.php/maj-2012/186-druga-pieczec-iii-wojna-swiatowa

“Incydent” w Parczewie który skończył się śmiercią

 

I dziś moi drodzy opowiem wam o pożytku odejścia naszego rycerza świętej pamięci Mariana. W niedzielę w Parczewie wydarzyło się nieprawdopodobne wydarzenie. Mamy jako rycerze pierwszego męczennika za wiarę.”

“… dlaczego wyjaśniam, bo dziennikarze z wielu gazet atakują naszych rycerzy by opowiadać co zaszło. Gazety podlaskie wypisują o zdarzeniu tego dnia w Parczewie (lubelskie) i piszą cytując słowa biskupa, że byli tam przebierańcy, że poprosił tych przebierańców aby opuścili świątynię.”

“Cóż się wydarzyło z tymi przebierańcami? Przyjechało tam kilkudziesięciu naszych rycerzy. Ponad trzydziestu. Biskup miejsca powiedział że nie będzie Mszy Świętej jak ludzie nie pościągają płaszczy. Przepychanka trwała 45 minut. Część naszych wycofała się w płaszczach, część schowała. Siódemka najbardziej twardych upadła na kolana i modliła się. I w tym czasie pretorzy przysłali żołnierzy, (to co dziś z Pawłem i Sylasem) grozili że sprowadzą policję, mówili że jak biskup prosi to ściągnijcie płaszcze. Wtedy kościół podzieli się na dwie opcje. Jedni za ściągnięciem a drudzy wołają – a jak biskup karze portki ściągnąć, to też mamy portki w kościele ściągać (to mówiły osoby postronne). W tym czasie po tej przepychance pierwszy klęczący przed panem Marianem podniósł się, wyszedł. Cały ciężar ataku przejął teraz na siebie świętej pamięci Pan Marian. I w czasie kiedy go atakowano, on klęczał i powiedział słowa: MY KOCHAMY PANA JEZUSA I CHCEMY ABY ONA NAD NAMI KRÓLOWAŁ. W tym czasie syn wypowiada słowa – zostawcie tatę bo on ma chore serce. W tym momencie tata wypowiada słowa – synu serce mnie kuje. Więc wyprowadzono tatę. Przyjechało pogotowie, nasz żołnierz zmarł na polu bitwy. Mamy pierwszego męczennika. Duży jest szum w mediach więc dziś zabieram głos. Apeluję do wszystkich rycerzy żadnych wywiadów z gazetami. Mój komunikat jest jedynym komunikatem.

 

 

 

W środę o godz. 12 w Lublinie na Majdanku odbędzie się pogrzeb Rycerza Chrystusa Króla pana Mariana który jest pierwszym męczennikiem  Chrystusa Króla. Zawiadamiam  wszystkich mieszkańców Lublina o pogrzebie.  Pokażmy swoją obecnością że jesteśmy z prześladowanymi, że nie zgadzamy się na niszczenie naszej wiary, obojętnie kto tego dokonuje.

 

http://gazetawarszawska.com/

 

Zapraszamy Państwa do czytania załączonego Biuletynu PRP nr 289.

Polecamy szczególnie artykuł Marcina Masnego pt. General i prawda:

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd201214&nr=33

Poniżej zamieszczamy komentarz do tego artykułu, nadesłany przez naszego kolegę z Bostonu Leszka Grodzkiego.

Redakcja

 

* * * * * * *

Czy gen. Jaruzelski wykonywał polecenia Rockefellera?

 

Artykuł Marcina Masnego zawiera niezwykle cenna informacje, która może spełniać role brakującego klocka w puzlach, odkrywających sekrety międzynarodowych porozumień, poprzedzających oficjalne rozmowy okrągłego stołu, a mianowicie tajne spotkanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem w Nowym Jorku w 1985 roku. Wprawdzie Tadeusz Mazowiecki, przy okazji obchodów dwudziestolecia Magdalenki, patrząc w nas swoimi szczerymi, katolickimi oczami, zapewniał nas, ze "Nie było żadnego spisku," to chyba coraz więcej Polaków zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, ze Magdalenka byla jedynie rodzajem teatru odegranego przez starannie dobranych aktorów przed ogłupioną polska publicznością.

Cezary Rozwadowski w swoim artykule pt. Smutna zabawa w klocki historyczne;

http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=1388&Itemid=56

przedstawił scenariusz, według którego gen. Jaruzelski przygotował rozmowy okrągłego stołu, wykorzystując stan wojenny do wyeliminowania z gry działaczy Solidarności Polaków - patriotów i podzielił się władzą ze starannie dobranymi, głownie według kryterium etnicznego, działaczami tzw. opozycji demokratycznej oraz Polakami, na których miał teczki świadczące o ich współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi, nie licząc kilku polskich tzw. "użytecznych idiotów", którzy jedynie uwiarygodnili całą akcję.

Cezaremu Rozwadowskiemu zabrakło wspomnianej informacji o konsultacjach gen. W. Jaruzelskiego z amerykańskim miliarderem żydowskiego pochodzenia Davidem Rockefellerem. Dopiero ten klocek pozwala zrozumieć takie sprawy jak tworzenie legendy Lecha Wałęsy i przyznanie mu Nagrody Nobla, rabunkowa prywatyzacje polskiego majątku narodowego, niszczenie teczek komunistycznej bezpieki, ukrywanie pochodzenia etnicznego polityków, słynne "odpieprzcie się od generała" Michnika, a nawet opinie JPII o Jaruzelskim jako "wielkim polskim patriocie," nie mówiąc już o nadreprezentacji polityków żydowskiego pochodzenia we wszystkich rządach w Polsce po 1989 roku. (Por. artykuł PAŃSTWO POLSKIE A RZĄDZĄCA MNIEJSZOŚĆ ŻYDOWSKA w niniejszym biuletynie PRP);

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/zydokomuna/

http://www.youtube.com/watch?v=0IF9y5d5fe8

Wprawdzie wymiana elit politycznych nastąpiła u nas w rezultacie wojny oraz zainstalowania rządów tzw. żydokomuny, to przewrót październikowy oraz konflikt pomiędzy "chamami" czyli Polakami-komunistami ludowego pochodzenia a "Żydami" skomplikował nieco sytuacje;

http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?t=851

Kulminacja tego konfliktu nastąpiła w 1968 roku. Wtedy to gen. W. Jaruzelski wykonał pewne posuniecie, które śmiało można nazwać majstersztykiem. Usuwając z LWP wielu oficerów pochodzenia żydowskiego, ustrzelił jednym strzałem dwa zające a mianowicie: uwiarygodnił się jako Polak z krwi i kości a w dodatku również "antysemita" oraz sprzymierzeniec Władysława Gomułki i Moczara, równocześnie pomagając w paradoksalny sposób swoim pobratymcom, ponieważ będący w konflikcie z krajami arabskimi Izrael gwałtownie potrzebował kadry oficerskiej.

Kolejnym majstersztykiem Jaruzelskiego było powołanie na pierwszego niekomunistycznego premiera powojennej Polski "katolika" Tadeusza Mazowieckiego. Postać ta kryje w sobie mroczne tajemnice związane z tworzeniem nowej rzeczywistości komunistycznej w Polsce tuż po wojnie. Redaktor Krzysztof Wyszkowski pisze o nim:

"Propaganda będzie nachalnie wmawiać istnienie osławionych sukcesów rządu Mazowieckiego, ale jeszcze bardziej troskliwie będzie milczeć nad niesłychanym faktem, że do dzisiaj nie dało się znaleźć ani w Polsce, ani za granicą żadnego historyka, a choćby tylko jakiegoś dziennikarskiego łapsa, który by udziergał cokolwiek, co mogłoby nazywać się biografią nosiciela "siły spokoju". Co takiego kryje się w przeszłości publicysty, działacza społecznego i polityka, że nawet prof. Andrzej Friszke nie odważy się takiej biografii przedstawić, choćby owiniętej w stos namydlonej bawełny?  Czy niemożliwy do opisania jest sam udział w PAX, czy specjalne stosunki z sowieckimi agentami w rodzaju Mazura? Czy zaufanie stalinowców zdobył w pełni już w r. 1952, czy dopiero podczas walki z Kościołem we Wrocławskim Tygodniku  Katolickim?  Na ile tajemnicę wzmacnia udział w zakładaniu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej? Jak to było z założeniem i redagowaniem miesięcznika Więź? A za co Kliszko nagrodził go posadą posła na Sejm PRL?"

http://wzzw.wordpress.com/2009/09/02/mazowiecki-premier-jaruzelskiego/

 

O Klubie Inteligencji Katolickiej.

"To przecież z tej wylęgarni funkcjonariuszy III RP wyszli tacy giganci oportunizmu jak Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski, Andrzej Celiński, Henryk Wujec czy Andrzej Friszke. Ci mistrzowie hipokryzji bezwstydnie sami sobie wystawili świadectwo: "Środowisko KIKu w końcu lat osiemdziesiątych odegrało rolę pomostu, który umożliwił negocjacje rządu z opozycją i stroną Kościelną w postaci tzw. okrągłego stołu. W lutym 1989 roku przy „okrągłym stole” w Warszawie, w ramach reprezentacji Solidarności zasiadło 20 członków KIK".

(źródło: http://www.kik.waw.pl/o-klubie/historia-klubu/)

http://www.gazetapolska.pl/17016-cicho-wszedzie

Łatwość z jaka wspomniane "elity" podporządkowały sobie życie polityczne Polski świadczy o niezwykłej skuteczności stosowanych przez nich metod działania. Trudno narodowi o zaledwie tysiącletniej historii przeciwstawić się kulturze liczącej wiele tysiącleci. Niezwykle mylące wydaje się być przekonanie, jakobyśmy należeli do wspólnej judeochrześcijańskiej cywilizacji. Żydzi, którzy mieli swoje państwo jedynie w stosunkowo niewielkim okresie czasu, potrafili wypracować sposoby przystosowania się, przetrwania a nawet podporządkowania sobie narodów, wśród których przyszło im żyć, które Eustace Mullins przyrównał do sposobu życia jaki w procesie ewolucji niektóre gatunki wypracowały w ciągu milionów lat.

http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?p=30406&sid=bad0337e27b31280f936572870352aac

Szczególnie skuteczną metodą okazała się być mimikra czyli przybieranie maski i udawanie kogoś innego. Ostatecznie Żydzi są świetnymi aktorami. Przecież sam Michnik w przypływie szczerości powiedział kiedyś, że "Najskuteczniejszy Żyd to Żyd zakonspirowany", Jaruzelski zagrał swoją rolę perfekcyjnie. Żyd, agent KGB w Wojsku Polskim, udający syna polskiej ziemiańskiej rodziny wywiezionej przez sowietów na Sybir, potrafił przetrwać wszystkie powojenne zawirowania władzy w Polsce aż na końcu został uznany za "wielkiego polskiego patriotę", który w pokojowy sposób przekazał "narodowi" władzę. W rzeczywistości zachowywał się jak uśpiony agent, udający przez cale swoje życie kogoś innego. Uśpiony agent często jest wykorzystany przez swoich zwierzchników tylko raz w życiu, kiedy przychodzi odpowiedni moment, dlatego praktycznie jest niemożliwy do wykrycia. Gen. Jaruzelski ujawnił się tylko raz kiedy został przez swojego super-szefa wezwany na rozmowę do Nowego Jorku.

Leszek Grodzki (Boston)

 

Jaruzel, TW Wolski - Margulis ?

[Z okazji kolejnej rocznicy ataku na Polskę 13 grudnia - umieszczam trochę wspomnień o Jaruzelu. Świadkowie tych podstawień jeszcze żyją, a to w Szczecinie, czy Opolu, Warszawie czy Tarnowie. I - wobec porażającego a rozlewającego się bezprawia - "jeszcze milczą". Ale, jeśli TW Wolski dogorywa w domu "prawnie" zrabowanym rodzinie państwa Przedpełskich, to i świadkowie zdarzeń za parę lat się skończą. A "historycy współczesności" zachowują czujne milczenie, lub wymawiają się nadmiarem pracy. Czy to mogą być bajdy?

Proszę Czytelników o naciski na uczciwszych ludzi z IPN-u, odważniejszych publicystów, by wreszcie te kruszące się świadectwa zebrali i krytycznie omówili. MD]


Relacje o Jaruzelu

W.P.

... To była tajemnica nie moja lecz Rodziny, o nim pisze także Piecuch. W Szczecinie mieszkał i pracował na stoczni Odra syn stajennego z majątku, który dzierżawili Jaruzelscy, on wychowywał się z młodym i prawdziwym Wojtkiem. Rozmawiałem z nim nieraz gdy tam bywałem, przy wódeczce, mówił o wszystkim, jak go UB straszyło utopieniem w Odrze, likwidacją rodziny, gdy nie będzie milczał. Po wyjeździe na 12 lat z Polski, straciłem z nim kontakt, pewnie nie żyje...

Co szkodzi by zbadać jego DNA (obecnego WJ), przebywa w szpitalu, więc żadna to trudność, czego NKWD nie przewidziało i by łapkę prawą do kamery pokazał, porozmawiać po łacinie, (do dziś nie chce się spotkać ze swymi ponoć "kolegami" z Gimnazjum, dlaczego?), a DNA do porównania wziąć od jego zastraszonej i chcącej żyć jego "siostry" lub pobrać z grobu mamy, która z siostrą nie rozpoznały w nim syna i brata. Matka, krótko po tym zmarła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, a z "siostrą" nie utrzymuje do dziś kontaktów, bo i jakie? nic ich nie łączy tylko jej strach o życie. Jaroszewicz znał tę prawdę o nim i Kiszczaku, zginął wraz z żoną i resztą swych towarzyszy, bo pisarczyk za wcześnie coś bąknął. [podobno TW Wolski był Margulis" z domu]

Na dziś ujawnienie tego - po tym co się dzieje - jeszcze nie czas.

 

*******

...żydobolszewik, nkw-dzista,Wolski, nie polski śmieć, czy jak mu tam naprawdę, przypomni sobie kim jest tak naprawdę, bo swej roli w NKWD wyuczył się aż za dobrze. "Zapomniał" kim jest tak naprawdę i przypomni sobie, jak go "Młot" i "Huzar" z NSZ, wziął do niewoli, i miał tę swołocz bolszewicką natychmiast rozstrzelać, lecz z litości, z racji młodego wieku tego agenta NKWD, po 50 wyciorach na gołą du... puścił szczyla bolszewickiego wolno, bo nie wiedział, faktycznie kto zacz, kogo złapali i to był Jego wielki błąd. Trzeba było tę swołocz żydobolszewicką rozwalić. Ja temu bolszewikowi Wolskiemu, agentowi NKWD, już o tym przypomniałem, także to dlaczego w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach zniknęła jego "matka" pani Jaruzelska po powrocie z zesłania, a zniknąć musiała bo nie rozpoznała w ogóle w Wolskim swego syna i musiała zniknąć, właścicielka majątku, którą b. dobrze osobiście znała moja Babcia, także właścicielka majątku na Kresach- Radziwiłłów, za co pojechała cała rodzina na Sybir. Znali i świadkowie znający prawdziwą rodzinę Jaruzelskich, odpowiedzi się nie doczekałem, tylko gróźb, jak będę za bardzo ciekawy. Mamy brat zwiadowca u Berlinga znał tego osobnika jako Wolskiego, człowieka NKWD i IW, przydzielonego im do pułku zwiadu przez sowietów, by mieli nadzór nad polskimi oficerami, sam był w stopniu porucznika, osobiście spalił 7 niemieckich czołgów, za co był odznaczany, zmarł 10 lat temu, w stopniu pułkownika. A ja mam na ten temat dowody w rodzinnych pamiątkach, to była naszej rodziny tzw. polisa na przeżycie w komunie i w stanie wojennym. Nadchodzi czas by przekazać to wszystko do IPN, lecz jeszcze chyba za wcześnie na ten krok, by pozbawiać się tej polisy na przeżycie

 

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5028&Itemid=80

 

 


 

Wałęsa nawołuje do pałowania związkowców


 

Były prezydent Polski i przewodniczący I „Solidarności” Lech Wałęsa w wywiadzie dla „Radia Zet” oświadczył, że na miejscu premiera byłby bardziej zdecydowany wobec protestów związków zawodowych, podała „Gazeta Wyborcza”.

„Gdybym był komendantem lub premierem, wyszedłbym z pałą i pierwszego spałował, że nie potrafi mądrze układać stosunków w wolnej Polsce“ — powiedział Lech Wałęsa, laureat pokojowej Nagrody Nobla. W taki sposób były prezydent skomentował ostatnie zajścia pod Sejmem, kiedy po przyjęciu ustawy emerytalnej i podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat związkowcy z "Solidarności" przykuli się łańcuchami do wejść Sejmu i nie wypuszczali posłów, a kilku poturbowali.

„Na miejscu premiera albo komendanta bym sam wyszedł. Żeby jakiś policjant się nie bał spałować przewodniczącego, to ja bym, jako komendant policji, sam go spałował” — dodał były szef „Solidarności” zaznaczając przy tym, że związkowcy mają prawo do demonstracji, ale nie do opluwania i bijatyk.

Wałęsa jest również przeciwny zapowiadanym przez związkowców strajkom w czasie mistrzostw piłki nożnej. „Już na tym straciliśmy. A jak jeszcze spróbują to zrobić, dopłacimy do tego interesu, na którym wszyscy organizatorzy (Euro - przyp. red.) zarabiają. Trzeba mówić wprost: szkodzicie interesowi Polski. Nawet finansowemu, nie mówiąc o politycznym” — oświadczył Wałęsa.

 

http://pl.delfi.lt/aktualia/polska/walesa-nawoluje-do-palowania-zwiazkowcow.d?id=58730653

 


Wally poleca:

Mocne słowa Wałęsy : dałbym polecenie "spałować"

 

- Gdybym był na miejscu Tuska, dałbym polecenie: spałować, oddać za to. Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze, brać udział w wyborach, organizować się. Ale potem: szacunek! Ktoś ich wybrał, to są przedstawiciele narodu, więc nie mogą pozwolić na opluwanie i bijatykę powiedział Lech Wałęsa w Radiu ZET, odnosząc się do piątkowego zablokowania Sejmu przez "Solidarność". Były prezydent apelował też do Donalda Tuska: "Panie premierze, więcej zdecydowania. Dość takiej zabawy!"

Lech Wałęsa, fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

"Spałowałbym przewodniczącego"

- Pałowałby pan działaczy Solidarności? – pytała Monika Olejnik. - Tak. Z przewodniczącym na czele – odpowiedział Wałęsa. - Pierwszego bym ja wyszedł i spałował za to, że nie potrafi mądrze układać stosunków w wolnej Polsce.

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, były przewodniczący "Solidarności" chciałby pałować przewodniczącego "Solidarności"? – dopytywała Olejnik.

- Bo takie miałbym prawo, gdybym był na miejscu premiera – odpowiedział Wałęsa - Na miejscu premiera albo komendanta bym sam wyszedł, żeby jakiś policjant się nie bał spałować przewodniczącego, to ja bym, jako komendant policji, sam go spałował.

Zapytany, czy policja w czasie demonstracji była bezradna, b. prezydent odpowiedział:

"Prawdopodobnie mieli takie rozkazy. Premier Tusk jest taki ugodowy, on mówi »inaczej wygramy, niech ludzie zobaczą, jak to wygląda« i gra w coś takiego. Ale jednocześnie Donald Tusk szkodzi zdecydowanie władzy, bo władzę trzeba szanować w wolnym kraju. Nie można tak postępować z parlamentarzystami. Jestem obrażony, ale bardziej na premiera, na rząd i na parlamentarzystów, że nie zaprowadzili tam porządku".


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/mocne-slowa-walesy-dalbym-polecenie-spalowac,1,5132293,wiadomosc.html

fot. JuanJo Martin / EFE / FORUM

 

Program Hollanda wpisuje się w logikę „stworzenia nowego człowieka”. Dla ludzi lewicy nie ważne są zbrodnie systemu, jego niewydolność ekonomiczna i przygnębienie w nim żyjących. Dla nich Robespierre i Stalin są wciąż wzorcami, a Mirabeau i Sołżenicyn zdrajcami.

Rozmowa z dr. Reynaldem Secherem, politologiem i historykiem, autorem głośnej książki „Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea – departament zemsty”.

- Jak Pana zdaniem zwycięstwo François Hollanda wpłynie na debatę polityczną we Francji?

- W przeciwieństwie do tego, co starają się nam wmówić na wskroś lewicowe media, w kampanii wyborczej nie chodziło o banalny pojedynek między dwoma kandydatami, którzy mieliby relatywnie podobne poglądy polityczne. W tym sensie myli się również Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego i François Bayrou, szef Ruchu Demokratycznego (MoDem). Kandydat socjalistów jest idealistą nasiąkniętym ideami marksistowskimi pochodzącymi z innych czasów, takimi samymi jakie agresywnie i bez żadnych ceregieli głosi lider Frontu Lewicowego, Jean-Luc Mélanchon. Bezwarunkowe przyłączenie się tego ostatniego do Hollanda daje nam wyobrażenie jakie będzie oblicze rozpoczynającej się prezydentury.

- W wypowiedzi dla dziennika „Present” powiedział Pan, że Francja znajduje się na rozstaju dróg. Co konkretnie miał Pan na myśli?

- Nie po raz pierwszy w swojej historii znajduje się ona w takim momencie, z tą różnicą, że tym razem możemy znaleźć się w sytuacji, od której nie będzie odwrotu. Francuzi muszą teraz odpowiedzieć sobie na pytanie: jakiego społeczeństwa chcą? Było to sednem toczącej się debaty wyborczej. Gra toczy się o wielką stawkę, bo chodzi o naszą przyszłość. Od kilku lat obserwujemy powrót starych idei marksistowskich na scenę polityczną, zainicjowany przez chór lewicowych kandydatów, również tych, którzy mogą sprawiać wrażenie umiarkowanych, jak mało wyrazisty Hollande. Proponują oni kolektywistyczne społeczeństwo kierowane przez wszechobecne i wszechwiedzące państwo, w którym jednostka się nie liczy, będąc jedynie elementem, nad którym ma się prawo życia i śmierci w imię (pseudo)interesu wspólnego. Chcą ponadto spreparować nowego człowieka „postępu”, kierującego się ideałami rewolucyjnymi. Program Hollanda wpisuje się tę logikę: nacjonalizacji ducha, życia, środków produkcji, majątku indywidualnego i rozdysponowania ich we wszystkich kierunkach… Poza tym, Hollande w swoim programie zapowiedział m.in. legalizację homozwiązków wraz z umożliwieniem im adopcji, rozszerzenie badań na embrionach, oraz finansowanie antykoncepcji dla nieletnich dziewcząt.

- Jak miałoby wyglądać społeczeństwo tworzone przez „człowieka postępu”?

- Chodzi o stworzenie nowego tzw. społeczeństwa postępu o jakim marzą socjalistyczni ideolodzy do czasów rewolucji 1789 r., i w którym wielu ludzi na naszym globie miało okazję żyć, jak np. Sowieci, lub nadal żyją - jak Chińczycy i Kubańczycy, co z zaangażowaniem afirmowała pani Danielle Mitterrand, wielbicielka Fidela Castro, którego uważała za swojego przyjaciela. Nie ważne dla nich są zbrodnie tego systemu, jego niewydolność ekonomiczna i przygnębienie żyjących w nim ludzi. Dla nich Robespierre i Stalin są wciąż wzorcami, a Mirabeau i Sołżenicyn - zdrajcami.

Ten wymarzony model może zostać zrealizowany przez uśmiercenie dawnego społeczeństwa, postrzeganego jako zacofane. Dla przykładu: jeżeli politycy ci domagają się teraz uszczelnienia we francuskiej konstytucji ustawy rozdzielającej Kościół od państwa, to chcą, by była ona realizowana co do joty. Francuska lewica wciąż potrzebuje się odnawiać i utrzymywać przy władzy wyszukując rozmaitych kozłów ofiarnych lub sztucznie generowane konflikty, które oznaczają dla jej przeciwników unicestwienie polityczne i fizyczne. Przypomnijmy lata: 1793, 1905, 1936 i powiedzmy też, 1981. To jest jedna z cech, które ją charakteryzują. Jej bronią jest wciąż to samo: nienawiść, dzielenie, manipulacja, szufladkowanie ludzi, ostracyzm… Aby osiągnąć swoje cele nigdy nie rezygnowała ze swoich środków. Kozły ofiarne są już jasno określone: są to przede wszystkim bogaci, następnie katolicy, no i ci, którzy podkreślają swoją światopoglądową odmienność, zwłaszcza niektóre partie takie jak Front Narodowy. Lewica nienawidzi opozycji, a nawet odchyleń w łonie własnej partii, wciąż w imię sprawiedliwości, laickości i praw człowieka. W przeciwieństwie do tego, co daje się słyszeć tu i tam, twierdzę, że François Hollande wprowadzi co do joty swój program w życie. Zwłaszcza dlatego, że jest popychany przez swoich sojuszników z Frontu Lewicy, którzy są prawdziwymi rewolucjonistami.

- Naprawdę Nicolas Sarkozy aż tak różni się od Hollanda?

- Sarkozy jasno deklarował przywiązanie do takich wartości jak rodzina, praca i naród. Jeżeli nawet jego interpretacja narodu jest dyskusyjna, bo przejawia się utratą suwerenności znajdującej się w rękach Unii, to nie jest to coś nie do odwrócenia. Sarkozy ma wielki respekt dla wolności, zwłaszcza sumienia, czego nie może tolerować z natury totalitarna lewica. To właśnie z tej racji atakuje ona tak gwałtownie katolików i w konsekwencji Kościół, pozostający jedyną przestrzenią prawdziwej wolności i refleksji, bo funkcjonuje on i naucza w perspektywie wieczności.

- Bije Pan więc na alarm?

- Tak, przynajmniej z czterech powodów. Pierwszy jest związany z tożsamością Francji. Dwa lata temu prezydent Sarkozy chciał rozpocząć dyskusję na temat tożsamości narodowej. Temat może dziwić Polaków, bo problem ten nie istnieje w Polsce. U nas jest on bardzo ważny z racji dużej imigracji i załamania się wskaźnika urodzeń wśród populacji rdzennych Francuzów. Francuska lewica opowiadała się za nią z racji ideologicznych, bo była to dla niej okazja, by swoją nikczemnością polityczną tę debatę ośmieszyć i wyszydzić. Moim zdaniem debata ta była niezbędna. W jej trakcie sformułowano szereg definicji tożsamości narodowej. Jej kwintesencja sprowadza się do pytań: skąd pochodzimy, kim jesteśmy i dokąd chcemy wspólnie zmierzać?

Francuska lewica, która z pogardą traktuje takie pojęcia jak Naród, Ojczyzna i ziemia ojców, marzy o społeczeństwie wielokulturowym, bez korzeni i oczywiście bez wspólnej przyszłości, bo takim może dowolnie manipulować. Na przykład lewicy od dawna udało się narzucić globalną metodę nauki historii, to znaczy zapoznawanie się z nią nie przez nauczanie chronologiczne, tylko tematyczne. W roku ubiegłym, pod wpływem presji totalitarnego aparatu lewicowego w szkolnictwie, usunięto z programu nauczania historii Francjiinformacje o najważniejszych osobistościach, które ją tworzyły, takich jak Chlodwig, Karol Młot, Hugo Kapet, Ludwik IX Święty, Ludwik XVI, a nawet Napoleon. W tym roku, nauczanie historii jest obowiązkowe tylko w klasach maturalnych o kierunku humanistycznym. W przyszłym roku nie będzie jej we wszystkich klasach maturalnych. Należy tylko patrzeć jak w najbliższej przyszłości, wciąż pod presją totalitarnej lewicy, historia będzie tylko przedmiotem fakultatywnym, lub nie będzie nauczana w ogóle. Już teraz na wstępnych egzaminach konkursowych na wydziały nauk politycznych, nie ma pytań z tzw. kultury powszechnej, w tym z historii. Natomiast dla przygotowania nauczania wielokulturowego, w imię uniwersalności, zaczyna się naukę historii o plemionach afrykańskich. Wykorzeniając uczniów, odcina się ich od przeszłości i umieszcza się ich w świecie wirtualnym, bez referencji i wartości. W ten sposób stają się ludźmi bez przeszłości, wiec i bez przyszłości, którymi można dowolnie manipulować. Cała polityka lewicy wpisuje się tę logikę i dlatego chce ona przyznawać bez ograniczeń imigrantom obywatelstwo francuskie i prawo do głosowania w wyborach. Lewica jest w trakcie wprowadzania modelu społeczeństwa wielokulturowego z wszystkimi znanymi jego konsekwencjami. Proces „libanizacji Francji z lewicą u władzy, zostanie przyspieszony i stanie się nieodwracalny.

Drugim powodem mojego alarmu jest sprawa poszanowania życia. Aborcję we Francji traktuje się jako środek antykoncepcyjny. Każdego roku zabija ona 220 tys. nienarodzonych dzieci na około 830 tys. urodzeń. To są obiektywne fakty, które powinny zmusić nas do myślenia i nakłonić do wspólnego szukania rozwiązań innych niż polityka wspierania kobiet poddających się temu „zabiegowi”. Lewica nie tylko jest przeciwna tym ideom ale ponadto chce zalegalizować sprzeczną z prawem naturalnym eutanazję.

Trzecia sprawa to problem wolności w szerokim znaczeniu tego słowa. Jest czymś ewidentnym, że lewica, która deklaruje swoją miłość do praw człowieka, a więc i do wolności, ma bardzo specyficzną i ograniczoną ich definicję. Jej kampania w tej kwestii była karykaturalna, zwłaszcza ta prowadzona przez lidera Frontu Lewicowego, apelującego o śmierć dla tych, których oceniał jako niepożądanych i inaczej myślących! W tym samym czasie François Hollande zapewniał, że jeśli zostanie wybrany, to wymieni wszystkich wysokich urzędników i ambasadorów, którzy nie myślą tak jak on. Co najdziwniejsze, nie spotkało się to z krytyką opiniotwórczych środków masowego przekazu, a przecież tego typu deklaracje nie są czymś trywialnym.

A sytuacja jest poważna, bo skoro lewica wygrała wybory prezydenckie, to jest wielce prawdopodobne, że wygra też czerwcowe wybory parlamentarne, co oznacza, że będzie posiadać władzę wykonawczą, ustawodawczą i do pewnego stopnia również sądowniczą. Ponadto w jej rękach jest większość samorządów terytorialnych, nie zapominając o mediach, które w większości są wobec lewicy służalcze, tak samo jak świat nauki. Żeby było jasne: nie ma we Francji żadnej siły – zorganizowanej i o ugruntowanej pozycji - mogącej przeciwstawić się tej władzy. Proszę mi wierzyć, że lewica bardzo szybko założy kneble i zakres wolności zostanie poważnie ograniczony, zwłaszcza w mediach i partiach politycznych. Rozumie Pan teraz skąd biorą się moje obawy, są one tym bardziej uzasadnione, że francuska lewica ma totalitarny charakter i jest bardziej nietolerancyjna niż możemy sobie wyobrazić. Jest cała z innej epoki. Powszechnie uważa się, że coś niewyobrażalnego nie może się zdarzyć, ale jako historyk wiem, że takie rzeczy się zdarzają. I teraz mamy na to dowód.

Pozostaje jeszcze inny problem, który lewica ignoruje. Obecnie znajdujemy się w sytuacji poważnego kryzysu, zwłaszcza ekonomicznego, o charakterze globalnym. W sytuacji, kiedy powinniśmy czynić wspólnie wszystko, by uniknąć trudności, jakich doświadczają Grecja, Irlandia, Hiszpania, Włochy czy Portugalia, nasza lewica nie tylko, że o tym nie mówi, ale ogranicza się do debaty francusko-francuskiej o charakterze rewolucyjnym. Wybór kandydata lewicy w osobie François Hollanda, przepojonego ideologią z innej epoki jest czymś o wiele więcej niż tylko symbolem. Oprócz znanej niekompetencji politycznej, wskazywanej przez jego bliskich współpracowników, nie ma on żadnego doświadczenia w sprawowaniu władzy, zarówno w wymiarze krajowym jak i zagranicznym.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Franciszek L. Ćwik



http://www.pch24.pl/francuska-lewica-ma-totalitarny-charakter,2534,i.html#ix#ixzz1v7HLbluX

 

 

Zdaniem śledczych Instytutu Pamięci Narodowej – zeznania świadków i ustalenia historyków to za mało, by wskazać i oskarżyć sprawców zbrodni dokonywanych na Polakach przez szowinistów ukraińskich.

O takiej postawie IPN świadczy cytowany niżej dokument:

http://ipn.gov.pl/portal/pl/245/20042/Umorzenie_sledztwa_w_sprawie_ludobojstwa_dokonanego_przez_nacjonalistow_ukrainsk.html

Umorzenie śledztwa w sprawie ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na 209 obywatelach narodowości polskiej na terenie b. powiatu stanisławowskiego – Wrocław, 14 maja 2012

Lilianna Ciepłoch – Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w sprawie zbrodni ludobójstwa popełnionej przez nacjonalistów ukraińskich na terenie b. powiatu Stanisławów woj. stanisławowskie
tj. przestępstwa z art. 118§1 kk
na podstawie art. 322§1 i 2 kpk

postanowił:

umorzyć śledztwo w sprawie dokonanej w okresie od sierpnia 1941 r. do grudnia 1944 r. na terenie b. powiatu stanisławowskiego woj. stanisławowskie, przez nacjonalistów ukraińskich, na obywatelach narodowości polskiej zbrodni ludobójstwa, w celu wyniszczenia tej grupy narodowościowej, w wyniku czego śmierć poniosło nie mniej niż 209 osób, a nieustalona liczba osób odniosła ciężkie obrażenia ciała w tym:

  • dokonanych w dniu 23 kwietnia 1941 r. oraz w nieustalonym terminie w 1944 r. w Mariampolu zabójstw nie mniej niż 6 osób,
  • dokonanych w nieustalonym terminie w 1942 r., i w nieustalonym terminie jesienią 1944 r. w Medusze zabójstw nie mniej niż 20 osób,
  • dokonanego w nieustalonym terminie w 1943 r. w Pawełcze zabójstwa 4 osób,
  • dokonanych w dniach 16 listopada 1943 r. i 26 marca 1944 r. w Ksawerówce zabójstw nie mniej niż 21 osób,
  • dokonanych w dniach 8 lutego 1944 r. i 7 marca 1944 r. w Bednarowie zabójstw nie mniej niż 31 osób,
  • dokonanych w marcu 1943 r. w Wysoczance zabójstw nie mniej niż 4 osób,
  • dokonanego w nocy z 7 na 8 marca 1944 r. w Zygmuntówce zabójstwa nie mniej niż 22 osób,
  • dokonanego w nocy z 29 na 30 marca 1944 r. w Wołczkowie zabójstwa nie mniej niż 74 osób,
  • dokonanego w dniu 27 grudnia 1944 r. w okolicach Krzywej Góry – Wołczkowa zabójstwa 13 osób,
  • dokonanego w nieustalonym terminie wiosną 1944 r. w Starych Bohorodczanach zabójstwa 4 osób,
  • dokonanego w marcu 1944 r. w Radczy zabójstwa 2 osób,
  • dokonanego w okresie od 22 do 24 kwietnia 1944 r. w Wiktorowie zabójstwa 6 osób,
  • dokonanego w kupcu 1944 r. i w nieustalonym terminie w 1944 r. w Iwanikówce zabójstwa 2 osób
  • tj. przestępstwa z art. 118§1 kk

wobec niewykrycia sprawców przestępstwa.

Uzasadnienie
Z materiałów prowadzonego przez zlikwidowaną mocą Ustawy z dnia 19 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu śledztwa w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na terenie byłego powiatu Stanisławów woj. stanisławowskie wynikało, że na terenie tym, w latach 1939-1945, osoby narodowości ukraińskiej dokonały szeregu zbrodni na szkodę mieszkańców powiatu narodowości polskiej.

W wyniku podjęcia i kontynuowania zawieszonego postanowieniem z dnia 29 stycznia 1999 r. śledztwa stwierdzono, że zbrodnie te, mające na celu wyniszczenie ludności narodowości polskiej, zamieszkującej tereny Małopolski Wschodniej, wyczerpują znamiona zbrodni ludobójstwa i ustalono następujący stan faktyczny.

Do września 1939 r. powiat stanisławowski, podobnie jak inne powiaty województwa stanisławowskiego, zamieszkiwany był głównie przez ludność narodowości polskiej i ukraińskiej. Niewielki odsetek mieszkańców stanowiły osoby narodowości żydowskiej.
Między poszczególnymi grupami narodowościowymi panowały dobrosąsiedzkie stosunki. Często zawierane były małżeństwa polsko-ukraińskie, wspólnie czczono święta kościelne, w szkołach nauczano w językach polskim i ukraińskim. Dzieci pochodzące ze związków polsko-ukraińskich wychowywane były w wierze ojca lub matki, w zależności od płci dziecka.
Po 17 września 1939 r. i napaści Niemiec na Polskę, tereny powiatu stanisławowskiego zajęte zostały przez władze radzieckie.

Fakt ten nie wpłynął w istotny sposób na stosunki między Polakami i Ukraińcami, niemniej przyczynił się do wzrostu wzajemnej nieufności. Władze na poziomie gmin i sołectw powierzone zostały osobom narodowości ukraińskiej, co przyczyniało się do wywożenia na wschód głównie Polaków i tym samym do narastania konfliktów między mieszkańcami.

Po zajęciu tych terenów w lipcu 1941 r. przez władze niemieckie, wśród ludności ukraińskiej pojawiły się dążenia nacjonalistyczne. Ich powodem była postawa niemieckiego okupanta, który obiecywał powstanie niezależnej Ukrainy. Działacze nacjonalistyczni, w tym kler grekokatolicki, zachęcali więc ludność ukraińską do przemocy wobec Polaków, łącznie z dokonywaniem ich zabójstw, mającej na celu wyniszczenie tej grupy narodowościowej.
Działania te były niewątpliwie koordynowane przez nieustalone w skali powiatu osoby, bowiem zwykle napadów dopuszczali się sprawcy nieznani pokrzywdzonym, niebędący ich sąsiadami. Natomiast miejscowa ludność współpracowała z napastnikami w ten sposób, że wskazywała im, które domy zamieszkane są przez Polaków oraz wskazywała konkretne osoby narodowości polskiej, które następnie były przez napastników poszukiwane w swoich domach.

W efekcie już w latem 1941 r. dochodziło do aktów przemocy, które nasiliły się w 1944 r. i z różną częstotliwością trwały do 1945 r., kiedy większość Polaków wyjechała na zachód.
Ofiarami zbrodni padali Polacy bez względu na wiek i płeć. Niejednokrotnie przed śmiercią znęcano się nad nimi w różny sposób, w tym przez okaleczanie ciała ostrymi narzędziami. Szereg osób zginęło w płomieniach swoich domów lub kryjówek, gdzie zamierzali znaleźć schronienie. Wielu pokrzywdzonych odniosło ciężkie, często skutkujące kalectwem obrażenia ciała.

Ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby nie to, że mieszkańcy powiatu narodowości polskiej starali się zbrodniom zapobiegać. Często nocowali poza domem, na terenie swych nieruchomości budowali różnorakie kryjówki oraz wystawiali nocne warty, mające na celu ostrzeganie przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Zdarzało się również, że ostrzegani byli o możliwości napadu przez swych krewnych i znajomych narodowości ukraińskiej.
Mimo to w wymienionym wyżej okresie na terenie powiatu zginęło nie mniej niż 209 osób, a nieustalona liczba osób odniosła ciężkie obrażenia ciała. Doszło też wielokrotnie do spalenia zabudowań i rabunku mienia.

Jak wynika z zebranego materiału dowodowego, pierwszą ofiarą zbrodni dokonanej przez nacjonalistów ukraińskich z wyżej przytoczonych pobudek był ksiądz Marcin Bosak.
W dniu 23 lipca 1941 r. w godzinach wieczornych został on uprowadzony z domu w Mariampolu, a następnie okaleczony i zabity na pobliskim polu.

Inną ofiarą zbrodni dokonanej w Mariampolu był pobity ze skutkiem śmiertelnym, w nieustalonym terminie, przez ukraińską policję Władysław Pasierbowicz. Jak wynika z zeznań świadków, do pobicia go przyczyniły się spory pokrzywdzonego z żoną narodowości ukraińskiej.

Zginęły również mieszkające w tym czasie w Mariampolu trzy kobiety o nazwiskach: Kostańska (imienia nie ustalono), Sarna (imienia nie ustalono) i Maria Siedlecka, które w sierpniu 1944 r. udały się do Halicza, gdzie przebywali powołani do wojska ich mężowie. Gdy pokrzywdzone wracały do Mariampola, zabite zostały w nieustalony sposób w okolicach tzw. Krzywej Góry.

Zabity został nadto w 1944 r. w nieustalony sposób i w nieustalonym terminie Franciszek Krzyżanowski, który opuścił Mariampol z zamiarem udania się do matki przebywającej w Pobereżu.

Od 1942 r. do pojedynczych przypadków uprowadzeń i zabójstw ofiar dochodziło w Medusze. Tak zginął w 1942 r. w nieustalonym terminie i okolicznościach mężczyzna o nazwisku Matkowski – imienia nie ustalono. Natomiast jesienią 1944 r. w trakcie dokonanego na wieś napadu zginęło nie mniej niż 18 osób, w tym trzy kobiety o nazwiskach Leszczyńska, Popiel i Sawko- imion nie ustalono, Bronisława Kujawska, trzyosobowa rodzina Sorokowskich – imion nie ustalono, rodzina Matuszny – imion nie ustalono, Józef Grunkowski, Jan Pawłowski, Marian Czechowicz, troje przyjezdnych ze Lwowa w tym – Celina Kujawska, Marian Sokołowski i Janina Sokołowska, małżeństwo o nazwisku Kocybał oraz Jan i Maria Szczuccy. Bliższych okoliczności ich śmierci nie zdołano w toku śledztwa ustalić.

We wspomnianym okresie do pojedynczych zabójstw Polaków z przyczyn narodowościowych dochodziło też w Wysoczance. W marcu 1943 r. zginęli w ten sposób Franciszek Gbór oraz kobieta o nazwisku rodowym Kuźmińska i jej mąż Tadeusz – bliższych danych nie ustalono. Zabity został też mieszkaniec wsi narodowości ukraińskiej – Wasyl Zazuk z powodu krytyki postępowania nacjonalistów ukraińskich.

W lipcu 1944 r. w trakcie napadu spalone zostały zabudowania mieszkańców wsi narodowości polskiej, w tym należące do rodziny Nowak. Mieszkańcy wsi narodowości polskiej po napadzie zbiegli do Stanisławowa.

W dniu 16 listopada 1943 r. nacjonaliści ukraińscy w Ksawerówce podpalili dom rodziny Piwowarczyków. W płomieniach zginęli: Maria Piwowarczyk, jej córki – Wanda Kazimiera i Urszula oraz syn Ryszard. Mąż Marii – Józef został przez napastników postrzelony z broni palnej, niemniej zdołał zbiec z miejsca zdarzenia. Natomiast w dniu 28 marca 1944 r., gdy doszło do napadu na wieś, w jego wyniku zginęło 16 osób, których tożsamości nie ustalono. Pozostali mieszkańcy ukryli się, zaś po napadzie opuścili Ksawerówkę.

W pobliskim Bednarowie w dniu 8 lutego 1944 r. dokonano zabójstwa księdza tamtejszej parafii rzymskokatolickiej – Michała Kucoba i ciężarnej kobiety o nieustalonej tożsamości, których „ukrzyżowano” na ścianie miejscowego kościoła.

W dniu 7 marca 1944 r. w godzinach wieczornych w wyniku napadu dokonanego na wieś, w wyniku użycia broni palnej zginęło nie mniej niż 29 mieszkańców tej miejscowości, w tym 5-osobowa rodzina Starczewskich – bliższych danych nie ustalono, rodzina Hoszowskich – bliższych danych nie ustalono, rodzina Wysobłockich – bliższych danych nie ustalono, Jan Łucki i jego siedmioosobowa rodzina, której danych nie ustalono, Hilary Bystryk wraz z rodziną, której danych nie ustalono, Jan Drohomirecki wraz z żoną i synem, których danych nie ustalono, Andrzej Drohomirecki i jego syn, którego danych nie ustalono, Oleś Łucki, Teodor i Maria Drohomireccy oraz ich rodzice, których danych nie ustalono, Teodor Głowacki i rodzina Starczewskich, której danych nie ustalono. Spalone zostały również domy ofiar.

W nocy z 7 na 8 marca 1944 r. spalona została wieś Zygmuntówka. W wyniku napadu, w różnych okolicznościach zginęło nie mniej niż 22 osoby w tym: Józef Wojciechowski, Alojzy Zgubicki, jego żona, której danych nie ustalono i dwoje dzieci – Jan i Helena, rodzina Pietrusów w tym Antonina, Stanisława, Emilia, Eleonora i Karol, Czesław Broński, Franciszek Broński, Paulina Brońska i pięć osób przyjezdnych o nieustalonej tożsamości, które śmierć poniosły w wyniku podpalenia stodoły znajdującej się na terenie posesji Pauliny Brońskiej, Helena Baranowska z dwojgiem dzieci, których bliższych danych nie ustalono oraz Bronisława Baranowska.

Do najbardziej brzemiennej w skutki zbrodni popełnionej przez nacjonalistów ukraińskich na terenie powiatu stanisławowskiego doszło nocy z 29 na 30 marca 1944 r. Ofiarami padli mieszkańcy Wołczkowa – dużej wsi zamieszkanej w większości przez ludność narodowości polskiej. Z trzystu osiemdziesięciu gospodarstw w tej wsi jedynie dwanaście należało do ludności narodowości ukraińskiej. Wielu mieszkańców ukryło się przed napastnikami, część zbiegła do pobliskiego Mariampola. Napastnicy, którzy, jak wynika z zeznań świadków przyjechali konno i na wozach, używali wobec pokrzywdzonych broni palnej, wrzucali do schronów i innych kryjówek granaty oraz podpalali zabudowania. Wśród nich były młode kobiety, które również uczestniczyły w podpalaniu zabudowań. W wyniku dokonanego napadu zginęły nie mniej niż 74 osoby. Wśród nich byli Józefa Beskiewicz, Łucja Kuca, Michał Śrutwa, Józef Szczygielski, Filip Szyczygielski, Maria Szczygielska Józef Konopacki, Wiktor Groński, Anna Szyczygielska, Mieczysław Szczygielski, Kacper Szczygielski, Jadwiga Zając, Tadeusz Zając, Franciszek Gosztyła, Maria Czerniak, Zofia Czerniak, Franciszek Grochalski, Zofia Grochalska, Paulina Grochalska, Katarzyna Kołodziej, Franciszek Konopacki, Rozalia Konopacka i jej dziecko, którego danych nie ustalono, Tadeusz Konopacki, Paulina Śrutwa, Franciszek Śrutwa, Paulina Śrutwa, Anna Śrutwa i syn, którego danych nie ustalono, Julia Śrutwa, Anna Szczygielska, Apolonia Wójcik, Michał Maliborski, Filipina Wójcik, Józefa Gadzińska, Józef Gadziński, Tekla Gadzińska, Maria Gadzińska, Władysław Mikusz, Filip Biernat, Wiktor Groński, Szczepan Nazimek, Antonina Szkredka, Władysław Mikusz, Józefa Sarna, Paulina Tomczak, Aniela Zając, Józef Zając, Zofia Zając, Jan Zając, Agnieszka Zając, Tadeusz Zając, Maria Kaszowska. Antoni Tarnowski, Józefa Wójcik, Katarzyna Bochenek, Filip Biernat, Michał Wołoszyn i jego żona, której danych nie ustalono, Michał Chimczak i jego żona, której danych nie ustalono, Józef Konopacki, Filipina Gawa, Katarzyna Kołodziej, Maria Kostańska, Wawrzyniec Maliborski, Aniela Obacz, Maria Obacz, Maria Obacz (inna), Wincenty Obacz, Władysław Obacz, Michał Obacz, Katarzyna Obacz i Antonina Szkredka.

Przesłuchani w przedmiotowej sprawie świadkowie zeznali również, że po napadzie w Wołczkowie przez około dwa tygodnie przebywali sowieccy partyzanci, co zapobiegło ponownej agresji ze strony ukraińskich nacjonalistów. Niemniej w dniu 27 grudnia 1944 r., już po zajęciu terenów powiatu stanisławowskiego przez wojska radzieckie, śmierć z powodu dążeń nacjonalistycznych Ukraińców poniosło trzynastu kolejnych mieszkańców wsi. W tym czasie w miejscowej szkole zmagazynowane było zboże z kontyngentów. Władze sowieckie poleciły rolnikom dysponującym wozami zawieźć zboże do Halicza. Z powodu zerwanego mostu wozacy nie dojechali do celu. Gdy wracali do Wołczkowa, w okolicach tzw. Krzywej Góry napadnięci zostali przez bandę UPA. Zginęło trzynastu mężczyzn, w tym sołtys narodowości ukraińskiej – Michał Tarasiewicz i również narodowości ukraińskiej Aleksander Wintoniuk i Andrzej Kielo oraz Polacy – Franciszek Kieślowski, Franciszek Gorczyca, Jozef Obacz, Jan Sarna, Michał Śliwiński, Filip Śrutwa, Karol Tomczak, Władysław Tomczak, Franciszek Wójcik i Michał Zając. Uszli z życiem Polacy – Łukasz Grochalski i Jan Grochalski oraz Ukrainiec – Tomasz Śrutwa, którzy powiadomili o dokonanej zbrodni władze radzieckie i mieszkańców Wołczkowa. Sprawców napadu jednak nie schwytano.

W całym powiecie w pierwszej połowie 1944 r. dochodziło do napaści na pojedyncze osoby i odludne polskie zabudowania.

W Starych Bohorodczanach wiosną 1944 r. zabici zostali w swoim domu Andrzej Komosiński oraz jego żona – Helena i dzieci – Maria i Mieczysław.

W marcu 1944 r. w Radczy podpalony został dom rodziny Różańskich. Zginął w nim Jan Różański i jego córka Janina.

W okresie od 22 do 24 marca 1944 r. w swoim domu w Wiktorowie zabita została Zofia Mazurkiewicz i jej córki – Stanisława, Bronisława, Joanna i Czesława oraz syn – Kazimierz. Powiadomiona o zbrodni, mieszkająca w sąsiedniej wsi zamężna córka Zofii Mazurkiewicz – Helena Pycko okaleczone zwłoki najbliższych znalazła ukryte i przysypane ziemią na pobliskim polu.

W lipcu 1944 r. uprowadzony został z Iwanikówki i zabity Jan Różański, który wyszedł z rodzinnego domu z zamiarem załatwienia formalności związanych z repatriacją jego rodziny do Polski. Również w 1944 r., w nieustalonym terminie zabity został mieszkaniec Iwanikówki czasowo przebywający w Stanisławowie – Michał Kotówka, który przyszedł do rodzinnego domu z zamiarem zabrania żywności.

Przytoczona liczba ofiar i dokonanych gwałtów jest niewątpliwie niepełna, niemniej ustalenia niniejszego śledztwa opierać się mogą jedynie na materiale dowodowym zebranym w formie procesowej.

Opracowania historyczne i publicystyczne zawierają więcej danych niż zebrany materiał dowodowy, ale nie mogą być one dowodem w rozumieniu przepisów postępowania karnego. Nie pomniejsza to jednak ich wartości historycznej. Nie stoją też w sprzeczności z poczynionymi ustaleniami.

W toku niniejszego postępowania przesłuchani zostali wszyscy świadkowie, których tożsamość ustalono, a wiek i stan zdrowia pozwoliły im na złożenie zeznań. Składając zeznania świadkowie oparli się na własnych przeżyciach i relacjach zdarzeń przekazanych im przez inne osoby. Zeznania złożyli po upływie kilkudziesięciu lat od zaistnienia zbrodni, co musiało mieć negatywny wpływ na szczegółowość zapamiętania i odtwarzania zdarzeń będących przedmiotem śledztwa.

Zaistniałe zbrodnie nie były na bieżąco dokumentowane w przewidzianej przepisami prawa formie, bowiem ówczesne władze niemieckie nie były tym zainteresowane.

Po zajęciu terenów powiatu stanisławowskiego w 1944 r. wielu mieszkańców narodowości ukraińskiej wywiezionych zostało na Syberię za udział w dokonywaniu zbrodni na ludności polskiej lub sprzyjanie ukraińskim nacjonalistom, ale kryteria, jakimi kierowano się typując sprawców i ich pomocników, nie były dostępne w toku niniejszego śledztwa.

Najczęściej sprawców zbrodni, jak w przypadku Wołczkowa, gdzie jednej nocy zginęły nie mniej niż 74 osoby, nie był w stanie wskazać w sposób kategoryczny, z imienia i nazwiska żaden z przesłuchiwanych świadków.

Szereg świadków, przytaczając relacje nieżyjących już osób, wskazało często tylko z nazwiska lub imienia, pseudonimu, wykonywanego zawodu czy pełnionej czasowo funkcji sprawców poszczególnych zbrodni.

Jednak dane te, choć wysoce obciążające, uwzględniając całokształt okoliczności sprawy, nie mogą stanowić niebudzących wątpliwości dowodów popełnienia przez wskazane osoby zbrodni.

Przyczyniły się do tego okoliczności obiektywne, w tym wiek wskazanych osób w chwili popełnienia przestępstwa i prawdopodobieństwo graniczące z pewnością [?? - red.], że osoby te już zmarły i sprawdzenie ich linii obrony nie jest możliwe, zbyt mała liczba danych pozwalających ustalić ich tożsamość, fakt wywiezienia wielu osób podejrzewanych o sprzyjanie nacjonalistom ukraińskim na Syberię czy też wreszcie brak stosownych umów w obrocie prawnym z Ukrainą, pozwalających na ściganie i ukaranie sprawców tych zbrodni w przypadku ich ustalenia.

W tej sytuacji jedyną podstawą prawną do umorzenia niniejszego śledztwa jest niewykrycie sprawców zbrodni będących przedmiotem postępowania, co jednak nie powoduje wykreślenia ich nazwisk z zebranego materiału dowodowego, bez względu na ciężar dowodów.

W związku z powyższym należało postanowić jak na wstępie.

Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
Lilianna Ciepłoch

—————–

Komentarz:

Ustalenia i konkluzje IPN muszą budzić co najmniej zdziwienie. Oto bowiem śledczy przyznają, że opracowania historyczne na temat zbrodni banderowskich są często dokładniejsze od wyników prowadzonych śledztw – a mimo to nie widzą możliwości skorzystania z nich, ani oparcia o nie aktów oskarżenia – co wydawałoby się praktyką oczywistą i zgodną z procedurą karną. Ponadto pani prokurator Ciepłoch jest łaskawa stwierdzić, że uzyskała zeznania obciążające konkretne osoby, lecz z jakichś tajemniczych względów („ uwzględniając całokształt okoliczności sprawy”) nie zrobiła z nich jedynego możliwego użytku – a więc nie wskazała sprawców i nie podjęła czynności zmierzających do postawienia żyjącym spośród nich konkretnych zarzutów.

Co więcej, miast weryfikować uzyskane dowody – pani prokurator oparła się na „przekonaniu graniczącym z pewnością”, że nic to nie da, wdając się równocześnie w nic nie wnoszące dywagacje odnośnie możliwych losów powojennych domniemanych sprawców. Przy okazji prok. Ciepłoch dokonała reformy procedury karnej uznając, że niemożność „sprawdzenia linii obrony” obwinionego uniemożliwia dalsze prowadzenie postępowania już na tym etapie, a więc paraliżuje możliwości dowodowe prokuratury. Wreszcie pion śledczy IPN de facto wyręczył sąd uznając, że od razu odnajdzie wszelkie możliwe wątpliwości i wytłumaczy je sobie na korzyść niedoszłych podejrzanych, zamiast zostawić to niezawisłemu sądownictwu.

Najciekawsze jest jednak zdanie: „brak stosownych umów w obrocie prawnym z Ukrainą, pozwalających na ściganie i ukaranie sprawców tych zbrodni w przypadku ich ustalenia”. Oto więc prawdziwa przyczyna wstrzemięźliwości Instytutu. Warto jednak przyjrzeć się temu argumentowi, Oto bowiem musi razić, że po 20 latach rzekomego „strategicznego partnerstwa” z Kijowem i Lwowem, wciąż nie dopracowaliśmy się w stosunkach z naszym sąsiadem stosownych rozwiązań prawnych regulujących tego typu, newralgiczne przecież kwestie. Z drugiej jednak strony rozbrajająca okazuje się bezradność śledczych, którzy mając do czynienia z przejawami ludobójstwa nie są w stanie wskazać ogólnych norm prawnomiędzynarodowych pozwalających ścigać sprawców zbrodni.

Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia tylko z indolencją pionu śledczego Instytutu, czy też z politycznymi motywami decyzji, opartymi o fałszywe rozumienie „przyjaźni z Ukrainą” – tak czy siak postanowienie o umorzeniu postępowania w sprawie mordów na Ziemi Stanisławowskiej trzeba uznać za skandal – zarówno z prawniczego, jak historycznego i politycznego punktu widzenia.

Konrad Rękas

 

http://konserwatyzm.pl

 

Z prof. Arnulfem Baringiem, niemieckim politologiem, historykiem i publicystą, rozmawia Bogusław Rąpała


Strefa euro chwieje się w posadach, gospodarki państw członkowskich dławi restrykcyjny fiskalizm. Co, według Pana, czeka Unię Europejską w najbliższych latach?
- Powiedziałbym, że najgorsze jest dopiero przed nami. Od dawna uważam, zresztą pisałem o tym już w 1997 r., że wspólna europejska waluta upadnie, ponieważ nie uwzględnia ani mentalności, ani siły ekonomicznej poszczególnych krajów należących do strefy euro. Istniejące wcześniej unie walutowe zawsze w końcu się rozpadały, gdyż tworzące je państwa rozwijały się nierównomiernie. Wprowadzenie euro nie było żadną ekonomiczną czy fiskalną, ale polityczną decyzją. Wcale nie było tak, że europejski przemysł potrzebował wspólnej waluty. Natomiast była ona częściowo wynikiem presji ze strony Francji i ceną za jej zgodę na zjednoczenie Niemiec, a częściowo skutkiem idealizmu ówczesnego kanclerza Helmuta Kohla. Kohl myślał, że jeśli Europejczycy będą mieli wspólną walutę, to będą tym tak zachwyceni (no i niektórzy, owszem, są), iż dla rozwiązywania problemów stworzą wspólne instytucje w polityce finansowej i gospodarczej.

Tak się jednak nie stało. W którym kierunku może rozwinąć się ta sytuacja?
- Od czasu, gdy o tym pisałem, upłynęło piętnaście lat. W międzyczasie okazało się, że wiele krajów nie jest w stanie poradzić sobie z własnymi problemami gospodarczymi, co właśnie obserwujemy. Byłby to pewnego rodzaju wstrząs, gdyby w którymś momencie doszło do rozpadu strefy euro na kraje północne, do których zaliczyłbym również Polskę, i kraje południowe, które inaczej funkcjonują, mają inną mentalność. Myślę, że kanclerz Merkel popełnia błąd, mówiąc, że jeśli upadnie euro, rozpadnie się Europa. Uważam to za kompletnie błędne mniemanie. Wspólna Europa istniała, zanim wprowadzono euro, i będzie istniała również, gdy go nie będzie. Ale ta Europa będzie inna.

Czyli jaka?
- W gruncie rzeczy to niedorzeczne, że szczególnie po tym, jak do Unii Europejskiej zostały przyjęte kraje środkowoeuropejskie, wszystkie decyzje ciągle podejmowane są w Brukseli. Zawsze uważałem, że wraz z przyjęciem tych krajów do Unii Europejskiej czymś oczywistym będzie przeniesienie niektórych jej organów do Warszawy, Pragi, Budapesztu itd. Nie ulega wątpliwości, że skupienie całej biurokratycznej machiny w Brukseli było pomysłem na dobre, a nie na złe czasy. Miał rację generał Charles de Gaulle, mówiąc kilka dziesięcioleci temu, że wspólnotowa instytucja jako pewnego rodzaju sekretariat wszystkich rządów państw członkowskich jest pożyteczna w dobrych czasach, ale w trudnych nie zdaje egzaminu. Jeśli przyjrzymy sie sytuacji z ostatnich kilku miesięcy, widać dobrze, że wszystkie europejskie rządy bardziej lub mniej angażowały się w rozwiązywanie bieżących problemów, podczas gdy Komisja Europejska w zasadzie stała z boku, nie odgrywając istotniejszej roli. I myślę, że w tym właśnie kierunku Europa będzie się rozwijała, tzn. okaże się, że Europa jest związkiem państw narodowych, czyli tym, co kiedyś gen. de Gaulle nazwał Europą ojczyzn. Myślę, że chodzi tu o podkreślenie odmienności poszczególnych nacji, o coś, czego po Europie oczekują także Polacy, a więc o koordynację interesów poszczególnych państw narodowych, a nie tworzenie jakiegoś biurokratycznego nadurzędu, który podejmuje decyzje i wszystko kontroluje.

Według de Gaulle´a, przyszła Europa miała być związkiem niezależnych, współpracujących między sobą państw narodowych. Tymczasem idea federacji, o której utworzenie apelował w Berlinie polski szef MSZ Radosław Sikorski, stoi w sprzeczności z tą wizją.
- Federacja nie jest dobrym rozwiązaniem, chociażby z powodu zbyt dużych różnic między krajami. W Niemczech mamy olbrzymi problem polegający na tym, że takie landy, jak Badenia-Wirtembergia, Bawaria czy Hesja skarżą się i chcą wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe, że zbyt dużo z wypracowanych u siebie pieniędzy muszą przeznaczać na pozostałe trzynaście krajów związkowych, w tym również na Berlin. Jeśli takie problemy występują w obrębie jednego narodu, to nie ulega wątpliwości, że takiego rozdawniczego systemu nie można wprowadzić w całej Europie, tym bardziej jeśli się wie, że ekonomiczne i finansowe możliwości wszystkich krajów członkowskich są ograniczone. Na dodatek wszelkie próby ustabilizowania sytuacji poprzez polityczne posunięcia i wprowadzenie kontroli niesłychanie zaszkodziłyby wizerunkowi Niemiec, ponieważ inne kraje nie chcą dać się oszukać i pozwolić na osłabianie swoich praw. Zresztą nie jest to w żadnym razie do pogodzenia z ideą demokracji. Każdy kraj musi sam zrozumieć, że należy zmniejszać zadłużenie i ciąć wydatki wtedy, kiedy to jest konieczne. To może być przeprowadzane tylko w obrębie własnego narodu, a nie w szeroko rozumianej Europie. Warunki życia na kontynencie europejskim są niezwykle zróżnicowane i nie jest dobrym rozwiązaniem, jeśli państwa najbogatsze będą narzucały wszystkim te same reguły. To pewne, że ludzie będą się buntować. Niemiecka dominacja, rozumiana jako nadzór finansowy, czy też niemiecka kuratela nad Europą to byłoby po prostu niedorzeczne. Nie możemy tego zrobić, nie chcemy tego i nie chcą tego również inni.

Jakie jeszcze względy przemawiają przeciwko takiemu rozwiązaniu?
- Z historycznego punktu widzenia można powiedzieć, że dwukrotne próby podjęte przez Niemcy, aby narzucić coś Europie i stać się siłą dominującą, zakończyły się niepowodzeniem. Również teraz nie może się to udać, tym bardziej że siły Niemiec są o wiele bardziej ograniczone, niż się to wydaje z punktu widzenia innych krajów. W porównaniu z Polską może i jesteśmy ekonomicznie wydajniejsi, ale jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę wszystkich krajów europejskich, a więc 27 państw, wówczas znaczymy dużo mniej, niż by się to mogło wydawać.

Czy według Pana jest możliwy scenariusz, że jako jedno z pierwszych państw ze strefy euro wystąpią właśnie Niemcy? Mówią o tym niektórzy ekonomiści…
- Nie wydaje mi się, żeby tak się stało. W każdym razie trzeba przyznać, że sytuacja w strefie euro rozwinęła się inaczej, niż to sobie wszyscy na początku wyobrażali. Traktat z Maastricht przyjął inne regulacje. Wśród jego postanowień znalazł się zakaz przyjmowania na siebie długów jednego państwa przez inne. Zawsze uważałem za kompletnie niedozwolone to, że szczególnie w przypadku ratowania Grecji artykuł 125 traktatu z Maastricht w ogóle nie był brany pod uwagę. I tylko wtedy unia walutowa mogłaby się utrzymać, gdyby przestrzegano tego zakazu. Każdy kraj sam musi uporządkować własne sprawy.

Kanclerz Niemiec powtarza, że pakt fiskalny jest sprawą postanowioną i nie dopuszcza nawet możliwości jego renegocjacji, mimo że wiele państw zgłasza zastrzeżenia co do zakresu ingerencji w swoją suwerenność ekonomiczną. Według Pana, to rozwiązanie również nie uratuje strefy euro?
- Moim zdaniem nie, ponieważ po pierwsze, wątpię, czy pakt jest do pogodzenia z europejskimi umowami. A nawet jeśli tak by było, to czy można sobie na poważnie wyobrazić, że ktoś z zewnątrz będzie kontrolował proces, jak dane państwo obchodzi się ze swoimi pieniędzmi? Przecież należy to do głównych elementów pracy parlamentarnej. Od czasów średniowiecza, gdy jeszcze panowały stosunki feudalne, przejęcie długów przez daną koronę wiązało się z jej udziałem w podejmowaniu decyzji. Rewolucja francuska wybuchła wtedy, gdy król Francji potrzebował pieniędzy, a nie chciał podzielić się władzą. Nie można praw parlamentu, a więc głównego elementu demokratycznej kontroli, po prostu oddawać do Brukseli, Berlina lub gdziekolwiek indziej. To jest całkowicie wykluczone. Przez sześćdziesiąt lat żyliśmy zgodnie i działaliśmy wspólnie dla dobra Europy. Teraz pojawiło się wobec nas wiele resentymentów, ponieważ wiele krajów, słusznie bądź nie, uważa, że nie chce, aby Niemcy mówili im, jak mają zarządzać swoimi finansami – jak je wydawać, kontrolować i reformować. I to jest przerażająca wizja.

Dziękuję za rozmowę.

 

Prof. Arnulf Baring jest historykiem, politologiem, prawnikiem i autorem wielu książek, m.in. wydanej także w Polsce “Czy Niemcom się uda? Pożegnanie złudzeń”.

 

http://naszdziennik.pl/

 


 

Vaclav Klaus:

"Narody Europy muszą zrzucić gorset Brukseli"


Tylko zasadnicze przemyślenie całego modelu Unii Europejskiej może przywrócić porządek na kontynencie - pisze prezydent Czech.

Od lat Europejczycy nie zwracają dostatecznej uwagi na wydarzenia na Kontynencie albo nie odważyli się patrzeć na nie krytycznie. Niektórzy zaczęli się przyglądać problemom z bliska jakieś dwa lata temu – na początku kryzysu zadłużenia w strefie Euro - ale inni wciąż nie chcą wiedzieć, że był to jedynie czubek o wiele większej góry lodowej.

Wraz z ich politykami i ekonomistami, uznawali nawet kryzys 2008/9 r. jako zjawisko globalne, jakby Europa niewinnie go zaczerpnęła, mimo tego, że był to ewidentnie kryzys europejski i północnoamerykański. Długotrwałe problemy w Europie były szeroko niedoceniane: dlatego muszą zostać ujęte w perspektywie historycznej.

Integracja europejska była pierwotnie oparta na racjonalnej idei liberalizacji Europy, by rozwinąć jej możliwości i poszerzyć handel poprzez budowanie wspólnego rynku i dużej, połączonej przestrzeni gospodarczej. Ta liberalizacja, mniej więcej charakteryzowała pierwsze dekady procesu integracji europejskiej i przyniosła pozytywne rezultaty, szczególnie porównując je z latami 30. XX wieku.

Ale obecna era jest inna, ponieważ integracja europejska zmieniła pole działań. Liberalizacja została zastąpiona przez rozległe przesunięcie z kompetencji poszczególnych państw członkowskich na „wyżyny zarządzające” Unii Europejskiej w Brukseli; przez radykalną zamianę "międzyrządowości" na supranacjonalizm (ponadnarodowość); poprzez dobrze zorganizowane osłabianie tego, co pierwotnie tworzyło bloki integracji europejskiej - czyli indywidualne kraje; poprzez szeroką skalę centralizacji, dodatkowe przepisy antyrynkowe, unifikacje i harmonizacje całego kontynentu.

W przeszłości bardzo urozmaicony kontynent rozkwitałodpowiednio do swojej różnorodności, bez uniformizacji, ze zdrową rywalizacją pomiędzy krajami. To uległo zmianie, gdy Europa stała się ujednolicona i sztucznie zuniformizowana przez zarządzanie i ustawodawstwo centralnie zorganizowane. To doprowadziło do niepokojących rezultatów na polu ekonomicznym, które obserwujemy dziś i do czegoś, co jest nazywane deficytem demokracji. Ja to nazywam post-demokracją.

Instytucjonalna uniformizacja przemieniła się w kaftan bezpieczeństwa, który wciąż blokuje wszelkie przejawy pozytywnej działalności ludzkiej. Najważniejszym momentem tego procesu było założenie Europejskiej Unii Monetarnej i wprowadzenie jednej waluty w 12 krajach (teraz 17), które nie tworzą tego, co ekonomiści nazywają optymalnym obszarem walutowym.

Niezależny kryzys zadłużenia w strefie euro jest nieuniknioną konsekwencją jednej waluty, jednego kursu walut i jednej stopy procentowej dla krajów z przeróżnymi parametrami ekonomicznymi. Polityczna decyzja popierająca to porozumienie, została podjęta prawie bez zwrócenia uwagi na istniejące zasady ekonomii.

Ekonomiści wiedzą, że źle zbudowana unia monetarna jest kosztowna i nie trwa długo. Takie przedsięwzięcia mogą zostać hipotetycznie„uratowane” przez stopień solidarności pomiędzy członkami, a także przez ogromne transfery fiskalne. Ale nie może być mowy o żadnym szczerym i autentycznym poczuciu solidarności w Europie i o dużej sumie funduszy w rękach władzy politycznej Europy, która mogłaby to zrekompensować krajom, które sąofiarami takich ustaleń z powodu swoich ekonomicznych parametrów. Nie ma szybkiego rozwiązania na tę pułapkęniezależnego zadłużenia strefy euro. Są jedynie nieprzyjemne konsekwencje: krótkotrwałe problemy budżetowe oraz ekonomiczne i długoterminowa stagnacja.

Jednak obecny model jest jedynie połową problemu. Poza trudnościami wynikającymi z integracji, jest ogromny problem z gospodarką rynku socjalnego Europy. Preferuje ona politykę opartą na redystrybucji dochodów zamiast na działaniach produktywnych. Woli brak pośpiechu, wolny czas, długie wakacje od ciężkiej pracy. Preferuje konsumpcję zamiast inwestycji, zadłużenie zamiast oszczędności i bezpieczeństwo zamiast podejmowania ryzyka. Woli demokratyzm socjalny niż kapitalizm.

Problem jest głęboko zakorzeniony i nie da się go łatwo rozwiązać podczas szczytów Unii Europejskiej. Sprawienie by Europa była znów produktywna wymaga czegoś formalnie podobnego do tego, co osiągnęliśmy w Czechach, kiedy próbowaliśmy się pozbyć komunizmu i spuścizny po nim.

W efekcie oznacza to przekształcenie systemu socjalnego i ekonomicznego oraz rekonstrukcję europejskiej integracji.

Pozwolę sobie zasugerować najważniejszy element takiej zmiany. Po pierwsze, musimy się pozbyć niewydajnej i paternalistycznej gospodarki rynku socjalnego. Po drugie, powinniśmy zaakceptować fakt, że proces regulacji ekonomicznych wymaga czasu i, że niecierpliwi politycy i rządy zazwyczaj jedynie pogarszają sprawę. Po trzecie, powinniśmy zacząć zmniejszać, na szeroką skalę, wydatki rządu i zapomnieć o flirtowaniu z rozwiązaniami opartymi na podwyższaniu podatków.

Powinniśmy także zaprzestać ciągłego rozwijania zielonego ustawodawstwa. Należy powstrzymać Zielonych od brania pod swój sztandar błędnych idei, jak doktryna globalnego ocieplenia, dużej części naszej gospodarki. Powinniśmy się pozbyć centralizacji, harmonizacji i uniformizacji kontynentu europejskiego i zacząć decentralizację, deregulację i przestać dotować nasze społeczeństwo i gospodarkę. Nasze państwa, jako ofiary Europejskiej Unii Monetarnej, powinny mieć możliwość odejścia z niej i powrotu do własnych porządków monetarnych. Należy zapomnieć o takich planach, jak Europejska unia fiskalna, nie wspominając o antydemokratycznych ambicjach by całkowicie politycznie ujednolicić Europę. Wskazane jest byśmy powrócili do demokracji, która może istnieć jedynie na poziomie państw narodowych, a nie na poziomie całego kontynentu. Jest już bardzo późno na dyskusję na temat tego problemu.

Vaclav Klaus

 

Autor jest prezydentem Czech. Jest to artykuł zaczerpnięty z przemowy do Grupy z Brugii w Londynie 3. maja 2012 roku.

źródło: „The Telegraph”

Tłumaczenie: Zuzanna Ilona Folaron

 

http://zaczarowanadorozka.nowyekran.pl/post/62301,vaclav-klaus-narody-europy-musza-zrzucic-gorset-brukseli

 

Londyn jest pierwszym rynkiem świata pieniądza,

pierwszym rynkiem wymiany,

siewem - władzy finansowej.


 

 

W jednym ze swoich postów pisałam o Komitecie 300 oraz Grupie Olimpians,czyli czarnej szlachcie. Często też używa się wobec niej innego określenia, a mianowicie „Islander Club”, czyli „Klub Wyspiarzy”.


Jednym słowem Komitet 300 = Grupa Olimpians = Klub Wyspiarzy Grupa Olimpians, czyli Olimpijczycy, Wyspiarze, Komitet 300, uważają się za współczesnych bogów Olimpu. Tak te bydlaki dalece mają nasrane w czaszkach. Oddają się kultowi Mitry. Swoje utajnione miejsca kultu mają na wyspie Capri oraz w dwóch nie utajnionych kościołach katolickich w Rzymie.

Wyspę Capri na miejsce kultu wybrali nie bez kozery. To właśnie tam miał swoja siedzibę Cezar Tyberiusz, który rządził rzymskim imperium w tym samym czasie, kiedy jego zięć, prokurator i namiestnik Judei, Pontius Piłat wydał wyrok śmierci na Jezusa Chrystusa.

Tak jak obecnie tej chorej swołoczy przeszkadza uznanie wyższości Boga nad człowiekiem, tak jak obecnie głoszą bajeczki o ewolucji lub o wielkim wybuchu, tak wtedy przeszkadzała im charyzma, uczciwość i boskość Jezusa Chrystusa oraz jego nauczanie, które doprowadziło wówczas do upadku pogańskiego porządku świata.
Olimpians inwestują swoje fundusze w największych przedsięwzięciach na całym świecie, na zasadzie wyłączności. Do egzekwowania spłat mają potężnych komorników:

Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – są ich finansowymi żandarmami.
Ci bezczelni i oszukańczy lichwiarze, działający za przyzwoleniem wszystkich durnych światowych rządów, nie ponoszą żadnego ryzyka w związku ze swoimi inwestycjami, ponieważ rządy odbiorców tych inwestycji i kredytów, gwarantują im stabilność i płynność finansową swoimi budżetami.
Jednym słowem odpowiedzialność za spłaty długów spada na podatników. I tak jak zawsze Wam tłumaczę, że komunizm się nie skończył, tylko ma się dobrze i nadal kwitnie, tak właśnie w tym mechanizmie jest to bardzo widoczne, zmieniły się jedynie nazwy i sposoby dojenia narodu/narodów.
Jest to nadal absolutna władza, działająca na tej samej zasadzie, w jaki sprawowały ją rządy komunistyczne w podbitych krajach Sowłagru. Wtedy rządziła partia, jej Komitet Centralny, ale dyrektywy i strategie ustalało wąskie Biur Polityczne w postaci 2 lub 3 bossów trzymających terror za mordę. I to samo dzieje się obecnie, na skalę światową, ale mechanizm jest identyczny, tylko poszerzył się obszar działania tej sitwy. To Ci sami decydenci, z tego samego pieca co dziś, sponsorowali i kreowali politykę Rosji i państw byłego bloku wschodniego.
Ponieważ mechanizm komunizmu się przejadł, a terror fizyczny i wyraźna, namacalna przemoc, stały się aż nadto widoczne i przestarzałe w formie, wymyślili sobie demokrację, czyli ten sam system w innym przebraniu. Oto czym jest demokracja. Demokracja nie jest niczym innym jak czystym komunizmem w nowym opakowaniu.

Decydenci główni od 1918 roku są niezmienni i to oni piszą historię, to oni kreują liderów, to oni sponsorują głupków na prezydentów i premierów, stąd taki wysyp ćwierć inteligentów u władzy i przegląd karłów polityki, począwszy od Wałęsy, poprzez Kwaśniewskiego i Kaczyńskich, aż do Tuska, Komorowskiego i Palikota. Same półgłówki, pazerne na poklask i mamonę, niepiśmienne i niegramotne, za to kochające czuć władzunię, koszałki, opałki, którzy w każdej chwili mogą zostać zdmuchnięci ze swojego podestu przez swoich pryncypałów, którym służą bezmyślnie i wiernie jak psy gończe.
Ten system władzy nie jest niczym nowym. Przed tą pseudodemokracją był komunizm, a w czasach przedchrystusowych, były czasy pogańskich imperiów, które się zawaliły z całą swoją zgnilizną, obalone przez Chrystusa.
Renesans był apogeum chrześcijaństwa, ale znowu jego zmierzchem i zaprzeczeniem stało się tzw. "Oświecenie" (iluminowanie), konsekwentnie realizowane do dziś przez kolejne pokolenia tfu "Oświeconych".

Olimpians mają swoich chłopców na posyłki, którzy pomagają im pomnażać zyski i jednym z nich jest właśnie George Soros.. "Times" swego czasu określił Sorosa jako "współczesnego Robin Hooda", odpowiednik polskiego Janosika, którzy  rabują bogatych i dają biednym!
Zachodnie tuby czytelnicze w stylu Timesa sprzedają bajeczkę, że Soros osiąga gigantyczne zyski poprzez zręczne spekulacje, których ofiarami są zachodnie banki centralne, zysk natychmiast inwestuje w krajach postkomunistycznych, aby budować tam "społeczeństwa obywatelskie". Jednym słowem ten filantrop Soros rzekomodaje biednym krajom Europy Wschodniej oraz zrujnowanej Rosji.
Tymczasem Soros rabuje zachodnich podatników (zachodnie banki), ale łupu używa do jeszcze bardziej łajdackiego rabowania zrujnowanych państw wschodniej Europy. Czyni to pod płaszczykiem filantropii, a jej koniem trojańskim są jego słynne "Fundacje Sorosa"- w Polsce "Fundacja Batorego".

Jego maksymą naczelną jest - łupić, kraść, wyłudzać wszędzie i wszystko na zasadzie "bierz forsę i w nogi" ("hit and run"). Dla Sorosa "społeczeństwo otwarte" to takie, które pozwala na jego niszczycielskie oszustwa i niszczenie majątków narodowych poprzez ich przechwytywanie dla grupy Olimpians.
A jak wygląda rabunek Sorosa banków zachodnich? Ano doskonałym przykładem jest sytuacja, kiedy Bank Anglii zaniechał działań na rzecz ochrony kursów funta. Wtedy Soros "zarobił" miliard funtów na spekulacji przeciw funtowi, dzięki temu, ze został w porę informowany przez Olimpians o zaplanowanych przez nich grach finansowych czy machinacjach wielkich korporacji, a następnie zezwalano mu wykorzystać tą wiedzę dla pomnożenie ich zysków, czyli zysków Olimpians. Takim oto cwaniakiem i „geniuszem” finansowych jest ten mega oszust.
Na tym właśnie polegała polska złodziejska „prywatyzacja”, której przyklaskiwał guru „patriotycznej’ części społeczeństwa oszołomów  - Kaczyński. Ta „wspaniała” grabieżcza prywatyzacja, polegała na niczym innym, jak na przechwyceniu najcenniejszych aktywów majątków narodowych i wyprzedaży Polski za bezcen, a początkiem wszystkiego było otworzenie się na Unię Europejską, której twórcami są bandyci z London City i wpuszczenie do Polski łajdackiej masonerii, szczególnie loży B’nai B’rith.

To, co dokonał prezydent Mościcki  28 listopada1938 roku,wywalając masonów z Polski na zbity pysk, zostało spaprane „genialną” służalczą polityką karła polityki, anty Polaka Kaczyńskiego, który teraz oskarża nic nie wartego wprawdzie Palikota o szerzenie treści satanistycznych w Polsce, tak jakby sam nie był za to bezpośrednio odpowiedzialny.
Jednym słowem mamy jeden wielki teatr z miernymi aktorami sceny politycznej w Polsce, bandą sługusów Lucyfera i nieodpowiedzialnych polityków o potwornie skrzywionych kręgosłupach. Myślę, ze historia wystawi im rachunek, o ile wcześniej sam Stwórca nie wyśle ich do diabła.
Jednak Grupa Olimpians nie jest wierzchołkiem góry lodowej. Wprawdzie wykonuje ona polecenia i dyrektywy zapadające wyżej, a w jej strukturach znajdują się ludzie sprawdzeni dla tego chorego systemu zniewolenia ludzkości, ale nie ma ona mocy ustawodawczej, jest raczej najwyższym narzędziem sprawczym, a w jej szeregach zasiadają członkowie masonerii różnych rytów.
Nad wszystkimi lożami masońskimi władzę nadrzędną ma mafijna i bandycka loża B’nai B’rith, która jest lożą matką dla wszystkich lóż i jest hermetyczna, zastrzeżona tylko dla Żydów. To tą loże masońską, żeby było jasne, wprowadził do Polski, nieboszczyk Lech Kaczyński i wygłosił na jej cześć hymny pochwalne w Fundacji pseudofilantropa Sorosa.
Na stronie Pana Bizonia jest obszerny materiał na temat PIS-u, bandy czworga (PO, SLD, PSL oraz PIS) i całej tej załganej sitwy karierowiczów, faszystów i duchowych trupów. Podaję link do strony tego człowieka, aby oszołomy zachwycone braćmi Kaczyńskimi i PIS-em, nieco upuścili sobie powietrza z tego sztucznie nadymanego balona i nie dawali się robić w konia.

A oto doskonały materiał na temat dwóch takich, co ukradli księżyc


A tu co nieco o Michniku-Scheszter

 



Ale jedźmy dalej Loża Bnai-Brith wydaje tajne dyrektywy takim organizacjom przestępczym, jak "Komitet 300",Klub Bilderberga, Komisja Trójstronna, Rada Stosunków Międzynarodowych, Klub Rzymski, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych i kilka innych.
Ale to też nie jest wierzchołek góry lodowej

We wszystkich tych organizacjach powtarzają się nazwiska stałej grupy oligarchów, jako członków lub uczestników ich decyzyjnych posiedzeń, co sugeruje, że tylko oni zajmują „zaszczytne” kierownicze stanowiska w grupie Olimpians.
Równolegle z żydowska lożą B’nai B’rith, funkcjonuje poza obiegiem i zupełnie tajnie inna loża, loża nieformalna Guantum. Oczywiście są to naczynia szczelnie połączone i zrośnięte ze sobą jak huba z drzewem.

Quantum ma inna jeszcze nazwę Hedge Fundi jest to narzędzie finansowej spekulacji i łupienia narodów o największej sile i światowym monopolu na ten proceder.

Guantum ma siedzibę w Londynie. Tam się robi światowe pieniądze. Tym samym stamtąd – rządzi się światem.Wielka Brytania od dawna przestała być mocarstwem, ale z Londynu idą decyzje finansowe o zasięgu globalnym. Decyzje zapadające w amerykańskim Wall Street, a także w londyńskiej City, są jedynie praktycznymi realizacjami ustaleń sitwy Guantum.

Podobnie rzecz się ma z Bankiem of London oraz amerykańskim, prywatnym Bankiem Rezerw Federalnych, które nie podlegają suwerennym rządom Anglii czy USA, lecz tej konkretnej grupie oligarchów pieniądza, skupionej w Guantum, w nieformalnej Loży Quantum.

To City of London jest centrum i symbolem niszczycielskiego świata (półświatka) spekulacji, malwersacji, władzy, nielegalnego handlu i wszelkich szwindli. City London to państwo w państwie, to centrum niewidzialnej władzy oligarchii świata.

Francuski dziennik "Tribune Desfosses" (17 XI 1994) tak to właśnie streszczał:
"Londyn jest pierwszym rynkiem świata pieniądza, pierwszym rynkiem wymiany, siewem - władzy finansowej. "

W marcu 1993 roku Bank Rozrachunków i Międzynarodowych z siedzibą w Bazylei, opublikował swoją analizę obrotów światowych za 1992 rok: gdy na świecie dziennie dokonywano wtedy operacji finansowych o wartości 1.100 miliardów dolarów, to na Londyn przypadało z tego 34,1 proc, a po dodaniu do tego obrotów takich ośrodków azjatyckich, jak Singapur i Hong-Kong - niedawnych brytyjskich kolonii, ostatecznie aż 49,6 proc. światowych obrotów finansowych przypadało na Wielką Brytanię i dopiero 21,8 na USA, Japonię 14,3, Niemcy zaledwie 6,5. Cała ta gigantyczna siła i władza terytorialnie odchudzonej Anglii, opiera się na lichwiarskiej spekulacji niszczącej gospodarkę świata, włącznie z brytyjską.

Członkostwo w Guantum, to wierzchołek wierzchołka światowej oligarchii pieniądza, rzeczywistej władzy świata.

Każdy członek Quantum przed przystąpieniem do tej loży musi być przedtem ozdobiony tytułem szlacheckim i tak powstaje szlachta drodzy Państwo, która sroce spod ogona wyskoczyła, tzw szlacha światowa. Każdy członek Quantum dostaje przed nazwiskiem przedrostek:sir, lord, baron lub de. Dopiero z takim tytułem może przystąpić oficjalnie do tej nieformalnej loży.
Ważnym odnotowania jest fakt, że przynależność do Quantum jest ostatnim stopniem wtajemniczenia, przedostatnim jest członkowstwo w Komitet 300. Dlatego, aby wejść do Quantum należy przejść przez Committe 300.

Dyrektorem owego Hedge Fund czyli Guantum, jest mega oszust i spekulant George Soros, węgierski Żyd, w krajach postkomunistycznych bardziej znany jako rzekomy sponsor "młodej demokracji".

Według krążących legend Soros jest multimiliarderem. Oczywiście taki wizerunek wykreowały mu media. Jedyną prawdą jest to, że jest on jedynie dyrektorem i zarządcą Quantum, a nie jej właścicielem czy współwłaścicielem. Jest on jedynie marionetką i usłużnym, lojalnym, pożytecznym idiotą służącym „bogom” tego Olimpu, czyli członkom Olimpians. Soros nie figuruje nawet na liście członków zarządu Funduszu Ouantum. Oficjalnie jest zaledwie jego "doradcą" w ramach innej samodzielnej firmy o nazwie Soros Fund Management – z siedzibą w Nowym Jorku.
Największe udziały w Quantum ma królowa Brytyjska i książę Filip (jak we wcześniejszych postach wspominałam, brytyjska rodzina królewska ma korzenie niemieckie, jedynie zmienili nazwisko na angielsko brzmiące). Wszyscy członkowie Quantum, aby przystąpić do tej loży, muszą zapłacić tzw wpisowe, transzę, ale nie mniejszą niż 10 milionow dolarów. Biznes is biznes.

Guantum i jego niezliczone agendy - wysysają kolejne miliardy z podatników z całego świata i na dodatek od tego bandyckiego procederu nie odprowadza podatków.

Dzięki silnym związkom a Guantum oraz z zorganizowaną potęgą bankierskich rodów, Soros działa sobie bezkarnie na całym świecie. Jeżeli ktokolwiek depcze mu po piętach, to wówczas do akcji wkracza loża B’nai B’brith oraz Liga Przeciw Zniesławieniu ADL, które posiłkując się antysemityzmem, odsuwają od niego wszystkie zarzuty i oskarżenia.
Soros ma bardzo bliskie kontakty z rodziną Rothschildów. Jakub Rothschild, Soros i James Goldsmith, francuski miliarder-spekulant, kuzyn Rothschilda, są głównymi akcjonariuszami New Mont Mining - międzynarodowej korporacji wydobywczej złota. Również szef korporacji wydobywczej złota Barrick Gold Corp, jest przyjacielem Sorosa, a w radzie nadzorczej tej korporacji zasiada nie kto inny, tylko zbrodniarz wojenny, satanista i mason George Bush.
Międzynarodowe organy śledcze ustaliły również, ze Soros ściśle współpracuje z notorycznym spekulantem MarcRichem, również Żydem, którego biura mieszczą się w Szwajcarii oraz w Tel Awiwie i który był poszukiwany listami gończymi Interpolu. W mafii Sorosa jest również zatrudniony izraelski handlarz bronią Saul Eisenberg oraz Raffi Eytan, znany w półświatku  jako „brudny Raffi”.
Oczywiście ścisłe związki Sorosa z Rothschildami są utrzymywane przed opinią publiczną w tajemnicy. Chodzi głównie o zachowanie pozorów dystansu pomiędzy oszustem Sorosem, a londyńską City, brytyjskim MSZ, Izraelem, "amerykańskim" establishmentem finansowo-przemysłowym. Temu służy m.in. legenda o współczesnym światowym "Janosiku" Sorosie.
Medialna tuba propagandowa wykreowała postać Sorosa jako Janosika, genialnego biznesmena i gracza giełdowego, podczas, gdy jest on jedynie cynicznym oszustem działającym na zlecenie i w interesie zorganizowanej bandy cwaniaków z Quantum i Olimpians.

W Radzie Dyrektorów Funduszu Quantum działa również Ryszard Katz, który wchodzi również w skład zarządu londyńskiego banku N. M. Rothschild and Sons.

Tenże sam R. Katz kieruje też Rothschild Italia S.P.A z siedzibą w Mediolanie. Tak snują swoją pajęczą sieć Rothschildowie, opanowując wszystkie największe i liczące się stolice europejskie. W końcu protoplasta tego rodu Meyer Rothschid vel Bauer z Niemiec, miał aż pięciu synów.
Ważnym członkiem zarządu Funduszu Quantum jest Nils O Taube. Jest on partnerem grupy inwestycyjnej o nazwie: St. James Place Capital,w której Rothschild jest największym udziałowcem.
Członkiem zarządu tej grupy inwestycyjnej jest felietonista „Timesa”, co pokazuje jak media przenikają świat finansjery, dzięki czemu mogą oni dowolnie sterować historią i kreować rzeczywistość na korzyść „bogów” Olimpu i Quantum.

Zamieszczamy poniżej mało znany artykuł Aleksandra Bocheńskiego z 1984 r., stanowiący swego rodzaju skrót jego koncepcji intelektualnej i programowej.


 

 

 

Część obserwacji autora „Dziejów głupoty w Polsce” zawartych w tych trzydziestu dwóch punktach ma charakter ponadczasowy, inne są mocno zakorzenione w realiach (zwłaszcza gospodarczych) PRL lat 80-tych i odnoszą się w dużej mierze do nieudanych prób reformowania systemu ekonomicznego państwa bez naruszania jego zasad ustrojowych, często w oparciu o sztuczne przenoszenie wzorców zewnętrznych - jak np. popularna koncepcja wprowadzenia elementów wolnej konkurencji do systemu nakazowego. Bocheński krytykował tego typu hybrydy wskazując, że na przeszkodzie takim eksperymentom staje m.in. brak wolnego kapitału, niedobór rąk do pracy i brak odpowiedniego systemu motywacyjnego. Trzecia wreszcie grupa obserwacji stanowi de facto aktualne zwłaszcza dziś ostrzeżenia, związane z zachłyśnięciem się nieprzystosowaną dla Polski demokracją parlamentarną.

Czytając „Człowieka i państwo” warto pamiętać, że nawet znający niektóre prace Bocheńskiego, skupiają się najczęściej na jego przemyśleniach na tematy historyczne i historiograficzne, z których wyciągają wnioski o charakterze geopolitycznym. Tymczasem dwa równie ważne zakresy zainteresowań twórcy „Wędrówek po dziejach przemysłu polskiego”, to sfera wychowania narodowego i przede wszystkim gospodarka. Obserwacje i refleksje Aleksandra Bocheńskiego stanowią unikat w polskiej myśli politycznej, skupiającej się raczej na przypominaniu bitew, niż na zastanawianiu się nad ich przyczynami, a także faktem ile spyży jadły konie biorące w nich udział. Również samo podejście do dziejów oraz współczesności, skupiające się na potencjale ekonomicznym, zdolnościach produkcyjnych i systemie zarządzania ekonomią są rzadkością w polskiej polityce zdominowanej przez humanistów, propagandystów i poetów.

Konrad Rękas

* * * * * * *

 

I. Doczesnym celem wszystkich działań ludzkich jest zadowolenie człowieka.

II. Człowiek jest stworzeniem socjalnym i nie może być szczęśliwy bez poczucia integracji we wspólnocie narodowej.

III. Celem istnienia państwa jest zadowolenie jego obywateli po pierwsze przez zaspokojenie skłonności do integracji, po drugie przez koncentrację sił i środków jednostkowych dla osiągnięcia celów wspólnych.

IV. Zadowolenie człowieka podzielić można na natychmiastowe i przyszłe. Natychmiastowe zwie się dobrem obywatela, przyszłe – dobrem państwa.

V. Nieraz zadowolenie przyszłe osiągnąć można tylko drogą wyrzeczenia się natychmiastowego, a natychmiastowe – kosztem oddalenia, a nawet przekreślenia zadowolenia przyszłego.

VI. Zadowolenie obywateli wymaga pozyskania pewnych doczesnych dóbr materialnych i moralnych. Wśród moralnych do najpierwszych należy zaspokojenie ambicji narodowej tj. poczucie godności narodowej oraz zaspokojenie skłonności do swobody indywidualnej, co mieści się w pojęciu wolności.

VII. Postęp materialny (po pokryciu pewnego minimum biologicznego) daje zadowolenie przede wszystkim dlatego, że dobrobyt wywołuje szacunek innych osób (lub narodów), a niedostatek – politowanie lub pogardę.

VIII. Do najważniejszych elementów poczucia godności narodowej należy suwerenność, czyli posiadanie ośrodka władzy państwowej złożonego z obywateli tego samego narodu.

IX. Obserwacja wielu narodów kuli ziemskiej pozwala stwierdzić, że istnieje cały wachlarz większego lub mniejszego stopnia suwerenności, a to zależnie od umów z innymi państwami ograniczających na różnych odcinkach i w różnej mierze swobodę decyzji danego rządu.

X. Stopień, w jakim każdy naród jest suwerenny, jest wynikiem sił materialnych i moralnych tego narodu w stosunku do innych, a także do systemu sojuszników z państwami gotowymi przyjść mu z pomocą dla obrony jego terytorium lub praw.

XI. Siły materialne każdego narodu zależą (poza jego liczebnością, która grać będzie coraz mniejszą rolę) od trafnych wyborów dokonanych przez naród: a) w jego polityce zagranicznej, tj. w systemie sojuszników, b) w polityce wewnętrznej, tj. od posiadanego potencjału przemysłowego i od poczynań dających rozsądny podział zadowolenia natychmiastowego – i przyszłego.

XII. Trafny wybór sojuszów może być uzyskany tylko i wyłącznie przy stosowaniu metody racjonalnej analizy. Tak też dokonują go rządy wszystkich narodów cywilizowanych w przeciwieństwie do ludów z epok prymitywnych, kiedy to wojny i sojusze dobierane były na podstawie kryteriów emocjonalnych.

XIII. Wyzbyć się należy metody wybierania sojuszników i nieprzyjaciół na podstawie nie kontrolowanych umysłem emocji i bezdyskusyjnie wyznawanych mitów z rodzaju „odwiecznego wroga: czy też uczucia zemsty.

XIV. Wyzbyć się należy naiwnej wiary, jakoby jakiekolwiek mocarstwo pragnęło nam pomóc z dobrego serca czy politowania nad naszym losem – nie zaś z powodu racjonalnych, konkretnie zaplanowanych korzyści. Wyzbyć się trzeba absurdalnej wiary, jakoby doznawane ciosy, straty i męczeństwo dawały siłę i szacunek.

XV. Wyzbyć się należy wiary, iż posiadane siły i opaty na nich stopień suwerenności zależy od stosunku sił posiadanych przed wiekami, ale zupełnie nieaktualnych obecnie. Działania powstańcze oparte na naiwnej wierze posiadania sił, których już nie ma, przynosiły nam w ciągu ubiegłych 200 lat coraz cięższe klęski i głębsze upokorzenia.

XVI. Nawet najbardziej racjonalna polityka zagraniczna rządu nie może dać pozytywnych rezultatów, to jest stopniowego postępu i wzrostu sił, jeżeli rząd nie dysponuje solidarnym i zdyscyplinowanym poparciem wszystkich obywateli. Pomysł jakoby można wzmocnić suwerenność przez odmowę poparcia i przez osłabienie własnego rządu, przez szukanie przeciw niemu pomocy u obcych rządów rzekomo pragnących nam pomóc z dobrego serca i z umiłowania praw człowieka, zamiast wzmocnienia – powodować musi osłabienie własnej suwerenności.

XVII. Jeżeli decyzje rządu w zakresie polityki zagranicznej i gospodarczej winny być oparte na racjonalnej analizie, to skuteczność tych decyzji zależy od sił moralnych. To jest od tego, czy u obywateli działa motywacja skłaniająca do integracji narodowej, potocznie zwanej patriotyzmem.

XVIII. Siły moralne każdego narodu i państwa zależą od stopnia ofiarności z jaką obywatele gotowi są:

  1. poświęcić zdrowie i życie w walce nakazanej przez racjonalnie myślące ogniwo kierownicze;

  2. poświęcić zadowolenie natychmiastowe dla zadowolenia przyszłego, to jest korzyści materialne obecne dla rozwoju przyszłego i unowocześnienia produkcji i usług.

  3. poświęcić zadowolenie skłonności do swobody przez przyjęcie dyscypliny dla wykonania precyzyjnie i rzetelnie działań dyktowanych na każdym szczeblu przez ośrodki wyznaczone do wydawania decyzji.

XIX. Elementem zadowolenia moralnego jest zakres swobody indywidualnej nie podlegającej ograniczeniom przez nakazy ogniwa decydenckiego.

XX. Należy uświadomić sobie w sposób możliwie precyzyjny i klarowny hierarchię celów jakimi są: zadowolenie płynące z wolności pojętej jako zakres suwerenności narodowej i wolności pojętej jako zakres swobody wewnątrz suwerennego narodu.

XXI. Między posiadaniem wolności – suwerenności, a posiadaniem wolności osobistej w suwerennym państwie, może powstać sprzeczność, gdyż koncentracja sił dla obrony suwerenności lub dla wspólnego dobra wymaga ograniczenia zakresu decyzji indywidualnych.

XXII. Polska XVIII wieku wskutek odmowy ograniczenia swobody indywidualnej szlachty, nie pozwoliła swoim królom obronić suwerenności, co doprowadziło obywateli do utraty swobód o wiele dalej idącej od najbardziej autorytatywnego rządu własnego.

XXIII. Naród polski w okresie, kiedy nie miał suwerenności państwowej, identyfikował zdobycie jej z pojęciem wolności. Podobnie czyniły i czynią nadal wszystkie wspólnoty narodowe nie posiadające własnego państwa.

XXIV. Ograniczenia wolności – swobody powyżej pewnych granic i bez usprawiedliwienia przejściowym wysokim zagrożeniem suwerenności lub nowoczesności jest sprzeczne ze skłonnością do swobody, bez zadowolenia której człowiek nie może być szczęśliwy.

XXV. Do najważniejszych składników poczucia wolności – swobody należy poczucie bezpieczeństwa – czyli gwarancja, że granice posiadanych swobód (tj. praw) nie będą ani dowolnie przekraczane, ani też ustawowo zacieśniane bez ewidentnej konieczności. Taka gwarancja jest niezbędna tak długo, póki sprawdza się maksyma Monteskiusza „Każdy człowiek, który posiadł władze ma naturalną skłonność do jej nadużycia”.

XXVI. Ludzkość wynalazła tylko parę metod mających zapewnić obywatelom organizacji państwowej i innej zabezpieczenie przed zbytnim ograniczeniem ich praw. Cała walka klas była i jest nadal w kapitalizmie skierowana przeciw nadużyciom władzy decydentów w zespołach produkcyjnych, co przejawia się wyzyskiwaniem klasy robotniczej.

XXVII. W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej metodą mającą zapewnić bezpieczeństwo od nadużyć władzy jest demokracja parlamentarna. Istotne jej cechy to swoboda krytyki i powszechne wybory. Natomiast ingerencja obywateli w działania rządu w okresie między wyborami jest praktycznie biorąc nikła.

XXVIII. Należałoby zbadać w sposób możliwie ścisły dlaczego system demokracji parlamentarnej, wprowadzony w XX wieku w licznych państwach ubogich (np. we wszystkich krajach bałkańskich po 1918 roku i krajach Środkowej i Południowej Ameryki i Afryki w różnych latach) nigdzie nie dał rezultatów pozytywnych? Dlaczego wszędzie doprowadził do utworzenia ogniw kierowniczych powodujących się powszechną i jawna korupcją i doprowadzających gospodarkę kraju do szybkiej ruiny? Dlaczego po pewnym czasie panowania tego systemu, ludność wszędzie przyjmowała rządy pozaparlamentarne?

XXIX. W miarę postępu mechanizacji i automatyzacji w krajach wysoko uprzemysłowionych i w miarę zarysowywania się wizji mutacji gatunku homo sapiens, mutacji mającej go wyzwolić z przymusowej pracy fizycznej i umysłowej, następuje coraz szerszy zakres ingerencji ogniw decydenckich w kierunku inwestowania i inne działania gospodarcze.

XXX. W krajach socjalistycznych, wskutek uspołecznienia produkcji i możliwości centralnego zarządzania, ingerencja ta została najdalej posunięta.

XXXI. Na to, aby zarządzanie centralne mogło dać wyniki jakich rozproszenie dać nie może istnieć musi centralne ogniwo odpowiedzialne za postęp gospodarczy i zdolne do oporu wobec grup nacisku, a także istnieć musi transmisja dyscypliny łącząca owe ogniwa decydenckie z ogniwami wykonawczymi. Jeżeli w Polsce centralne zarządzanie (mimo dokonania kolosalnego dzieła uprzemysłowienia kraju) nie dało dostatecznie szybkiego postępu, to dlatego, że nie było ani ogniwa wyposażonego w dostateczną moc podejmowania decyzji niezależnie od różnych grup nacisku, ani też dyscypliny, która by egzekwowała wykonywanie decyzji.

XXXII. Nauka o zarządzaniu dawno już stwierdziła, że jednym z naczelnych warunków skutecznego działania każdego zespołu jest osobowość kierownika. Póki tę fundamentalną zasadę nie zastąpimy hasłem, że „nie ma ludzi niezastąpionych” póty nie zawita do nas – zamiast zacofania – postęp.

Aleksander Bocheński

 

„Za i przeciw”, nr 52/53(1442/1443), Boże Narodzenie 1984


http://konserwatyzm.pl/artykul/4450/czlowiek-i-panstwo


<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>
Strona 1 z 74