JoomlaWatch Stats 1.2.9 by Matej Koval
Start >>> Krzysztof Kobielski
Krzysztof Kobielski

Krzysztof Kobielski

Bibularz Wrocławski, osobnik popierający znanego Hodowcę Zwierzątek Futerkowych jako Kandydata na Urząd Prezydenta Najjaśniejszej, aby ją tak naprawdę rozjaśnić...

W piątek 10 grudnia 2010 roku o godzinie 13:00 w centrum konferencyjnym hotelu „Windsor” w Jachrance nad Zalewem Zegrzyńskim (35 km od Warszawy) rozpoczęła się konferencja „Lech Kaczyński - pamięć i zobowiązanie”. Chciałbym przedstawić Państwu moje osobiste sprawozdanie z tego niezwykle ważnego i doniosłego wydarzenia. Ponieważ w relacji tej posiłkuję się wyłącznie swoją pamięcią i szczątkowymi notatkami (na sali konferencyjnej było ciemno…) - przepraszam, jeżeli wkradłyby się do niej jakieś drobne nieścisłości.

 1.  W konferencji wzięło udział około tysiąca sygnatariuszy Honorowych Komitetów Poparcia Kandydatury Jarosława Kaczyńskiego na Urząd Prezydenta R.P. i innych gości z różnych miast Polski. Zaproszenia na Konferencję w imieniu organizatorów i Honorowych Komitetów Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku rozesłali:
- pan Marek Kuchciński, Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej,
- pan prof. Ryszard Legutko - przewodniczący delegacji polskiej w Grupie Europejskich Konserwatorów i Reformatorów,
- pan Maciej Łopiński - były Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w latach 2005-2010.
Ponieważ uległo zmianie miejsce organizacji konferencji - uczestnicy, którzy przyjechali do Warszawy pociągami i autobusami zostali na miejsce konferencji dowiezieni autokarami spod warszawskiej siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej i z ul. Bobrowieckiej, gdzie pierwotnie miała się odbyć konferencja. Od razu dało się zauważyć duże zainteresowanie mediów tą konferencją.
Gdy uczestnicy konferencji po zarejestrowaniu się i pobraniu materiałów konferencyjnych zajęli miejsca na Sali - w imieniu organizatorów powitał ich Jacek Sasin, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta R.P. ś.p. Lecha Kaczyńskiego, który prowadził całą konferencję. Zgasły światła i na dwóch wielkich telebimach po dwóch stronach sceny pojawiły się obrazy prezentacji multimedialnej: zdjęcia pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. Rozbrzmiała podniosła muzyka i lektor zaczął recytację wiersza Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito” - jednego z najbardziej znanych jego utworów (z tomu poezji „Pan Cogito” z 1974 roku). Myślę, że słuchając tych strof, tak doskonale pasujących do nastroju chwili i patrząc na naszego Prezydenta ś.p. Lecha Kaczyńskiego - wielu z najwyższym trudem udało się pohamować napływające do oczu łzy. Ponieważ i ja do tych osób należałem – pozwolę sobie przytoczyć „Przesłanie Pana Cogito” w całości:

 „Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny. Idź.”

 Następnie pieśń zatytułowaną „Prezydent idzie na Wawel” zaśpiewała Maria Gabler.

 2.  Następnie jako pierwszy głoś zabrał Maciej Łopiński - były Sekretarz Stanu, szef Kancelarii Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego. Jego wystąpienie miało osobisty charakter. Był wyraźnie wzruszony. Na Sali panowało wyjątkowe skupienie. Powiedział, że chciałby się podzielić swoimi refleksjami na temat pracy Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta Rzeczpospolitej. Maciej Łopiński stwierdził, że w ciągu ostatnich kilku lat rzadko mówił od siebie. Z reguły zabierał głos w imieniu Prezydenta. Powiedział: „Zastanawiałem się, jakimi słowami pan Prezydent Lech Kaczyński poleciłby mi Państwa przywitać. Na pewno kazałby ni się nisko Wam pokłonić. I zobowiązałby mnie, żebym Państwu powiedział, że on dalej na Was liczy”. Maciej Łopiński zauważył, że gdyby nie działania Lecha Kaczyńskiego - światowy kryzys gospodarczy dużo bardziej zaciążyłby na sytuacji gospodarki polskiej. Przypomniał rok 2008, wojnę rosyjsko-gruzińską i rolę, jaka wtedy odegrał Lech Kaczyński, który organizując dyplomatyczną koalicję Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy – w zasadzie uratował gruzińską niepodległość. Przypomniał to, co zawsze twierdził Lech Kaczyński, że nie ma patriotyzmu bez pamięci. Nasza wolnośćnie jest przypadkowym wynikiem historii. Nasza wolność ma rodowód. Słowa takie odczytał w imieniu ś.p. Prezydenta Maciej Łopiński 17 grudnia zeszłego roku o godzinie 6 rano w Gdyni, podczas obchodów rocznicy krwawych wydarzeń grudnia roku 1970. W tym roku Prezydent Lech Kaczyński już takiego przemówienia nie napisze. I nie weźmie udziału 17 grudnia w uroczystościach 30-rocznicy postawienia Pomnika Poległym Stoczniowcom przed Stocznią Gdańską. Nawiązując do tej rocznicy Maciej Łopiński powiedział, że być może powinniśmy podjąć zobowiązanie, by wznieść inny pomnik, w Warszawie… Nie dokończył tego zdania, ponieważ przerwały mu burzliwe i długie oklaski. Gdyby nie katastrofa w Smoleńsku, bylibyśmy teraz w przededniu zaprzysiężenia nowowybranego Prezydenta R.P., które zawsze odbywało się 23 grudnia. Kończąc swoje wystąpienie Maciej Łopiński powiedział, że Prezydenta Lecha Kaczyńskiego można scharakteryzować zwięźle dwoma określeniami: był nowoczesnym patriotą i Mężem Stanu.

3.  Po wystąpieniu Macieja Łopińskiego, najbliższego współpracownika Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jacek Sasin zapowiedział kolejną prelegentkę - prof. Zytę Gilowską. Wybitna ekonomistka i Minister Finansów w Rządzie Jarosława Kaczyńskiego mówiła na temat obecnego stanu finansów publicznych i swoich kontaktów z tragicznie zmarłym Prezydentem. Zaczęła od słów: „od tej koszmarnej katastrofy, która zmieniła w Polsce wszystko, minęło równe osiem miesięcy”. Zwięźle charakteryzując Prezydenta - powiedziała, że był on romantykiem, ale również, a może przede wszystkim realistą. Ukuła nawet w stosunku do Lecha Kaczyńskiego nowy określnik: „romantyczny realista”. Określiła go jako „człowieka dialogu”, mówiąc o tym, że podczas sprawowania najwyższego urzędu w Państwie nieustannie odbywał konsultacje i zebrania z ekspertami, naradzał się z nimi i debatował. Od śmierci Lecha Kaczyńskiego ten dialog ustał, nastało milczenie. „Ale rzeczywistości nie zamilczymy” - stwierdziła pani profesor, wywołując burzę oklasków. Zyta Gilowska zauważyła, że w latach 2008-2010 deficyt sektora finansów publicznych zwiększył się pięciokrotnie, z 20 do 100 miliardów złotych. W dalszych słowach nie pozostawiła suchej nitki na rządzie Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Od śmierci Lecha Kaczyńskiego, czyli w ciągu ośmiu miesięcy, deficyt wzrósł o 60% (z 500 miliardów złotych do 800 mld.). Deficyt ten jest ukrywany przy pomocy różnych machinacji, np. w Krajowym Funduszu Drogowym. Zyta Gilowska powiedziała, że po dojściu do władzy Platformy Obywatelskiej, tj. w roku 2008, państwowy dług publiczny wzrósł o 70 miliardów złotych, czyli ponad dwa razy więcej niż w ciągu dwóch poprzednich lat. Prof. Gilowska zauważyła, że transfery do Otwartych Funduszy Emerytalnych w postaci składek emerytalnych i rentownych nie spadły. Wręcz rozprawiła się z rozpowszechnianymi przez rząd PO informacjami o spadku wpływów Państwa z powodu obniżenia głównych podatków i składek na ZUS, które wprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości. Wpływy Państwa dzięki tym działaniom PiS-u wzrosły o 74 mld. zł. Z kolei zadłużenie samorządów wzrosło w tym okresie o 7%, więc nie można wiązać wzrostu zadłużenia Państwa z inwestycjami unijnymi, co próbuje wmawiać społeczeństwu rząd. Zadała w związku z tym pytanie, dlaczego w takim razie w latach 2008-2010 rośnie deficyt. Poinformowała zebranych, że w latach 2008-2010 wydatki sektora finansów publicznych wzrosły o 100 mld. zł, a w samym tylko 2010 roku - o następne 140 mld. Wobec powyższego nasunęło mi się od razu pytanie: co będzie w roku następnym, 2011-tym, który jest przecież rokiem wyborczym? Przecież PO bardzo chce wygrać wybory. Zyta Gilowska skonkludowała, że rząd co innego mówi, a co innego robi. Działania rządu Donalda Tuska mają charakter wyłącznie propagandowy i tej propagandzie służą. Rząd opowiadając o oszczędnościach - wydaje coraz więcej. Polska się zadłuża i pożycza pieniądze coraz drożej. Polskie obligacje rządowe mają w 2010 roku rentowność 6,2%. Zatem są nawet bardziej rentowne od hiszpańskich, a Hiszpania jest krytykowana przez inne kraje Unii Europejskiej jako kraj najbardziej pod tym względem rozrzutny i w związku z tym zagrożony zapaścią finansów publicznych. Polskie zadłużenie publiczne przekroczyło 200 miliardów złotych, a z tego zadłużenie krótkoterminowe (najbardziej niebezpieczne dla stabilności państwa) - 50 mld. Zyta Gilowska stwierdziła wręcz, że rząd wszelkimi metodami stara się ukryć to zadłużenie, że „upycha długi po kątach”. Służyć temu mają różne działania, jak na przykład nowelizacja ustawy o Banku Gospodarstwa Krajowego. Zyta Gilowska stwierdziła, że rząd nie komunikuje się z obywatelami w żaden sposób. Niezwykle trudno jest nawet fachowcowi wyłuskać konkretne informacje ekonomiczne z szumu medialnego tworzonego przez rząd. Cytując słowa piosenki Zyta Gilowska powiedziała, że rząd próbuje nam „zabełtać błękit w głowie”. Ale z drugiej strony „Zegarmistrz Światła Purpurowy” dysponuje chyba zbyt poważnym instrumentem, żeby było to możliwe. Stwierdziła, że rząd zachowuje się jak producenci margaryny i używanych samochodów. Ale zamiast margaryny możemy jeść masło, a starego samochodu nie musimy kupować. Jednakże - nawiązała tu do poglądów Lecha Kaczyńskiego - z Państwa zrezygnować nie możemy, bo Naród bez Państwa nie ma Domu, jest Narodem Bezdomnym. Państwo jest Domem dla Narodu. Po tych słowach dostała długą owację na stojąco. Oklaski podsumowała z właściwą sobie swadą: „klaskać łatwo, trudniej wziąć się do roboty!”. Zyta Gilowska stwierdziła, że bez diagnozy nie ma właściwej terapii. Są dziurawe drogi, są krzywe chodniki. Jest mnóstwo pracy do wykonania i od tej pracy trzeba zacząć. Trzeba obiektywnie przyznać, że Zyta Gilowska wzbudziła swoim rzeczowym i konkretnym wystąpieniem największy entuzjazm słuchaczy. Więcej braw dostał chyba tylko Jarosław Kaczyński.

4.  Jako trzeci z mówców głos zabrał prof. Ryszard Legutko - przewodniczący delegacji polskiej w Grupie Europejskich Konserwatorów i Reformatorów Parlamentu Unii Europejskiej. Jego wystąpienie możnaby zatytułować „Wizja i Koncepcja Państwa Prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Charakteryzując osobę Prezydenta zwrócił uwagę na to, że z wykształcenia i zawodu był prawnikiem. Jednakże z zamiłowania był historykiem. A z kolei związkowcem był z doświadczenia. Podobnie jak jego poprzednicy przypominał spotkania, które organizował Lech Kaczyński, między innymi te cykliczne w Lucieniu. Powiedział, ze w ciągu swojej historii Polacy dwukrotnie stracili swoje Państwo. Dlatego Suwerenność Państwa Polskiego powinna być dla Polaków celem podstawowym. Jednakże po 1989 roku, kiedy odzyskaliśmy niepodległość – suwerenność państwa stała się passé. Ideologia liberalna państwo narodowe zastąpiła pojęciem państwa obywatelskiego. Państwo zastąpiła ideologia globalizacji i europejskiego „demosu”. Ryszard Legutko - nawiązując do poglądu wyznawanego przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - stwierdził, że jeżeli w polityce nie ma równowagi - to suwerenność jest zagrożona. Zauważył, że Lech Kaczyński opierał polską politykę zagraniczną na dwóch elementach: czynniku euroatlantyckim i współpracy krajów będących przed rokiem 1989 w strefie wpływów ZSRR. Strategia ta była zakrojona na dziesięciolecia. Obecną aktywność Unii Europejskiej określił w dużym stopniu jako generowanie olbrzymiej ilości haseł i zaklęć. Zauważył też, że w Unii Europejskiej państwa silne tracą mniej suwerenności, a państwa słabe - dużo więcej. Przypomniał też zachowanie Lecha Kaczyńskiego w sprawie ponownego referendum irlandzkiego, kiedy to doszło do ewenementu polegającego na wymuszeniu przez Unię powtórzenia referendum i złamania zasad demokracji. Prezydent Lech Kaczyński wtedy zdecydowanie protestował, stając po stronie Irlandii. Obok suwerenności zewnętrznej niezwykle ważna jest również suwerenność wewnętrzna. Prezydent Lech Kaczyński zawsze uważał, że Polskie Państwo nie tylko musi być silne, ale musi być obecne. Jako przykład takiego poglądu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego prof. Ryszard Legutko podał brak jego zgody na komercjalizację służby zdrowia. Prezydent Lech Kaczyński nie był zwolennikiem etatyzacji państwa. Uważał, że silne państwo gwarantuje wolność żyjącym w nim wspólnotom, takim jak np. rodzina. Był przeciwny ograniczaniu wolności jednostki.

 5.  Kolejne wystąpienie wygłosił Krzysztof Ardanowski - doradca Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw wsi i rolnictwa. Przypomniał, że hasłem wyborczym Lech Kaczyński w kampanii prezydenckiej była „Polska Solidarna”. Ale zauważył również, że nie było to tylko hasło wyborcze, ale dewiza Prezydenta. Zwrócił uwagę na liczne inicjatywy Prezydenta dotyczące wsi: powołanie Rady do spraw wsi przy Prezydencie R.P., liczne spotkania z rolnikami, jak choćby przy okazji Dożynek Jasnogórskich, czy Dożynek Prezydenckich w Spale i wielu innych. Zauważył, że w kontraście do działań, które cechowały Lecha Kaczyńskiego - obecny rząd w swoich priorytetach dotyczących zbliżającej się polskiej Prezydencji w Unii Europejskiej tematem rolnictwa się w ogóle nie zajął. Rząd PO nie próbuje przeciwstawić się rządom Niemiec i Francji, które nie godzą się na zrównanie dopłat do rolnictwa dla poszczególnych krajów po roku 2013-tym. Zauważył, że chłopi są współtwórcami etosu narodowego. Przypomniał zniszczenie polskiego ruchu ludowego w latach 1947-48. Jako przykład lekceważenia tematu rolnictwa przez obecnego Prezydenta Bronisława Komorowskiego podał nakład książki autorstwa Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, będącej plonem organizowanej przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego konferencji „Wieś i rolnictwo w debacie publicznej”. Książka tej wybitnej specjalistki od spraw wsi została wydana prze Kancelarię Prezydenta Komorowskiego w ilości … 60 (!) egzemplarzy. Lech Kaczyński mówił między innymi: „Polską wsią powinni zajmować się wszyscy, którzy zajmują się polską polityką”. Podsumowując swoją wypowiedź Krzysztof Ardanowski powiedział: „Polska wieś straciła swojego wielkiego przyjaciela, mentora i opiekuna. Zróbmy wszystko, by Jego myśl mogła być dalej realizowana”.

 6.  Profesor Andrzej Waśko z Uniwersytetu Jagiellońskiego mówił o „Tożsamości Narodowej Polaków”. Powiedział, że jego wykład mógłby nosić tytuł „Jaki był Patriotyzm Lecha Kaczyńskiego?”. Mówił o obecnej alternatywie: pomiędzy historią i nowoczesnością. Nakreślił rodzącą się współcześnie alternatywę: pomiędzy patriotyzmem wspomnień i imponderabiliów a patriotyzmem dnia współczesnego. Podkreślał (sam jako historyk) ogromną znajomość historii przez Lecha Kaczyńskiego. Postawie Lecha Kaczyńskiego przeciwstawił hasło liberałów „Wybierzmy przyszłość!”. Prezydent Lech Kaczyński w swojej myśli politycznej łączył tradycję romantyczną z tradycją II R.P., wyrażającą się choćby takim hasłem, jak „nie znamy pokoju za wszelką cenę”. Ponad wszystko przedkładał obronę Polski przed całkowitym zdominowaniem przez obce interesy. Prezydent Lech Kaczyński na temat Katynia, Golgoty Wschodu, powiedział: „pamięć - zmarłym, żyjącym - pojednanie”. W swoim ostatnim przemówieniu, którego nie dane mu było wygłosić w Katyniu, w 70-tą rocznicę wymordowania polskich oficerów, napisał jakże znamienne słowa: „Racje nie są rozłożone po równo. Rację mają ci, którzy walczą o wolność”. Prof. Waśko zauważył, Prezydent Kaczyński zawsze wyznawał afirmację „silnej woli”. Twierdził też, że patriotyzm z wydajną pracą nie mają nic wspólnego, że są to dwie różne kategorie. Andrzej Waśko podkreślił, że wobec poległych w katastrofie smoleńskiej obowiązuje nas ich upamiętnienie, tak jak oni chcieli upamiętnić to, co wydarzyło się 70 lat temu w Katyniu. Prezydent Lech Kaczyński za swojego życia był gorącym orędownikiem Idei Solidarności, w której równoważą się interesy różnych grup społecznych.

 7.  Prof. Zdzisław Krasnodębski zaczął swoją wypowiedź od stwierdzenia, że dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego najważniejsze były: Wolność Rzeczpospolitej i Solidarność Polaków. Z całym przekonaniem podkreślił, że wszyscy mamy świadomość, kogo utraciliśmy. Idea nowoczesnego polskiego republikanizmu - to różniło Lecha Kaczyńskiego od jego poprzedników i jego następcy. Nie ulegał on modnym ideom transnarodowym, postpolityce i prepolityce, gdzie wolność indywidualna jest przeciwstawiana wolności wspólnej. Prezydent Kaczyński był realistą. Wiedział, że konflikty są nieuniknione. Wiedział, że „nie ma wolności bez Solidarności”. Uznawał wartość „solidarności socjalnej”: „można być obywatelem, ale trzeba być właścicielem”. Zauważał po roku 1989 niską innowacyjność i zależność Polski od kapitału zagranicznego. Zwracał uwagę na konieczność „uobywatelnienia Polaków”. Zdzisław Krasnodębski skonstatował, że przeżywamy w tej chwili regres obywatelski. Prezydent Lech Kaczyński wyznawał pogląd, że bycie obywatelem zakłada bycie obywatelem cnotliwym. Widział konieczność odnowienia cnót, wyznawał nadrzędność interesu wspólnego nad interesem indywidualnym. Prezydent Lech Kaczyński miał cnotę odwagi. A uwzględniając bezprzykładne ataki na jego osobę i to, jak je znosił – wręcz uzasadnione jest mówienie o  heroizmie. Prof. Zdzisław Krasnodębski zakończył swoje wystąpienie zdaniem: „naszym zobowiązaniem jest wcielenie tego dziedzictwa w życie”.

 8.  Kolejnym mówcą był Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Na wejściu dostał długą owację na stojąco i gdyby nie zaczął mówić - pewnie trwałaby jeszcze dłużej. Był najbardziej ciepło przyjętym prelegentem. Stwierdził, że podsumowywanie Prezydentury jego zmarłego Brata wydaje mu się w tej chwili przedwczesne. Powiedział: „Mój Brat był człowiekiem „Solidarności”, jak to na jego pogrzebie powiedział Janusz Śniadek, którego tu witam”. Zwrócił uwagę na to, że „Solidarność” był to ruch związany ze swoim czasem, ale wychylony ku przyszłości, ku niepodległości Polski. Podkreślił, że Prezydentura Lecha Kaczyńskiego stała się weryfikacją idei „Solidarności” w rzeczywistości. Zauważył podobieństwo do weryfikacji tradycji insurekcyjnej po odzyskaniu Niepodległości i powstaniu II R.P. W II R.P. miała miejsce ta weryfikacja za przyczyną Józefa Piłsudskiego. Była też jego zdaniem weryfikacja głębsza - Romana Dmowskiego. Lech Kaczyński z zadania tej weryfikacji chciał się wywiązać w wymiarze zarówno gospodarczym jak i międzynarodowym. Okres Prezydentury Lecha Kaczyńskiego to dwadzieścia kilka miesięcy współpracy z rządem Jarosława Kaczyńskiego (wcześniej Kazimierza Marcinkiewicza). Późniejszy okres to zdecydowana walka prowadzona z Lechem Kaczyńskim przez rząd Platformy Obywatelskiej. Wielki opór wzbudziła likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych, której Lech Kaczyński był zdecydowanym zwolennikiem. Stwierdził, że Lech Kaczyński był przeciwny zamykaniu kwestii społecznej w jakiejś bardzo zwartej, wewnętrznie koherentnej doktrynie. Uważał, że rzeczywistość społeczna jest bogatsza i nie da się zamknąć w jakiejś doktrynie politycznej. Lech Kaczyński nie realizował doktryny. Ale jeżeli już odwoływać się do jakiejś doktryny, to należy stwierdzić, że był on Człowiekiem Solidarności. Był prawnikiem, specjalistą od prawa pracy. Zawsze podkreślał - szczególnie na płaszczyźnie kontaktów z Unią Europejską - aspekty prawne. Dostrzegał, jak ważne jest prawo, ale z kolei uważał system prawny Unii Europejskiej za zdecydowanie przeregulowany. Zwracał na to uwagę zarówno w aspekcie Traktatu Lizbońskiego, którego ratyfikacji był przeciwnikiem, jak również w przypadku referendum irlandzkiego. Podkreślił, że Lech Kaczyński miał świadomość, że prawo Unii Europejskiej nie kwestionuje suwerenności Państwa. Sensem jego pracy było również niedopuszczenie do dominacji elit w życiu społecznym (bez określania ich przymiotników). Właśnie w Katyniu w kwietniu tego roku Lech Kaczyński chciał przekazać kilka ważnych prawd. Prawda o tym, że „Racje nie są rozłożone po równo. Rację mają ci, którzy walczą o wolność”, była podstawową. Swoją wypowiedź Jarosław Kaczyński zakończył słowami: „Jeżeli chcemy tradycję, którą kontynuował Lech Kaczyński, wcielać w życie, to o tej prawdzie musimy przede wszystkim pamiętać”. Dostał owacyjne oklaski na stojąco.

9.  Po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego Jacek Sasin ogłosił przerwę. Po przerwie miała odbyć się prezentacja multimedialna dra Tomasza Żukowskiego, a następnie dyskusja. Drugą część konferencji również zapoczątkował występ artystyczny - jako pierwszy po przerwie wystąpił bard „Solidarności” z Krakowa Paweł Orkisz. Po nim głos zabrał dr Tomasz Żukowski, który przedstawił prezentację na temat zmian postrzegania osoby Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na podstawie sondaży opinii publicznej przeprowadzanych w różnych okresach czasu. Analizował wpływ „przemysłu pogardy” na wyniki tych sondaży. Ważnym aspektem była zmiana w postrzeganiu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego po 10 kwietnia tego roku.

 10.  W czasie przerwy uczestnicy konferencji mogli składać wypełnione ankiety, w których organizatorzy zadali im kilka pytań na temat pomysłów na formy organizacyjne przyszłego ruchu społecznego. Pytali o formę uczestnictwa w obecnych działaniach, o plany uczestnictwa w działaniach mających nieć miejsce w przyszłości, o cele i zadania ruchu społecznego. Zebranie tych informacji zapewne pozwoli na wybranie najlepszej formy działania.

 11.  Potem rozpoczęła się dyskusja. Ze względu na przekroczenie harmonogramu czasowego Jacek Sasin zapowiedział, że wystąpienia dyskutantów powinny być w miarę krótkie oraz że istnieje ryzyko, że nie wszyscy chętni będą mogli zabrać głos. Tych, którzy nie będą mieli możliwości wypowiedzenia się poprosił o przesyłanie pisemnych wypowiedzi na adres Kancelarii Wicemarszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Jako pierwszy głos zabrał były przewodniczący NSZZ „Solidarność” Janusz Śniadek. Jego głos był o tyle ważny, że zarówno Jarosław Kaczyński jak i kilku przedmówców cytowało jego słowa wypowiedziane podczas pogrzebu Prezydenta Lecha Kaczyńskiego 19 kwietnia 2010 roku w Krakowie. Mówił o dziedzictwie Lecha Kaczyńskiego, jego zaangażowaniu w sprawy pracownicze i jego związków z „Solidarnością”. Mówił także o problemach społecznych w Polsce, o tym że zaledwie 16,5% bezrobotnych w Polsce otrzymuje zasiłek oraz o niskiej wysokości tego zasiłku. Zauważył, że średnia płaca w Polsce jest pięciokrotnie niższa od średniej płacy w Unii Europejskiej, natomiast zasiłek dla bezrobotnych jest w Polsce dziesięciokrotnie niższy od średniej unijnej.

 12.  Jako drugi mówca w dyskusji, a pierwszy przedstawiciel Honorowych Komitetów Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku, miał zabrać głos prof. Marek Dyżewski z Wrocławia. Niestety wypadek, w którym uczestniczyła wioząca go na dworzec kolejowy w Poznaniu taksówka, uniemożliwił mu zdążenie na pociąg do Warszawy i udział w Konferencji. To wielki pech i wielka szkoda, przede wszystkim dla naszego Wrocławskiego Komitetu, gdyż niewątpliwie głos pana profesora byłby doniosłym głosem w dyskusji i na pewno wzbudziłby uznanie i zainteresowanie obecnych na konferencji delegatów z całej Polski. Jednakże i tak należy zwrócić uwagę na docenienie przez organizatorów rangi naszego komitetu (największego w Polsce, bo liczącego ponad 1000 osób), poprzez oddanie głosu naszemu przedstawicielowi jako pierwszemu.

 13.  Jako drugi dyskutant po Januszu Śniadku zabrał głos prof. Stanisław Mikołajczak z Poznania, przewodniczący tamtejszego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Mówił o zasadzie solidarności społecznej zastosowanej do utrzymania i wychowania dzieci oraz o problemach demograficznych naszego kraju. Temat i treść wystąpienia prof. Mikołajczaka pokrywała się z jego wykładem, który wygłosił 13 listopada 2010 roku na wrocławskiej konferencji popularno-naukowej „Pytania o naszą niepodległość”.

 14.  Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Izabela Kloc z Górnego Śląska mówiła o programie samorządowym. Przedstawiła idee prowadzonej przez PiS „Akademii Samorządowej”. Zrównoważony Program Samorządowy przeciwstawiła programowi polaryzacyjno-dyfuzyjnemu, promowanemu przez PO, opartemu o „lokomotywy wzrostu” w postaci dużych metropolii.

15.  Piotr Naimski, opozycjonista, polityk, były wiceminister gospodarki w rządzie PiS, mówił na tematy gospodarcze, a przede wszystkim bezpieczeństwa energetycznego Polski. Mówił o inicjatywach wspieranych przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - m. in. o gazoporcie i porcie zewnętrznym w Świnoujściu.

16. Po Piotrze Naimskim głos w dyskusji zabrali jeszcze: Włodzimierz Klonowski z Komitetu Warszawskiego, Michał Struzik, Jacek Wrona (najmłodszy z doradców Lecha Kaczyńskiego).

 17.  Po nich w imieniu naszego Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego na Urząd Prezydenta R.P. głos zabrał członek wrocławskiej delegacji pan Krzysztof Grzelczyk. Zwrócił uwagę na ideę otwartości naszego Komitetu i na jego wielkość (ponad 1040 sygnatariuszy) oraz poparł ideę ruchu federacyjnego z zachowaniem dużej autonomii komitetów. Zaproponował, aby za patrona ruchu tworzącej się Federacji Honorowych Komitetów Poparcia Jarosława Kaczyńskiego przyjąć ś.p. Prezydenta R.P. Lecha Kaczyńskiego. Pomysł ten został przyjęty oklaskami. Ostatnim mówcą był Witold Marcewicz i na jego wypowiedzi zaproponowano dyskusję zakończyć.

18.  Z kronikarskiego obowiązku pragnę nadmienić, że w skład delegacji wrocławskiej oprócz prof. Marka Dyżewskiego (któremu wskutek nieszczęśliwego zbiegu zdarzeń do Jachranki nie udało się dojechać) i Krzysztofa Grzelczyka wchodzili: Małgorzata Surma-Jaszczuk, Eugeniusz Szumiejko i piszący te słowa Krzysztof Kobielski. Z Wrocławia był również m.in. wrocławski poseł Prawa i Sprawiedliwości Dawid Jackiewicz. W kuluarach konferencji można było zamienić kilka zdań z posłami Antonim Macierewiczem, Zbigniewem Ziobro, europosłem Jackiem Kurskim, sędzią Bogusławem Nizieńskim i wieloma innymi znaczącymi dla polskiej polityki osobami. Na konferencji byli również pani Halina Spasowska i pan Marek Delimat z naszego Wrocławskiego Komitetu, jednakże z sygnałów, jakie docierały do członków naszego Komitetu po zakończeniu konferencji, wynika że prowadzili oni tam co najmniej dwuznaczne działania, reprezentując interesy, które z samym Komitetem i celem dla którego został powołany raczej niewiele miały wspólnego. Najwyraźniej bez upoważnienia ze strony Komitetu występowali z inicjatywami, które wzbudziły konsternację wśród członków komitetów z innych miast.

19.  Na zakończenie Konferencji pan Marek Kuchciński, Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej, odczytał projekt „Deklaracji uczestników konferencji „Lech Kaczyński - Pamięć i Zobowiązanie” 10 grudnia 2010 r.”. Treść deklaracji brzmiała:
                „Jesteśmy reprezentantami środowisk społecznych identyfikujących się z programem tragicznie przerwanej prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego. Aktualna sytuacja Polski napawa nas głębokim niepokojem i troską o przyszłość. Chcemy pracą i aktywnością publiczną wpłynąć na zawrócenie naszego państwa z drogi politycznego i ekonomicznego kryzysu. Jesteśmy przekonani, że demokracji i perspektywom rozwoju Polski możemy dzisiaj przysłużyć się poprzez aktywne kontynuowanie idei Lecha Kaczyńskiego w działalności publicznej dla dobra naszej Ojczyzny.
Odwołujemy się do dziedzictwa ideowego, na które składa się tożsamość narodowa oparta na pamięci historycznej, patriotyzm, silne i solidarne państwo o mocnej pozycji na arenie międzynarodowej.
Ideom tym chcemy służyć poprzez skoordynowaną działalność naszych środowisk lokalnych i zawodowych. Łączymy się w szerokim ruchu, za którego patrona obieramy śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Rozpoczynamy integrację aktywnych obywateli, podzielających nasze przekonania oraz przystępujemy do wspólnej pracy, której celem jest naprawa Rzeczpospolitej.”
Uczestnicy Konferencji przyjęli deklarację przez aklamację - rzęsistymi oklaskami. W moim - i nie tylko moim - przekonaniu znaczenie tej deklaracji jest niezwykle doniosłe. Jest to początek zjednoczenia się Honorowych Komitetów Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich 2010 roku. Początek nowego ogólnopolskiego społecznego ruchu patriotycznego. Myślę, że bardzo dobrze się stało, że się spotkaliśmy i przyjęliśmy taką deklarację.

 20.  Na zakończenie Konferencji organizatorzy zaprosili uczestników na obiad, ale w tej części programu uczestniczyć już nie mogłem. Po godzinie 18:00 spod hotelu „Windsor” w Jachrance odjeżdżały podstawione przez organizatorów autokary, które miały zawieźć jej uczestników do Warszawy. Tam o godzinie 19:00 w Archikatedrze rozpoczynała się msza święta w intencji ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii i innych osób poległych w czasie katastrofy pod Smoleńskiem w dniu 10 kwietnia 2010 r. W tej mszy jak również w mającym po niej nastąpić przemarszu pod Pałac Prezydencki chciałem koniecznie uczestniczyć. Mszy przewodniczył oraz homilię wygłosił ksiądz biskup Antoni Dydycz. Archikatedra Warszawska była wypełniona po brzegi. Wielu modlących się miało krzyże i flagi narodowe przepasane kirem. Modlitwa Powszechna wielokrotnie była przerywana oklaskami. Na zakończenie wierni odśpiewali hymn „Boże Coś Polskę…” ze słowami „Ojczyznę Wolną racz nam wrócić, Panie…”.

 21.  Po zakończeniu mszy, której nastrój był bardzo podniosły, jej uczestnicy w modlitewnym marszu wyruszyli pod Pałac Prezydencki na Krakowskim Przedmieściu, aby tam modlić się, demonstrować i protestować. Manifestacja z transparentami, krzyżami, flagami, tablicami, zniczami i pochodniami liczyła kilka tysięcy osób. Trudno dokładnie określić mi ich ilość. Tłum odśpiewał Hymn Narodowy. Dominował nastrój modlitwy, ale też słychać było wznoszone hasła: „tu jest Polska, a nie Moskwa!”. Ktoś niósł transparent z napisem: „Byłeś w ZOMO, byłeś w ORMO, teraz jesteś za Platformą!”. Do zebranych przemówił między innymi Jarosław Kaczyński, który podziękował zebranym za przybycie, za pamięć o jego Bracie i za pamięć o wszystkich ofiarach Smoleńskiej tragedii. Powiedział, że będziemy się spotykali w tym miejscu aż do czasu, kiedy prawda o zbrodni smoleńskiej zostanie ostatecznie wyjaśniona.
Mroźny wieczór, atmosfera i nastrój przywoływały te sprzed niespełna trzydziestu laty…
Opr. Krzysztof Kobielski.

 

poniedziałek, 15 listopada 2010 13:46

Nie róbmy polityki. Sadźmy zioło...

Z ostatniej chwili: W mieszkaniu 21-letniego Dawid Chełmeckiego, kandydata platformy Obywatelskiej na radnego Jaworzna, policja znalazła haszysz. Dawid Chełmecki wpadł przypadkowo, kiedy w ramach „wielowątkowej sprawy narkotykowej” funkcjonariusze policji szukali dilerów narkotyków. Adres jednego z nich był im znany. W wytypowanym mieszkaniu przebywało trzech innych mężczyzn. Jednym z nich był Dawid Chełmecki, kandydat na radnego PO. Policjanci zdecydowali się również na interwencję w ich domach. W mieszkaniu samorządowca znaleźli pewną ilość haszyszu. Niedoszły samorządowiec przyznał się do posiadania narkotyków i ma szansę stanąć przed sądem.

Kandydat na radnego Dawid Chełmecki od 21 października tego roku stał się „gwiazdą medialną” PO.
W Internecie pojawił się filmik z jego udziałem, stał się sławny na całą Polskę, a jego szanse w sondażach internetowych skoczyły gwałtownie w górę. Kandydat na radnego z ramienia PO w Jaworznie, prezentując w lokalnej telewizji CTV wyborczy, w pewnym momencie stracił wątek i przeklął. Wyjątkowo błyskotliwy i kompetentny kandydat miał problem z odpowiedzią na pytanie „Co jako radny zamierza pan zrobić dla naszego miasta?”. Dawid Chełmecki mówił o budowaniu boisk, jednak bardzo szybko zgubił wątek, rozłożył się w fotelu i powiedział: „- Ja pierd… nie wiem”. Kandydat PO chciał powtórzyć nagranie, jednak dziennikarka prowadząca program powiedziała mu, że jest on prowadzony na żywo i nie ma takiej możliwości.

Pewnie kandydat nie miałby większego problemu ze swoim skandalicznym w lokalnej telewizji, gdyby nie fakt, że debata odbywała się w programie na żywo. CTV zaprosiła do programu dwóch kandydatów na radnych: Dawida Chełmeckiego z Platformy Obywatelskiej oraz Dariusza Chrapka z klubu "Jaworzno Moje Miasto".
Prowadząca program dziennikarka nie skomentowała zajścia i przeszła do dalszej części debaty. Sprawę opisały lokalne media, m.in. Naszemiasto.pl. Można by to skomentować, tak jak jeden z internautów: „Jak to powiadają: człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy…”

Chełmecki tłumaczył się po programie telewizyjnym, że nie wiedział, iż program jest nadawany na żywo. Na portalu społecznościowym Facebook stwierdził, że jego niewiedza o tym, iż program jest na żywo, miała wynikać z tego, że na debacie znalazł się w zastępstwie, a zaproszenie miał otrzymać w ostatniej chwili. Próbował także w Internecie (na portalu „nasza klasa”) przekuć swoją porażkę w sukces, nadal posługując się podobnym, wulgarnym językiem.

Jednakże - jak zauważają medioznawczy - to co jest na języku, jest i w mózgu, bo pochodzi z wnętrza człowieka. Wypowiedź młodego polityka PO jest szczególnie bulwersująca również w kontekście ataku na siedzibę Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi i zabójstwa działacza PiS Marka Rosiaka 19 października 2010 roku.

Zdaniem dr Hanny Karp, medioznawcy z Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej i Mediów z Torunia, PO próbuje wmówić społeczeństwu, że to PiS nie trzyma nerwów na wodzy, a przypadek Dawida Chełmeckiego wskazuje na to, iż można by sporo zarzucić partii rządzącej.
- Na pewno zawiodły mu nerwy, jednak w tym momencie trudno go usprawiedliwiać. Różne rzeczy zdarzały się w studiach radiowych czy telewizyjnych, ale ta sytuacja jest dosyć wyjątkowa. Pojawienie się przekleństwa świadczy o tym, że mamy do czynienia z eskalacją tego, co się dzieje - uważa dr Karp.
Profesor Krystyna Czuba, medioznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i WSKSiM w Toruniu, zauważa, że kultura języka świadczy o człowieku: „ - Niezależnie od tego, czy słowa wypowiada w swoim domu, czy publicznie, to zawsze świadczy o kulturze, ale publiczne wypowiadanie pewnych słów w czasie, który ma pokazać, że człowiek ma być wart publicznego zaufania, a on pozwala sobie na tego typu wypowiedzi, to już jest niedobre świadectwo. Jeśli poprą go wyborcy, to znaczy, że popierają ten język i ten styl myślenia”. Jak zauważa dr Karp, taki język jest raczej językiem przestępców. Incydent z wulgarną wypowiedzią w studiu telewizyjnym nie spowodował, że Platforma Obywatelska usunęła D. Chełmeckiego z partii i ze swoich list wyborczych. Stało się tak dopiero po incydencie z narkotykami. Dłużej nie można już było bronić swojej młodej gwiazdy.

W ostatniej wypowiedzi dla audycji „Kontrwywiad” w radiu RMF FM przewodniczący śląskich struktur Platformy Obywatelskiej i przewodniczący klubu parlamentarnego PO Tomasz Tomczykiewicz tak skomentował incydenty związane z ich „najnowszą gwiazdą medialną”, panem Dawidem Chełmeckim:

Konrad Piasecki (RMF FM): Najpierw kompromitacja telewizyjna, teraz wpadka narkotykowa. Skąd PO bierze takie "perły", takich kandydatów na radnych?
Tomasz Tomczykiewicz: - Zdarzy się. 40 tysięcy kandydatów w całym kraju, mogę tylko przeprosić.
Pana człowiek, pana region. Jak przeszedł przez sito PO?
- Nie jest łatwo wyłapać każdego odszczepieńca. Jeszcze raz najmocniej przepraszam, że takie coś się zdarzyło.
Dawid Ch. zniknie z PO?
- Z PO już zniknął. Mam nadzieję, że uda się wycofać go z list wyborczych. Taką deklarację już złożył, tak że jeszcze tylko procedury.
Ale podpisał już stosowne dokumenty?
- Tak, z tego, co informował mnie szef tamtejszej struktury.
Przypomnijmy, że to właśnie pan Tomasz Tomczykiewicz zapraszał ostatnio panią Joannę Kluzik-Rostkowską do wstąpienia do Platformy Obywatelskiej. Pani Joanna miałaby bardzo dobre, ekskluzywne towarzystwo.
Kiedyś, w latach 50-tych ubiegłego wieku śpiewano piosenkę z refrenem: „To idzie młodość, młodość, młodość!”. Chciałoby się zaśpiewać: „To idzie młodość PO!”. Zapraszam do obejrzenia załączonego filmu. Robi spore wrażenie. Szczególnie potworny wysiłek intelektualny kandydata. Ale może ma on związek z przyczyną jego dzisiejszego aresztowania i znalezionymi u niego w domu specyfikami…

Nie pozostaje mi tylko nic innego, jak tylko poprzeć przewodniczącego PO i Premiera Donalda Tuska w jego samorządowych hasłach wyborczych:

Nie róbmy Polityki. Bluzgajmy i sadźmy zioło… ;-).

 


poniedziałek, 15 listopada 2010 10:10

Bibuła Wrocławska nr 10_101113

Szanowni Państwo,
dziś do pobrania w wersji elektronicznej (PDF) dziesiąty numer "Bibuły Wrocławskiej", wydanego z okazji konferencji popularno-naukowej "Pytania o naszą niepodległość", która odbyła się we wrocławskim "Ossolineum" w dniach 13-14 listopada 2010 roku. Gazetka w wersji papierowej została rozdana uczestnikom konferencji przed jej rozpoczęciem. W numerze reflesja z okazji konferencji poświęconej polskiej niepodległości, krótka historia Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego oraz adresy ciekawych miejsc w Internecie.
W imieniu Redakcji życzymy przyjemnej lektury.

Kategoria: Erotyka
Dnia 10 listopada 2010 roku po dekoracji Orderem Orła Białego... Kiedyś Breżniew z Honeckerem, ale "nasi" też chyba dają radę...

wtorek, 09 listopada 2010 22:13

Dziewiąty numer "Bibuły Wrocławskiej"

Szanowni Państwo, w przededniu Święta Niepodległości oddajemy w Państwa ręce kolejny, dziewiąty już numer „Bibuły Wrocławskiej”. Pogłoski o naszej śmierci okazały się zatem również i tym razem mocno przesadzone. Czytelników gazetki redakcja przeprasza za tak długą przerwę w jej wydawaniu i obiecuje poprawę na przyszłość. Tych, w których gazetka nie wzniecała entuzjazmu również przeprasza - za to, że nadal żyje… Mimo wszystko zachęcamy do pobierania i życzymy wszystkim przyjemnej lektury. Powielanie również mile widziane.

Redakcja.

             Wczoraj, 13 października 2010 r., odbyło się spotkanie sygnatariuszy Wrocławskiego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego na Urząd Prezydenta R.P. z panem Dawidem Jackiewiczem, przewodniczącym Dolnośląskiego Prawa i Sprawiedliwości, posłem na Sejm R.P.,  kandydatem na Prezydenta Wrocławia w zbliżających się wyborach samorządowych. Spotkanie miało miejsce w auli Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ "Solidarność" przy Placu Solidarności 1/2/3 i rozpoczęło się o godzinie 17:30. Postaram się poniżej przedstawić Państwu w miarę dokładną i szczegółową relację z tego niewątpliwie interesującego spotkania.
            W sali "Solidarności" punktualnie zebrało się około 40 członków Komitetu, nie licząc organizatorów spotkania, czyli członków wrocławskiego Prawa i Sprawiedliwości. Spotkanie rozpoczął, anonsując Gościa i witając zebranych, pan Radosław Rozpędowski, przewodniczący Zarządu Miejskiego wrocławskiego PiS-u. Następnie głos zabrał pan Dawid Jackiewicz, który na wstępie przedstawił zebranym powody, dla których PiS zdecydował się wystawić własnego kandydata w najbliższych wyborach na Prezydenta Wrocławia. W czasie jego wystąpienia pan Radosław Rozpędowski rozdał zebranym sygnatariuszom Komitetu manifest programowy kandydata PiS na Prezydenta Wrocławia Dawida Jackiewicza. Dokument ten zawierał trzy wyodrębnione hasłowe punkty:
1. Przywrócić Solidarny Wrocław,
2. Przywrócić Prezydenta mieszkańcom,
3. Przywrócić Wrocław na co dzień, nie od święta.
W swoim manifeście wyborczym Dawid Jackiewicz pisze miedzy innymi:
"Wrocław zasługuje na normalność, a my na normalne życie. Polityka i rządzenie muszą być domeną powagi i odpowiedzialności, a nie pustych słów, PR-owskich zabiegów i niespełnionych obietnic. Wierzę w takie sprawowanie władzy, w którym składa się publiczne przyrzeczenie, kładąc jednocześnie na szali swój honor, kompetencję i autorytet. I to właśnie niniejszym czynię."
            Dawid Jackiewicz w swoim wstępnym wystąpieniu powiedział o powodach swojego kandydowania z ramienia PiS-u w wyborach na Urząd Prezydenta Wrocławia. Wyraził nadzieję, że w drugiej części spotkania będzie oczekiwał pytań od zebranych, na które chętnie odpowie.
Dawid Jackiewicz przypomniał, że Platforma Obywatelska zerwała sojusz, którym związana z Prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem około dwa lata temu. Prawo i Sprawiedliwość dwa lata temu nie zdecydowało się na taki krok wiedząc, że spotka się to z falą ataków na olbrzymią skalę, która dotknie PiS, ze strony mediów, w tym głównie "Gazety Wyborczej". Kilkanaście miesięcy temu wrocławski PiS rozpoczął informowanie społeczeństwa Wrocławia, że sposób sprawowania Prezydentury przez Rafała Dutkiewicza się mu nie podoba. PiS czynił to np. poprzez artykuły prasowe, w których poruszano tematy związane ze sposobem działania obecnego Prezydenta Wrocławia, między innymi np. zawyżone koszty budowy stadionu na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Dawid Jackiewicz stwierdził, że najlepszym sposobem na artykułowanie niezadowolenia z obecnych i rządów Rafała Dutkiewicza i pokazywania różnic programowych pomiędzy nim a PiS jest kampania wyborcza. To właśnie skłoniło Prawo i Sprawiedliwość do wystawienia swojego kandydata w wyborach na Prezydenta Wrocławia.
            Dawid Jackiewicz powiedział, że nie ma lepszych i gorszych dzielnic Wrocławia. Stwierdził, że wyalienowanie Prezydenta Rafała Dutkiewicza od problemów Wrocławia spowodowane jest być może tym, że z okien jego biura nie widać "dzielnic zapomnianych". Obiecał, że jeżeli on zostanie wybrany na Prezydenta Miasta, to oprócz częstych osobistych dyżurów, będzie przynajmniej kilka razy w roku organizował całkowicie otwarte spotkania z mieszkańcami w dużych wynajętych halach, jak np. "Orbita" czy Hala Ludowa, aby wysłuchiwać i rozwiązywać problemy ich dotyczące. Zwrócił uwagę, że Rafał Dutkiewicz kładzie nacisk na sprawy, które przynoszą rozgłos i są spektakularne. Wrocław żyje w tej chwili budową stadionu na 42 tysiące miejsc, budową Narodowego Centrum Muzyki, Europejską Stolicą Kultury, Europejskim Instytutem Technologicznym czy Aquaparkiem. Zauważył, że przeciętnego Wrocławianina nie będzie stać na korzystanie z Narodowego Centrum Muzyki, do którego bilety będą kosztować po stokilkadziesiąt złotych, tak jak teraz nie stać go, by z rodziną udać się do Aquaparku.
            Jako jedne z najważniejszych tematów swojego programu wyborczego Dawid Jackiewicz wymienił:
-  poprawa bezpieczeństwa w peryferyjnych (i nie tylko) dzielnicach Wrocławia,
-  remonty kamienic w "zapomnianych" dzielnicach miasta,
-  usprawnienie remontów infrastruktury drogowej,
-  zdecydowana poprawa funkcjonowania komunikacji miejskiej,
-  dostępność większej ilości miejsc w przedszkolach.
            Nawiązując do startu w wyborach innych kandydatów stwierdził, że to co ich najbardziej różni od niego i PiS-u to wiarygodność. Przypomniał inicjatywy wrocławskiego PiS-u, czyli 9 postulatów zgłoszonych w styczniu 2009 roku, które bezwzględnie powinny być załatwione. Inicjatywy te, takie jak choćby elektroniczny dzienniczek ucznia, sms do rodziców (natychmiastowe informowanie rodziców o nieobecności dziecka w szkole), tzw. "okno życia" przy ul. Rydygiera, obecnie przypisują sobie obecne władze miasta. Zapytał retorycznie, gdzie Sławomir Piechota z PO i Jacek Uczkiewicz z SLD byli przez ostatnie cztery lata. Zauważył, że podczas głosowań w Sejmie Sławomir Piechota głosował odwrotnie, niż to ma w tej chwili zapisane w swoim programie (dotyczy to np. zniżek na dojazdy do szkół dla studentów).
            Dawid Jackiewicz poinformował zebranych o pierwszej debacie kandydatów na Urząd Prezydenta Wrocławia z organizacjami pozarządowymi, która odbyła się w dniu 12.10.2010. W debacie tej odmówił udziału Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który stwierdził, ze chce się spotkać z najgodniejszym z kandydatów w formule "jeden na jeden". Dawid Jackiewicz zapytał retorycznie, kto jest tym najgodniejszym kandydatem. Odmowę udziału w debatach wyborczych przez Prezydenta Dutkiewicza ocenił jako skandaliczną. Jeszcze raz podkreślił, że wizja programowa PiS zdecydowanie różni się od wizji Rafała Dutkiewicza.
            Po tym wstępnym wystąpieniu Dawid Jackiewicz poprosił zebranych o zadawanie pytań. Było ich bardzo wiele i wypełniły w całości drugą część spotkania.
            Jako pierwszy zabrał głos pan, który przedstawił się jako mąż pani, która kandyduje w wyborach samorządowych z list PiS-u. Wyraził swoją dezaprobatę dotyczącą przebiegu kampanii wyborczej na Urząd Prezydenta R.P. we Wrocławiu, określając ją jako "jeden wielki kanał". Stwierdził, że w kampanii wyborczej najważniejsze są hasła. Wymienił trzy - jego zdaniem najważniejsze:
1. Polski patriotyczny piękny Wrocław,
2. Straż Miejska służy mieszkańcom,
3. Przywrócić targowiska miastu.
Postulował, że kampania wyborcza powinna być bardziej agresywna: "trzeba atakować, a nie ględzić". Powiedział, że należało by zapytać się kandydata na Prezydenta Wrocławia z ramienia SLD Jacka Uczkiewicza, co robił w stanie wojennym, kiedy był I sekretarzem Komitetu Dzielnicowego PZPR w Śródmieściu, podkreślając jego odpowiedzialność za wyrzucanie ludzi z pracy w tamtym okresie. Na zakończenie podniósł postulat, aby przenieść Ogród Zoologiczny z zajmowanego obecnie miejsca poza granice miasta ("wynieść ZOO z Wrocławia").
            Dawid Jackiewicz zasadniczo zgodził się z jego postulatami. W swobodnej wymianie zdań zauważył też, że nie może być tak, że "Wrocław jest powodem, aby Rafał Dutkiewicz był w CNN". Zauważył też, że nie może być tak, że jak się ma sympatię "Gazety Wyborczej", to można we Wrocławiu zrobić wszystko.
            Paweł Jaszczuk, jako drugi z dyskutantów, zauważył, że jeżeli ktoś ma pomysły na hasła wyborcze, to powinien je przedstawić Kandydatowi na Prezydenta, tj. Dawidowi Jackiewiczowi.
            Pan, który przedstawił się jako radny Rady Miejskiej podczas jej pierwszych dwóch kadencji, poruszył problem Rad Osiedlowych i ich miejsca we Wrocławiu.
            Dawid Jackiewicz powiedział, że w chwili obecnej we Wrocławiu działa 48 Rad Osiedlowych. Poinformował, że budżet miasta obecnie opiewa na 3,5 miliarda złotych. Poinformował o swoim postulacie przeznaczenia dla wsparcia ich działalności kwoty w wysokości 1% z budżetu miasta. Stwierdził jednocześnie, że jest przeciwnikiem radykalnego ograniczenia ilości Rad Osiedlowych do liczby 15÷20. Obejmowałyby one wtedy swoim zasięgiem zbyt dużą ilość mieszkańców. Mogłoby to spowodować oderwanie się tych Rad od problemów mieszkańców i przekształcenie się Rad w obszar walki politycznej (ze względu na ich skalę).
            W tym momencie pan Radosław Rozpędowski wtrącił, że zeszłoroczny budżet miasta przeznaczył na działalność Rad Osiedlowych około 3 milionów złotych, a zatem propozycja PiS-u spowodowałaby dziesięciokrotne zwiększenie ich budżetu.
            Pan Marek Muszyński, przewodniczący NSZZ "Solidarność" Politechniki Wrocławskiej, nawiązując do wcześniejszej wymiany zdań, zapytał Dawida Jackiewicza, kiedy wreszcie we Wrocławiu przestaniemy używać haniebnej nazwy "Hala Stulecia", która to nazwa ma złe konotacje historyczne. Na marginesie należy przypomnieć, że nazwa "Hala Stulecia" miała za zadanie uczcić setną rocznicę wydania we Wrocławiu (w dniu 17 marca 1813 roku) przez cesarza Fryderyka Wilhelma III proklamacji "Do mojego ludu" ("An Mein Volk"), wzywającej do powszechnego oporu zbrojnego przeciwko Napoleonowi Bonaparte.
            Dawid Jackiewicz stwierdził, że używanie nielegalnej pod względem prawnym nazwy "Hala Stulecia" wynika z uległości Rafała Dutkiewicza w stosunku do "Gazety Wyborczej". Szantaż środowiska "Gazety Wyborczej" powoduje, że każdy kto używa innej nazwy niż "Hala Stulecia" naraża się na zdecydowany atak ze strony tej gazety. Również ten szantaż sprawił, że Rafał Dutkiewicz sprzeciwił się przyznaniu tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia ś.p. Prezydentom R.P. Lechowi Kaczyńskiemu i Ryszardowi Kaczorowskiemu. Zaręczył, że gdy zostanie wybrany na Prezydenta Miasta, to spowoduje nadanie Placowi Społecznemu imienia Lecha Kaczyńskiego.
            Pani Maria Dąbrowska - nawiązując do problematyki Rad Osiedlowych - zauważyła, że nie mają one osobowości prawnej i dlatego ich działania będą w dużej mierze nieskuteczne.
            Dawid Jackiewicz zauważył, że to ludzie z osiedli bezpośrednio najlepiej wiedzą, jakie są lokalne potrzeby.
            Krzysztof Kobielski (czyli piszący te słowa) zadał cztery pytania: jedno dotyczące tzw. szerszej "polityki" i trzy dotyczące problemów miasta:
1. Czy w związku z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi byłego posła wrocławskiego PiS Wiesława Kiliana i jego kontaktów ze Sławomirem Piechotą Pan może obiecać swoim wyborcom, że po wyborach samorządowych we Wrocławiu Prawo i Sprawiedliwość nie stworzy koalicji z Platformą Obywatelską ?
2. Jakie Pan jako Prezydent Miasta podejmie działania w celu podniesienia bezpieczeństwa w środkach komunikacji miejskiej (szczególnie na końcowych przystankach) wobec narastającego z każdym rokiem poziomu chuligaństwa i agresji ?
3. Jak Pan planuje rozwiązać problem starych wrocławskich kamienic, z których wiele (nawet tych znajdujących się w centrum miasta) nie posiada własnych skanalizowanych łazienek i ustępów, co w XXI wieku sytuuje je na poziomie wieku XIX?
4. Jak Pan planuje rozwiązać problem narastającej plagi dewastacji elewacji (często zabytkowych, kamiennych, czy też świeżo wyremontowanych) przez tzw. "graficiarzy" ?
Rozwijając pytania stwierdziłem, że dla wielu członków Komitetu (i nie tylko) po "katastrofie" Smoleńskiej postawa PO jest zupełnie nie do przyjęcia. Poinformowałem pana Dawida Jackiewicza, że w ciągu ostatnich paru lat we wrocławskich tramwajach czterokrotnie ja i moja żona byliśmy ofiarą agresji najpierw słownej, a potem fizycznej ze strony "młodocianych bandytów", a z tego trzykrotnie musiałem samotnie się z nimi bić. Na szczęście - być może ze względu na moje warunki fizyczne i determinację - nie zakończyło się to jak do tej pory dla mnie tragicznie. Jeszcze kilka lat temu z takimi sytuacjami się nie spotykałem. Pytając o mieszkania ze wspólnymi ustępami i zlewami na klatkach schodowych (zamiast łazienek) miałem na myśli to, że remontuje się jedynie frontowe elewacje i to głównie w centrum miasta. Jest wielu mieszkańców Wrocławia, którzy - nie z własnej winy - żyją w warunkach sanitarnych urągających czemukolwiek. Natomiast problem "graficiarzy" dewastujących obiekty miejskie w krajach Europy Zachodniej występuje śladowo. We Wrocławiu serce się kraje, jak się widzi "popapraną" elewację, która dużym nakładem środków została odnowiona.
            W odpowiedzi na pierwsze pytanie Dawid Jackiewicz przysiągł, że dopóki on będzie szefem dolnośląskiego Prawa i Sprawiedliwości - sojuszu z Platformą Obywatelską nie będzie. Moim skromnym zdaniem jest to bardzo ważna i doniosła deklaracja pana Przewodniczącego. Dawid Jackiewicz powiedział, że jest jak najdalszy od wchodzenia w jakiekolwiek tego typu relacje z PO.
            Odpowiadając na pytanie dotyczące bezpieczeństwa w środkach komunikacji miejskiej powiedział, że temat ten jest dla niego szczególnie ważny ze względu na jego osobiste przeżycia. Przypomniał swój obecny spór prawny z jednym z redaktorów wrocławskiego oddziału "Gazety Wyborczej", który opisywał zajście, które przydarzyło się panu Posłowi w sposób urągający rzetelności dziennikarskiej. Dawid Jackiewicz poinformował, że tematowi bezpieczeństwa w mieście będzie poświęcona jego najbliższa konferencja prasowa, która odbędzie się w piątek 15.10.210 roku o godzinie 12:00. Stwierdził, że jego zdaniem wrocławska Straż Miejska jest jedną z najgorzej działających w Polsce. Obiecał, że jeżeli zostanie Prezydentem Miasta - przez 3÷4 lata liczba etatów Straży Miejskiej we Wrocławiu będzie się zwiększać o 35÷40 rocznie. Powiedział, że w zeszłym roku przestępstwa około narkotykowe we Wrocławiu wzrosły o 21% w stosunku do roku poprzedniego. Środkiem zaradczym ma być zwiększenie patroli Straży Miejskiej w okolicach szkół. Przypomniał projekt, według którego firmy reklamowe zobowiązały się do zaopatrzenia wszystkich tramwajów i autobusów we Wrocławiu w monitoring przy zastosowaniu kamer w zamian za możliwość umieszczania reklam w środkach komunikacji miejskiej, bez żadnych dodatkowych opłat. Prezydent Rafał Dutkiewicz nie zgodził się na przyjęcie takiego rozwiązania. Odpowiadając na pytanie dotyczące plagi "graficiarzy" Dawid Jackiewicz zaproponował, aby do walki z nimi zaktywizować Rady Osiedlowe. Po ogłoszeniu konkursu na najczystsze osiedle w którym nagrodą byłyby dodatkowe środki finansowe dla tego osiedla - znaleźliby się "osiedlowi aktywiści", którzy taką walką z chuliganami dewastującymi budynki chętnie się zajmą. Nawiązując do pytania dotyczącego remontów kamienic Dawid Jackiewicz stwierdził, że we Wrocławiu 10 tysięcy osób mieszka w lokalach, w których nie ma kanalizacji i w XXI wieku fakt taki jest niedopuszczalny. Powiedział, że koszt wyremontowania wszystkich elewacji w mieście zamyka się w kwocie 4,5 miliarda złotych. Podkreślił konieczność przeniesienia akcentów w mieście na sprawy podstawowe, mianowicie na remonty dróg i kamienic oraz komunikację miejską.
            Pani Wanda Arciszewska, a wcześniej jeszcze inna pani, która nie podała swojego nazwiska, zwróciła uwagę na problem porządku w mieście. Zauważyła, że dopilnowanie zachowania czystości jest spowodowane dużym rozproszeniem struktury własnościowej terenów miejskich: chodniki, trawniki i jezdnie - każdy obszar ma innego właściciela.
            Dawid Jackiewicz podkreślił konieczność egzekwowania przez władze miasta właściwego utrzymania porządku przez odpowiedzialne za to instytucje.
            Pan Wilhelm Semaniszyn zwrócił uwagę na tematykę medialną w mieście. Media są przyjazne tylko jednej opcji politycznej. Zapytał się, w jaki sposób przebić się przez ten "mur medialny". Zwrócił uwagę, że wskutek oddziaływania większości mediów umysły ludzi są zmącone do tego stopnia, że nie przyjmują żadnych racjonalnych argumentów.
            Odpowiadając na to pytanie Dawid Jackiewicz stwierdził, że działalność polityczna i publiczna jest to walka dla długodystansowców. Nie można zrażać się brakiem przychylności mediów. Zauważył, że z reguły wójt lub burmistrz jest jednym z największych reklamodawców i to powoduje, że media nie chcą z nim zadzierać. Zauważył, że pewnym sposobem rozwiązania tematu monopolu władzy byłaby maksymalnie dopuszczalna dwukadencyjność sprawowania władzy przez poszczególnych ludzi. Stwierdził, że do polityki nie można podchodzić w sposób koniunkturalny. Na marginesie napomknął też, że w wyniku zbyt wysokich oczekiwań jednej z organizacji politycznych w stosunku do miejsc na listach wyborczych nie doszło do zawarcia z nią sojuszu wyborczego i ona oraz PiS startują w wyborach osobno. Nie wymienił jednak jej z nazwy.
            Pani Hanna Trochimczuk-Fidut, przewodnicząca Regionalnego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" zapytała, czy Dawid Jackiewicz otrzymał zaproszenie na zorganizowaną w dniu dzisiejszym przez Wrocławskie Pogotowie Ratunkowe konferencję związaną z rocznicą ustanowienia Ratownictwa Medycznego. Wyraziła ubolewanie, że w pierwszym rzędzie na tej konferencji siedzieli politycy Platformy Obywatelskiej, a nie było tam nikogo z PiS-u.
            Dawid Jackiewicz potwierdził, że otrzymał takie zaproszenie, ale z niego nie skorzystał, ponieważ kolidowało ono z naszym spotkaniem. Uznał, że to właśnie na spotkaniu z Wrocławskim Komitetem omawiane będą sprawy istotne dla Wrocławia i Dolnego Śląska i dlatego na to właśnie spotkanie przyszedł. Pani Hanna Trochimczuk-Fidut pozwoliła sobie pozostać przy swoim zdaniu.
            Pan Andrzej Dudek, kandydat do Sejmiku Wojewódzkiego z listy PiS-u zwrócił uwagę na problemy związane z budżetem miasta. Zauważył, że zadłużenie Wrocławia w chwili obecnej znalazło się na poziomie dopuszczalnego limitu. Określił wręcz Rafała Dutkiewicza przydomkiem "Rafał Kredyciarz". Powiedział, że do systemu gospodarczego miasta wpuszczane są wielkie korporacje, które przez kilka lat są zwolnione z płacenia podatków.
            Dawid Jackiewicz zgodził się z przedmówcą, ze budżet miasta jest na skraju wytrzymałości. Spowodowane jest to głównie bardzo drogimi inwestycjami: Narodowe Forum Muzyki ma kosztować 310 milionów złotych, Stadion na Euro 2012 - 800 mln., Aquapark obciążył budżet kwotą kolejnych kilkuset milionów złotych. Obiecał, że w przyszłości we Wrocławiu nie będzie tak spektakularnych inwestycji, jakie są związane z rządami Rafała Dutkiewicza. Zwrócił uwagę, że we Wrocławiu działa Porozumienie Kupieckie, ale nikt z władz miasta nie chce z jego przedstawicielami rozmawiać. Kordon urzędników odcina Prezydenta Dutkiewicza od ludzi. Dawid Jackiewicz zgłosił postulat utworzenia Rady Gospodarczej przy Prezydencie Miasta. Zauważył, że w tej chwili 5÷6 tysięcy drobnych przedsiębiorców daje po kilka miejsc zatrudnienia. Ponieważ są to ich miejsca pracy - wiążą oni swój interes z miastem na dłuższy czas, zapewniając stabilność. Natomiast wielki biznes, np. Volvo czy też inne firmy dają po 100, góra 200 miejsc pracy, inwestują z reguły w lekkie i tanie hale przemysłowe, a po zakończeniu okresu ulgi podatkowej przenoszą się ze swoją działalnością do innego kraju, gdzie otrzymują kolejne ulgi. Przytoczył też jako przykład problem z Halą Targową przy Placu Nankiera, której kupcy mają problemy związane z drastycznym spadkiem obrotów spowodowanych remontem Placu Bema. Teraz ich problemy mają potrwać kolejne półtorej roku w związku z remontem Mostów Młyńskich. "Miasto" wogóle nie interesuje się ich kłopotami i problemami. A mogłoby zastosować w stosunku do nich jakieś ulgi.
            Pani, która się nie przedstawiła, stwierdziła, że siły związane z PiS-em nie wykorzystują mediów we właściwy sposób. Zapytała też, jaki jest los pewnej części działek w centrum miasta, które zostały sprzedane jednemu z inwestorów (którego nie wymieniła z nazwy), a w tej chwili stoją odłogiem i inwestor nie realizuje swoich terminowych zobowiązań względem miasta. Wymieniła działki znajdujące się przy ul. Rzeźniczej, Nowy Świat i Maxa Borna. Stwierdziła, że władze miasta sprzedając wyżej wymienione działki za wygórowaną cenę spowodowały wywindowanie cen nieruchomości w mieście na nieuzasadniony racjonalnie poziom.
            Dawid Jackiewicz powiedział, ze nie zna tej sprawy i nie jest w stanie w sposób konkretny się na jej temat wypowiedzieć. Odnośnie polityki medialnej stwierdził (nawiązując zapewne do jednego z lubelskich polityków PO), że jest jak najdalszy od wymachiwania gadżetami na konferencjach prasowych. Powiedział natomiast, że jeżeli gdziekolwiek poruszane są problemy dotyczące Wrocławia to stara się tam być. Nawiązując natomiast do spraw miejskich nieruchomości - przytoczył przykład jednej z kamienic przy ulicy Świdnickiej na przeciwko Opery, która kiedyś należała do Stronnictwa Demokratycznego. Sposób postępowania w sprawach kupna i sprzedaży tej kamienicy uznał jako wzorcowy przykład niegospodarności władz miasta i nieliczenia się z interesami mieszkańców tej kamienicy. Uogólniając temat zauważył, że problem nieuzasadnionego windowania cen działek w mieście spowodowany jest brakiem dużych powierzchni terenów przeznaczonych pod budownictwo mieszkaniowe. Gdyby Zarząd Miasta takie tereny udostępniał - problemu zawyżonych cen gruntów by nie było.
            Pan Mieczysław Z., którego nazwiska nie dosłyszałem, zapytał, czy Dawid Jackiewicz jako potencjalny Prezydent Miasta nie dopuści do prywatyzacji służby zdrowia.
            Dawid Jackiewicz stwierdził, że pytanie jest bezprzedmiotowe, bo Wrocław nie ma szpitala miejskiego, a przychodnie zdrowia zostały w zasadzie prawie wszystkie sprywatyzowane.
            Pan Krzysztof A. Sobiech zwrócił uwagę na problem bezrobocia w kontekście ostatniego wypadku przeładowanego busa koło Nowego Miasta nad Pilicą, w którym zginęło 18 osób. Stwierdził, że postulowane przez PO karanie kierowców wyższymi mandatami nic nie da. Skoro ludzie nie mają za co żyć, to i tak będą w podobny sposób dojeżdżać do sezonowej pracy zarobkowej.
            Pan Paweł Jaszczuk zwrócił uwagę na cztery problemy:
1. Nieprawidłowości przy budowie stadionu na Euro 2012 i konieczność ich medialnego nagłośnienia,
2. Organizacja w mieście targowisk, np. raz w tygodniu na zamykanych ulicach na wzór państw zachodniej Europy,
3. Brak znalezienia przez PiS metody na "zaprzyjaźnione" media,
4. Postulat wybudowania we Wrocławiu pomnika poświęconego ofiarom katastrofy Smoleńskiej.
            Pan będący członkiem PiS-u, który nie podał swojego nazwiska, zwrócił uwagę na budowanie struktur, które umożliwiłyby zagospodarowanie wolnego czasu dla młodzieży. Stwierdził, że prawie wszystkie biblioteki publiczne polikwidowano, a domy kultury z reguły prowadzą tylko zajęcia na zasadach komercyjnych.
            Dawid Jackiewicz zgodził się z jego opinią. Stwierdził, że we Wrocławiu nie tylko jest brak oferty dla młodzieży, ale również oferty wypoczynku dla innych mieszkańców.
            Pani, która się nie przedstawiła, zwróciła uwagę na konieczność wsparcia organizacji samorządowych, które prowadzą działalność dla młodzieży.
            Dawid Jackiewicz się z nią zgodził. Jako przykład fasadowej działalności Prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza podał przykład stworzenia "Trzeciego Sektora" przy ulicy Legnickiej, który jest "inkubatorem" dla organizacji samorządowych. Odpowiedź na to pytanie była ostatnią podczas spotkania z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na Prezydenta Wrocławia Dawidem Jackiewiczem.
            Głos zabrała pani Ryszarda Kubiak - szefowa wolontariatu Dawida Jackiewicza jako kandydata w wyborach na Urząd Prezydenta Miasta. Zachęcała zebranych do wsparcia Kandydata w najbliższej elekcji. Chętnym rozdała ankiety i formularze zgłoszeniowe, podając również wszystkim dane kontaktowe:
nr telefonu: 693-693-772,
adres mailowy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .
            Pan Radosław Rozpędowski poinformował, że w trzecim numerze miesięcznika "Na marginesie" znajduje się duży wywiad z Dawidem Jackiewiczem. Poinformował również, że sygnatariusze Wrocławskiego Komitetu, którzy nie odebrali jeszcze listu z podziękowaniem od pana Jarosława Kaczyńskiego za udział w jego kampanii wyborczej na Urząd Prezydenta R.P. - będą to mogli uczynić niezwłocznie. Również osoby, które chciałyby podpisać się pod listami z kandydatami PiS-u do najbliższych wyborów samorządowych - mogły to zrobić.
            Spotkanie trwało ponad trzy godziny, było ciekawe, przebiegło w miłej i konstruktywnej atmosferze. Ja osobiście byłem z niego bardzo zadowolony. W tym miejscu chciałbym przeprosić wszystkich czytelników - którym jednak udało się dotrwać do tego miejsca niniejszej relacji - za być może zdecydowanie przydługi tekst, ale powodowany "kronikarskim" zacięciem nie chciałem się narazić na zarzut, że czyjąś wypowiedź lub jej fragment pominąłem bądź przedstawiłem w zbyt daleko idącym uproszczeniu.

 Z poważaniem - Krzysztof Kobielski.

poniedziałek, 04 października 2010 14:30

Spotkanie Wrocławskiego Komitetu 1.10.2010

Po spotkaniu Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego na Urząd Prezydenta R.P., które odbyło się w ubiegły piątek 1.10.2010 roku w auli domu katechetycznego Parafii p.w. św. Antoniego przy ul. Kasprowicza odniosłem wrażenie - zgodnie zresztą z jedną z wiekopomnych myśli wybitnego polskiego klasyka filozofii politycznej - że miało ono zarówno "plusy dodatnie jak i plusy ujemne". Ponieważ staram się pisać szczerze o tym, "co mi w duszy gra", więc z góry przepraszam, jeżeli kogoś niechcący urażę. Nie jest to moim świadomym zamiarem.

Do plusów dodatnich (i to bardzo ważnych) piątkowego zebrania należy niewątpliwie to, że się ono odbyło i dało możliwość w miarę swobodnej wymiany poglądów na temat przyszłości Komitetu w gronie osób tą przyszłością zatroskanych. Na to spotkanie Komitetu szedłem z intencją wsłuchania się w głos jego Członków. Jak do tej pory miałem okazję wsłuchiwania się w głos "grupy inicjatywnej Komitetu". Dodatkowo we wrześniu zostałem dotknięty "nieszczęściem" odbycia dość długiego urlopu, tak więc czasowo byłem wyłączony z bieżących spraw zarówno "komitetowych" jak i polskich, więc byłem ciekaw, jak "sprawy obecnie się mają".

Minusów tego spotkania - w mojej opinii - było niestety znacznie więcej. Podstawowym minusem było to, że ilość osób obecnych na spotkaniu oscylowała koło 10% wszystkich członków Komitetu. Wobec takiej frekwencji trochę trudno mówić o reprezentatywności tego gremium, mimo pełnego szacunku i uznania dla jego uczestników i ich intencji. W moim (i chyba nie tylko moim) rozumieniu spotkanie miało mieć charakter spotkania dyskusyjnego na temat dalszych losów Komitetu.
W rozesłanym do Państwa zaproszeniu na spotkanie pan Marek Delimat nakreślił jego tematykę w sposób następujący:
„Komitet … jest strukturą w pełni demokratyczną” i taką pozostanie. Nieformalna Grupa Inicjatywna jest jedynie przejściową jego reprezentacją, która jak najszybciej winna zostać zastąpiona wyłonionym w wyborach Zarządem, który otrzyma mandat do jego pełnoprawnego przedstawicielstwa. Wszelkie decyzje odnośnie statutu i form działania Komitetu powinny więc zapaść po wyborach i być efektem otwartej dyskusji. Aby naświetlić Państwu poruszane do tej pory koncepcje formuły dalszej działalności Wrocławskiego Komitetu zebrałem je poniżej w punktach, które trzeba rozważyć w trakcie najbliższego spotkania:
1.  Komitet jako niezależna i samorządna organizacja społeczna o demokratycznie wybieranej reprezentacji i podmiotowości politycznej.
2.  Komitet jako przybudówka lokalnego PiS-u, realizująca powierzane im przez partię zadania i kierowana oraz reprezentowana przez wskazanych przez PiS Członków Komitetu: np. uroczystości rocznicowe, manifestacje, odczyty – bez podmiotowości politycznej.
3.  Komitet jako kuźnia i przedsionek przyszłych działaczy partyjnych, kierowana i zarządzane bezpośrednio przez oddelegowanych przez partię Członków partii PiS  - bez podmiotowości politycznej.
4.  Komitet należy przekształcić w komórkę organizacyjną partii PiS.
Od razu szczerze wyznam, że na tym "czteropromieniowym rondzie" kierowałbym się w stronę drogowskazu oznaczonego cyfrą "1", jednakże z uzupełnieniem go o inskrypcję na temat bardzo bliskiej współpracy z Prawem i Sprawiedliwością, jednakże z zachowaniem pełnej autonomii obydwu podmiotów.

Przyznaję, że pewną "niezręcznością" okazało się to, że zebranie poprowadził, może trochę z przyzwyczajenia - skądinąd bardzo sympatyczny i wysoko przez mnie ceniony - pan Radosław Rozpędowski z PiS-u, a nie ktoś z tzw. "Grupy Inicjatywnej". Wywołało to nawet w pewnym momencie głosy protestu z sali. Niezręczne było też to, że pan Marek Delimat w pewnym momencie nie "powalczył" o przejęcie prowadzenia spotkania, aby uniknąć posądzeń o ręczne sterowanie nim (tj. spotkaniem oczywiście) przez PiS. Pan Marek tłumaczył, czym był podyktowany taki, a nie inny, rozwój sytuacji i idące za tym jego postępowanie. Jedno jest pewne: na następnym zebraniu Komitetu taka sytuacja nie może się powtórzyć i pan Marek w rozmowach kuluarowych przyznał mi rację.

Niefortunne było również to, że termin spotkania został tak ustalony, że uniemożliwił udział w nim większości osób działających w tzw. Grupie Inicjatywnej. Po części i to również było przyczyną, że grupa ta nie ujawniła się na zebraniu i nie przedstawiła wszystkim zebranym prowadzonych przez siebie do tej pory działań i projektów na przyszłość. Z pewnością Grupa Inicjatywna na następnym takim spotkaniu powinna to uczynić.

Podczas spotkania część dyskutantów zgłaszała różne bardzo ciekawe pomysły, jak np. tworzone w łonie Komitetu grupy problemowe. Tego typu pomysły były de facto wcześniej roztrząsane na spotkaniach Grupy Inicjatywnej. Jednakże najistotniejszym tematem, któremu miało być poświęcone to spotkanie, było to w jakiej formie Komitet powinien działać. W pewnym momencie jeden z panów obecnych na zebraniu zgłosił dość ciekawą propozycję przekształcenia Komitetu w stowarzyszenie. Powiedział, że ma gotowy Statut takiego stowarzyszenia i wszystkie potrzebne do jego zarejestrowania dokumenty. Propozycja wzbudziła entuzjazm części zgromadzonych. Jedno, co wzbudziło moje wątpliwości to to, że nazwiska tego pana nie znalazłem wśród sygnatariuszy Komitetu. Ale może nie dosłyszałem wyraźnie nazwiska i muszę to złożyć na karb moich problemów związanych ze słuchem i wieloletnim zbyt głośnym słuchaniem muzyki rockowej... Pan ten powiedział, że wystarczy jakieś 30 osób do stworzenia Stowarzyszenia i kto chce - będzie mógł potem się zapisać.

Uważam taki algorytm postępowania za wadliwy. Nasz Komitet ze swojego założenia jest ciałem demokratycznym, liczy około tysiąca osób i jego przyszły kształt powinien być przez wszystkie te osoby przyjęty. A jeżeli nie przez wszystkie, to przynajmniej przez ich zdecydowaną większość. Uważam, że tworzenie jakiejś elitarnej, "kadrowej" grupy jako zaczynu na początek jest niedopuszczalne. Wydaje mi się, że Komitet wogóle ma sens, jeżeli będzie nadal zrzeszał zdecydowaną większość z jego obecnych członków, ideałem wręcz byłoby, gdyby wszyscy znaleźli w nim swoje miejsce i mieli jednakowy wpływ na jego przyszły kształt.

Projekty polegające na zauczestniczeniu powstałego Stowarzyszenia w przyszłości w wyborach do władz politycznych pan Marek Muszyński określił jako nierealne, ponieważ zgodnie z Konstytucją R.P. w takich wyborach mogą brać udział wyłącznie partie polityczne. A na nową partię na obecnej scenie politycznej miejsca po prostu nie ma. Zresztą skuteczne działanie partii wiązałoby się z posiadaniem tak potężnych środków finansowych, że trudno to realnie rozpatrywać.

Pan Jurek Pietraszko opowiedział się przeciwko zbytniemu formalizowaniu działania Społecznego Komitetu twierdząc, że jest wysoce prawdopodobne, iż to będzie początkiem jego końca. Uważam, że w jego rozumowaniu jest dużo racji. Ale w jaki sposób pogodzić to z bardziej skutecznym oddziaływaniem Komitetu? Oto jest pytanie, na które wszyscy staramy się odpowiedzieć. Wybór metody musi być w pełni demokratyczny. O jednym jestem przekonany: decyzję o przyszłości Komitetu musza podjąć jego wszyscy członkowie. Nie może się to odbyć w gronie dziesięcioprocentowej jego reprezentacji.

Na spotkaniu zaproponowałem, aby było ono zaczynem dyskusji, która mogłaby toczyć się w Internecie na forum naszej strony www.wroclawskikomitet.pl. Po takiej dyskusji (np. dwutygodniowej) możnaby zwołać następne zebranie, na którym przygotowano by pod głosowanie konkretne przemyślane i w miarę przedyskutowane projekty. Parę trochę niecierpliwych osób próbowało przerywać moją wypowiedź. Czyniono to również wielokrotnie w stosunku do innych osób. To też jest kolejny przyczynek do rozmowy na temat "demokratycznej dyskusji".
Takie zachowanie w stosunku do dyskutantów uważam za niedopuszczalne.

Jedno jest pewne niewątpliwie. Następne spotkanie musi być bardzo starannie przygotowane. Powinno odbyć się w takim terminie, który umożliwiałby udział zdecydowanej większości członków. Powinni w nim koniecznie uczestniczyć panowie Marek Dyżewski i Andrzej Kisielewicz oraz inni członkowie Grupy Inicjatywnej, którzy zapoczątkowali ideę powołania Komitetu Wrocławskiego. Udział w zebraniu powinien być potwierdzony listą obecności i wydaniem mandatu każdemu uczestnikowi. Na ostatnim spotkaniu nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że przez pewien czas uczestniczyło w nim kilku gentlemanów, których fizjonomie odwoływały się do moich wspomnień z czasów stanu wojennego i pewnej nieistniejącej dziś (pod starą nazwą) Służby.

Poza tymi paroma panami nikogo nie powinniśmy po drodze zgubić. Zdaję sobie sprawę i wynikało to z wypowiedzi wielu osób, że prawie każdy ma dość rozbudowane (proszę się nie obrazić...) Ego i wolałby być raczej w Komitecie generałem niż szeregowym żołnierzem. Temu problemowi może zaradzić koncepcja pana Jurka Pietraszki.

Przypomnijmy sobie na koniec hasło wyborcze Jarosława Kaczyńskiego, które zgromadziło nas pod sztandarami walki o Wielką Sprawę. "Polska jest Najważniejsza". Tak mógłby się teraz nazywać nasz Komitet, bo choć wielu z nas wiele różni, to chyba każdy z nas podpisze się pod tym hasłem. W swoim dzisiejszym komentarzu pod sprawozdaniem z piątkowego zebrania pan Marek Delimat napisał: "dzisiaj newsem dnia lokalnych rozgłośni jest informacja o wrocławskiej koalicji POPiS". Jeżeli to miałaby być prawda - to nasze wszystkie działania wydają się nie tyle śmieszne, co tragikomiczne. Coś takiego nie mieści mi się w głowie, pomimo dość dużego rozmiaru noszonego beretu. Ale i na to pytanie otrzymamy przecież w końcu odpowiedź. I może dopiero wtedy nasz Komitet może okazać się niezbędny?

W każdym razie dyskutujmy o Komitecie. Szukajmy pomysłów na jego jak najlepsze działanie.
Dla Polski i dla nas...

Szanowni Państwo, gorąco zapraszamy na bardzo ciekawe spotkanie pt. "Polaków nie dzieli krzyż, tylko kłamstwo i manipulacja". Spotkanie rozpocznie się 13 VIII 2010 r. o godzinie 17:30 w auli na IV piętrze budynku Dolnośląskiego Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" przy pl. Solidarności 1/3/5 we Wrocławiu.
Będzie to relacja pana Marka Dyżewskiego z jego pobytu w Warszawie: obchodów 66 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego i spod Pałacu Prezydenckiego w Warszawie.
Zapraszają członkowie Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego jako kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

środa, 04 sierpnia 2010 20:53

Apel Ruchu 10 Kwietnia

Trójmiejski Społeczny Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego na Urząd Prezydenta RP przesłał nam Apel "Ruchu 10 Kwietnia", który zamieszczamy:

Postanowiłem dzisiaj uczciwie wyłuszczyć Państwu swoje - związane po części z tytułem niniejszego tekstu - motywacje. I to szczerze, do bólu, jak na spowiedzi. Wydarzenia w kwietniu tego roku doprowadziły moim - i chyba nie tylko moim - zdaniem do całkowitego zresetowania sytuacji politycznej w naszym kraju. Katastrofa rządowego samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem, w której zginął Prezydenta RP ś.p. Lech Kaczyński oraz z 95 innych osób, będących w większości luminarzami życia publicznego i politycznego naszego kraju, była wydarzeniem wstrząsającym, potwornym, wręcz nieprawdopodobnym, niemożliwym do uwierzenia.

Gdy wkrótce po katastrofie słyszałem opinie niektórych osób, że mógł to być zamach - wydało mi się to absolutnie absurdalne. Złościłem się nawet w duchu na mojego Tatę i parę znajomych osób za te twierdzenia. 10 kwietnia 2010 roku uważałem je za insynuacje. Wersja rosyjskiego zamachu, zamordowanie polskiego Prezydenta na ziemi rosyjskiej podczas obchodów 70-tej rocznicy mordu katyńskiego - wydało mi się to tak horrendalnie bezczelne, że po prostu nie mogło być prawdziwe, nie mogło być realne. Nie mieściło mi się to wtedy w głowie. Jednakże wszystko to, co następowało po 10 kwietnia 2010 roku, cały przebieg rosyjskiego "śledztwa" i haniebna decyzja Donalda Tuska o powierzeniu całego śledztwa Rosjanom - wszystko to z dnia na dzień coraz bardziej przekonywało mnie, że to nie był zwykły wypadek, że "Przyjaciele Moskale" po raz kolejny odcisnęli swoje zabójcze piętno na naszej historii.

Moim zdaniem rosnące z każdym dniem podejrzenie, a w moim osobistym przypadku przekonanie, że w XXI wieku w środku Europy jest możliwe, aby jedno państwo na swoim obszarze dokonało śmiertelnego zamachu na prezydenta drugiego państwa - w dodatku będącego członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej - samo to może doprowadzić człowieka do obłędu. A konstatacja faktu, że przywódcy całego cywilizowanego świata patrzą na to wszystko i nic w tej sprawie nie robią - ten obłęd może tylko przyśpieszyć i powiększyć. Fakt, że "polski" (od 10 kwietnia 2010 roku cudzysłów moim zdaniem jest niezbędny) rząd staje po stronie zamachowców, a polskie społeczeństwo żyruje poparcie dla polityki tego rządu w będących następstwem zamachu wyborach prezydenckich - jest to rzecz tak przygnębiająca, że z czysto logicznego punktu widzenia uzmysłowienie sobie jej wydaje się wręcz niemożliwe do zniesienia dla normalnego człowieka.

Jedyne, co mi się w tej chwili nasuwa to to, że my Polacy już nie jesteśmy normalnym, zdrowo myślącym narodem i społeczeństwem. Jako naród pozostajemy w jakimś stanie totalnej psychiatrycznej zapaści. Swego czasu bardzo podobał mi się film Milosa Formana "Lot nad Kukułczym Gniazdem" z 1975 roku oparty na fabule powieści Kena Keseya. Dziś, wspominając ten film i jego fabułę, kategorycznie uważam, że nie wolno nam tych "polskich wariatów" pozostawić samych sobie w zakładzie zwanym II RP. Nie możemy się przyglądać obojętnie ich obłędowi. Musimy działać i próbować ich ratować.

Przyśpieszone wybory prezydenckie i decyzja Jarosława Kaczyńskiego, aby w nich wystartować - nie pozostawiły mi jakiejkolwiek wątpliwości, po której stronie należy się opowiedzieć. Uważałem, że w kampanii wyborczej nie było innej alternatywy, niż poparcie Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiaj każdy, kto go popiera - po prostu głosuje za Polską. Alternatywą jest „Priwiślański Kraj” „Donka” i „Bronka” oraz całkowita wasalizacja w stosunku do wschodniego sąsiada. Po sejmowym głosowaniu w sprawie powołania międzynarodowej komisji mającej zbadać tzw. katastrofę (osobiście zdecydowanie wolę teraz trochę krótsze słowo: zamach) w Smoleńsku przekonałem się, że partia Prawo i Sprawiedliwość jako emanacja interesu narodowego Polski jest w tej chwili całkowicie osamotniona. Cała reszta sejmowej sceny politycznej to po prostu Targowica i co do tego twierdzenia nie mam najmniejszych wątpliwości. Działania rządu RP w sprawie katastrofy pokazują, że z suwerennością i polskością nie mają one nic wspólnego.

Gdy tylko dowiedziałem się o powstaniu Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego jako kandydata na Prezydenta RP - a miało to miejsce 17 maja 2010 roku - niezwłocznie wraz z moją żoną Barbarą się do niego zapisałem. Choć do tej pory jakoś bardzo aktywnie nigdy nie angażowałem się w sprawy życia politycznego - postanowiłem zacząć swoją prywatną wojnę o Polskę. Najpierw robiłem to w Internecie, między innymi na portalu www.dolnoslazacy.pl. Pierwszy swój komentarz umieściłem pod tekstem pana Marka Delimata, stając w obronie wartości patriotycznych i narodowych, które poruszył w swoim artykule. Okazało się wkrótce, że z panem Markiem zmuszeni byliśmy toczyć na "Dolnoślązakach" bezkompromisową walkę z wszelkiej maści intelektualnym lewactwem, które opanowało ten portal. Dla reprezentantów tej opcji słowo "patriotyzm" działało jak czerwona płachta na byka. Zdecydowane opowiedzenie się po stronie wartości patriotycznych i narodowych wywołało bezpardonowe ataki paru interlokutorów, z którymi z panem Markiem Delimatem prowadziliśmy intelektualną debatę. Podczas debaty ataki te przybierały w wykonaniu szczególnie jednego z dyskutantów momentami wręcz chamski charakter. Efekt finalny był taki, że wraz z nim zostaliśmy z portalu w dniu 7.06.2010 roku wyrzuceni przez redaktora prowadzącego: nasz interlokutor za chamstwo i agresję, my zaś - tak sądzimy - za poglądy i niewinność, prawdopodobnie w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Zresztą prowadząc nieubłaganą rzeczową polemikę do tego chamstwa naszego kontrdyskutanta sprowokowaliśmy, gdyż po prostu zabrakło mu racjonalnych argumentów w dyskusji. Ciekawostką, która zresztą zdumiewa, jest fakt, że redaktor naczelny, który zablokował nam dostęp do portalu, jest członkiem PiS-u (sic!). Na prośbę o wyjaśnienie swoich motywacji niestety nie był uprzejmy nawet nam odpowiedzieć. Najprawdopodobniej również z powodu braku merytorycznych argumentów.

W pewnym momencie zacząłem zdawać sobie sprawę z jałowości polemiki z kilkoma czy kilkunastoma osobami odwiedzającymi portal "Dolnoślązacy" i z bardzo ograniczonego zasięgu takich działań w ramach prezydenckiej kampanii wyborczej. Chciałem robić coś, co będzie nosiło znamiona jakiś konkretnych działań, które choć odrobinę pomogą Jarosławowi Kaczyńskiemu w jego walce o Polskę. W jednym z majowych numerów "Gazety Polskiej" w artykule redakcyjnym Tomasza Sakiewicza znalazłem zachętę do kopiowania i publikowania prawdziwych informacji z Internetu i prasy niezależnej (np. na temat katastrofy pod Smoleńskiem) i wywieszania ich w miejscach publicznych, aby jak najwięcej ludzi uzyskało do nich dostęp. Zapachniało mi to trochę "państwem podziemnym". Jeżeli media są w rękach przeciwników Prawdy - należy tworzyć własne. Trochę trawestując powiedzenie Jacka Kuronia - który nie jest zresztą bohaterem z mojej bajki - "nie palcie komitetów, tylko zakładajcie własne".

Stąd też wpadłem na pomysł wydawania własnej, prywatnej - przepraszam za niecenzuralne określenie -  "gazety wyborczej". Pierwszy jej numer ukazał się 5 czerwca 2010 roku. Do drugiej tury wyborów prezydenckich ukazało się ich siedem, a po wyborach - jeden. Forma gazetki miała nawiązywać do "bibuły" wydawanej w czasie pierwszej "Solidarności" i w stanie wojennym. Jedna czarno-biała kartka formatu A4, forma edytorska dość siermiężna, treść - mimo usilnych starań - też podobna. Głównym powodem był "chroniczny" brak czasu. Inicjatywa jednoosobowa niestety nosi często takie wady. Tytuł "Bibuła Wrocławska" nasunął mi się od razu jako jedyny wchodzący w tym przypadku w grę. Zadaniem gazetki było trafianie do zwykłych ludzi, potencjalnych, często zagubionych wyborców. Stąd też może niezbyt lotny i wysublimowany poziom pisemka. W każdym numerze starałem się też podawać adresy stron internetowych, na których można znaleźć informacje prawdziwe i rzetelne, spoza kręgu monopolistycznej propagandy koncernów typu "Agora", "ITI", "Polsat" i innych. Gazetkę kolportowałem (i nadal to czynię) gdzie się da: w autobusach, tramwajach, klatkach schodowych, hipermarketach, budynkach użyteczności publicznej i innych podobnych miejscach.

Łączny nakład gazetki do drugiej tury wyborów prezydenckich osiągnął ponad osiemset egzemplarzy. Może to niezbyt wiele, ale na więcej nie pozwolił czas, którego prowadząc działalność zawodową na własny rachunek - nigdy za wiele. Ktoś może powiedzieć, że wydawanie własnego pisemka trąci trochę wizją Wojciecha Młynarskiego z jego piosenki pod tytułem "Po co babcię denerwować". W tekście tej piosenki znalazł się fragment, cytuję: "...A dokładniej informować babci nikt nie śpieszy. Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy! Tata zasię manko w kasie miał i siedzi w kiciu, były o tym wzmianki w prasie, w "Expressie" i w "Życiu". Ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką, bowiem się drukuje dla niej osobne pisemko. Na domowej drukarence wszystko się wyłuszcza i w ogóle się babuni na parter nie wpuszcza!" Oczywiście jest to tekst humorystyczny i jego wymowa w oryginale jest nieco inna, niż w przypadku "Bibuły Wrocławskiej", jednakże ta wizja wydała mi się artystycznie bardzo atrakcyjna. Jednakowoż motywacje miałem jak najbardziej szlachetne.

Uważałem, że wybór Jarosława Kaczyńskiego na Prezydenta RP jest jedyną rozsądną alternatywą dla Polski. Uważałem też, że stworzenie zaczynu patriotycznego ruchu, którym być może jest Wrocławski Społeczny Komitet Poparcia Jarosława Kaczyńskiego jako Kandydata na Prezydenta RP i podobne komitety - jest inicjatywą piękną, wspaniałą i jak najbardziej godną poparcia. Należy tylko usilnie się starać, aby w tym ruchu skupić jak najwięcej ludzi zatroskanych o los Polski. Nie wolno zmarnować tej samorodnej pięknej inicjatywy, która pozwala ludziom podobnie myślącym - działać razem. Bo przecież - jak powiedział pewien znany skądinąd hodowca zwierzątek futerkowych - „Polska jest Najważniejsza”. Przed wyborami uważałem (i nadal tak uważam), że wybór Bronisława Komorowskiego będzie dla Polski wyborem fatalnym. Jednakże społeczeństwo polskie - a w szczególności wrocławskie - najwyraźniej jeszcze nie dorosło do tej wiedzy. I dlatego postanowiłem je nadal nękać swoimi wypocinami. Bo w końcu ktoś musi pęknąć. Albo ono, albo ja. W jakim kierunku będzie ewoluowała "Bibuła" - tego jeszcze dokładnie nie wiem. Czas pokaże. Na razie wzrosła ilość stron gazetki z dwóch do czterech. Ponieważ dotychczasowa kuracja okazała się niewystarczająca - funduję czytelnikom podwójną, "końską" dawkę. Mimo wszystko życzę ciekawej lektury...

<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>
Strona 1 z 2