Podkarpackie inicjatywy dla Polski - Apel do rodaków w kraju i Polonii za granicą o ratowanie naszej ojczyzny

Ponad trzydzieści lat temu, strajkami chłopskimi, stanęliśmy w obronie naszej czci i godności. Po trzech dekadach minionego okresu, przedstawiamy naszą ocenę rzeczywistości, w której żyjemy.
W obecnej dramatycznej sytuacji naszej Ojczyzny, zagrożone są głównie dwie dziedziny, których zniszczenie jest w stanie zniszczyć Polskę totalnie: istnieje niebezpieczeństwo rozchwiania tego ładu moralnego, w który zostaliśmy wyposażeni od chwili Chrztu Polski, równocześnie zaś dokonuje się wyprzedaży polskiej ziemi, z jej zasobami przyrodniczymi.
My, sygnatariusze i uczestnicy strajków chłopskich w Ustrzykach Dolnych i Rzeszowie z 1981r. w XXXI rocznicę Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich zgromadzeni na I Kongresie Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP w Rzeszowie w dniach 18-19 lutego 2012r., apelujemy do Rodaków w kraju i Polonii za granicą o pilne ratowanie Polski.
Powyższa propozycja, jest związana nie tylko ze słowami hymnu Marii Konopnickiej: ,,Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” i z całymi dziejami, ale jest troską wobec wydarzeń współczesnych.
Prymas kard. Stefan Wyszyński ostrzegał o groźbie zawiązywania układów międzynarodowych które zawodziły by Polskę i prowadziły do katastrofy. Ostrzegał, jeżeli rządy zaczną wydziedziczać Naród z własności państwowej i prywatnej, tj. fabryk i ziemi, przekazując je obcym, oznacza to, że Polska ma rządy zdrady narodowej i należy je bezwarunkowo zmienić, zanim Polskę przejmą obcy.
Błogosławiony Jan Paweł II powiedział w 2001 r.: ,,Stając się członkiem wspólnoty Europejskiej, Rzeczpospolita Polska nie może tracić niczego ze swych dóbr materialnych i duchowych, których za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków”.
Dlatego też, niezrozumiała jest polityka rządów w Polsce, które w następstwie „okrągłego stołu”, według wiarygodnych danych z 2011r., doprowadziły do likwidacji ponad 300 tysięcy gospodarstw rolnych i sprzedały za bezcen, w pierwszej kolejności obcokrajowcom, ponad 8400 strategicznych zakładów przemysłowych.
- Rząd Mazowieckiego i Balcerowicza (UW) od 12.09.1989 r., rządził 16 m-cy. Przygotował zbrodniczą ustawę o tzw. restrukturyzacji i prywatyzacji, która od 22 lat zabija Naród i polską gospodarkę;
- Rząd Bieleckiego (KLD) od 12.01.1991 r., rządził 11 miesięcy i 11 dni. Sprzedał obcym 1209 zakładów;
- Rząd Olszewskiego (ROP) od 23.12.1991 r., rządził 6 miesięcy i 18 dni. Sprzedał 1 zakład i dlatego został odwołany;
- Rząd Suchockiej (UD) od 11.07.1993 r., rządził 15 miesięcy i 14 dni. Sprzedał obcym 21 zakładów;
- Rząd Pawlaka (PSL) od 26.10.1993 r., rządził 16 miesięcy i 12 dni. Sprzedał 2269 zakładów;
- Rząd Oleksego (SLD) od 7.03.1995 r., rządził 14 miesięcy. Sprzedał 598 zakładów.
- Rząd Cimoszewicza (SLD) od 7.02.1996 r., rządził 20 miesięcy i 18 dni. Sprzedał 992 strategicznych zakładów;
- Rząd Buzka (AWS+UW) od 31.10.1997 r., rządził 47 miesięcy i 19 dni. Sprzedał 1311 strategicznych zakładów;
- Rząd Millera (SLD) od 19.10.2001 r., rządził 30 miesięcy i 15 dni. Sprzedał 548 strategicznych zakładów;
- Rząd Belki (SLD) od 02.05.2004 r., rządził 17 miesięcy i 29 dni. Sprzedał 477 strategicznych zakładów;
- Rząd Marcinkiewicza (PiS) od 31.10.2005 r., rządził 8 miesięcy i 15 dni. Sprzedał 271 strategicznych zakładów;
- Rząd Kaczyńskiego (PiS) od 14.07.2006 r. W okresie 15 miesięcy i 24 dni sprzedał 18 strategicznych zakładów, w tym 4 huty warte minimum 100 miliardów złotych za 380 milionów złotych, nie mówiąc o innych wartościach;
- Rząd Tuska (PO) rządzi od 7.11.2007 r. Sprzedał 724 zakłady.
Pozostało jeszcze 16 strategicznych zakładów.
Polska utraciła prawie bezpowrotnie cały majątek narodowy, zadłużenie wynosi ponad 300 miliardów dolarów amerykańskich, a autorzy i reżyserzy powyższej koncepcji, zostają wyróżniani najwyższymi odznaczeniami państwowymi, w tym ,,Orła Białego”.
Gdzie mają pracować rolnicy i ich rodziny z ponad 300 tys. zlikwidowanych gospodarstw małych i średnich ? Czy tylko w grę wchodzi emigracja zarobkowa ?
Polska w okresie tzw. transformacji poniosła większe straty niż w II wojnie światowej. Kilka milionów wykształconych i wykwalifikowanych Polaków opuściło terytorium Rzeczypospolitej w poszukiwaniu chleba. Tego zbrodniczego i haniebnego procederu dokonały wszystkie opcje partyjne zniewalające nasz Naród od zakończenia II wojny światowej, które przeniosły sztab zarządzania z Moskwy do Brukseli.
Do tego ponurego obrazu zniszczeń ekonomicznych (do budżetu trafiają obecnie podatki z niskich zarobków Polaków, bo zyski z gospodarki zbiera nowy właściciel, czyli obcy kapitał), należy przypomnieć Rodakom w kraju i za granicą, że wszystkie opcje polityczne w Sejmie i Senacie RP zaakceptowały Traktat Lizboński. W warunkach pokojowych pozbawieni zostaliśmy więc, suwerenności i niepodległości.
Czy, którykolwiek z rządów ostatnich lat przedstawił Narodowi Polskiemu sensowny program społeczno-gospodarczy rozwoju RP ?
Jaka powinna być strategia zrównoważonego rozwoju gmin w Polsce ?
Uważamy, że w imię przestrzegania konstytucyjnej zasady pomocniczości (art. 20 Konstytucji), społeczności lokalne, mają prawo być gospodarzami na własnym terenie, to znaczy mają między innymi prawo do planowania swego rozwoju w oparciu o własne zasoby przyrodnicze i ludzkie. Strategia zrównoważonego rozwoju gmin, powinna polegać na pełnym wykorzystaniu własnych zasobów naturalnych (biosfery – ludzie, zwierzęta, rośliny; atmosfery -czyste powietrze z odpowiednią ilością tlenu; hydrosfery – wody powierzchniowe stojące i płynące; litosfery – kopaliny płynne: gaz, ropa, wody geotermalne oraz kopaliny stałe, w tym energia gorących skał) poprzez budowę odpowiednich zakładów wytwórczych (a nie ich sprzedaż), zapewniających potrzebną ilość miejsc pracy, gwarantujących komfort psychiczny i fizyczny, jak też zapewniających zaopatrzenie w niezbędnie potrzebne ilości czystej energii, wody, żywności , miejsc do wypoczynku oraz rozwoju kulturowego i cywilizacyjnego tej lokalnej społeczności i jej poszczególnych rodzin.
Jest to tylko pobieżna ocena sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie polskie społeczeństwo i ogólna diagnoza Jego kondycji, tj. zdolności do uświadomienia sobie powagi zagrożeń i konieczności podjęcia środków zaradczych w celu radykalnego odwrócenia porządku spraw.
Jesteśmy świadomi, że nikt za nas Polaków nie poprawi naszego losu, poziomu bytowania i rozwoju kulturalnego. Chodzi więc o to, by wszyscy uczciwi Polacy, podjęli trudny, ale konieczny wysiłek zorganizowania się po to, aby obronić Polskę od zagrożeń, które już zaczynają godzić w jej istnienie.
Nie pozwólmy więc na: dalsze niszczenie naszej narodowości i suwerenności, likwidację patriotyzmu poprzez ograniczanie wolności słowa, likwidację polskiej własności prywatnej, gdy nie sprawdził się komunizm, likwidację rodziny jako podstawowej komórki ludzkiej, niszczenie Kościoła katolickiego i religii chrześcijańskiej i zastępowanie jej religią uniwersalną, która w oczywisty sposób kończy się satanizmem, zniszczenie dotychczasowego porządku społecznego – patologie w postaci przestępczości zorganizowanej, powszechnej korupcji, narkomani, pijaństwa i partykularnego egoizmu, domykają zbiór elementów niszczących Polski Naród.
Ponad wszystko, narodowym obowiązkiem, jest ochrona polskiej wsi i wspieranie rolników, bo rolnicy „żywią i bronią”. Historia pokazała, że przy groźbie zniszczenia przez totalitarną władzę stać nas, aby zewrzeć wszystkie siły, aby skonstruować i utrzymać państwo, w którym jesteśmy suwerenem, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie.
Dziś, w imię wiary przodków, z intencją ratowania Ojczyzny, przypominamy fragment Preambuły „KONSTYTUCJI POLSKIEJ WSI” dokumentu programowego Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP :
„W imię Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego.
W poczuciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo żywnościowe kraju,
przetrwanie i rozwój Narodu Polskiego, mając świadomość i dowody na to, że odwieczni wrogowie Polski jawnie i bezkarnie burzą fundamenty Kościoła Katolickiego, Narodu i Państwa Polskiego,
My, praojcowie stanu chłopskiego – wolni kmiecie polscy i ich potomkowie spadkobiercy ojcowizny stajemy jak nasi ojcowie – w obronie Ojczyzny, która jest w niebezpieczeństwie”.
Sygnatariusze i uczestnicy strajków Stronnictwo Ludowe ,,Ojcowizna” RP
w Ustrzykach Dln. i Rzeszowie w 1981r.
Antoni Kopaczewski Kazimierz Chorzępa Wieńczysław Nowacki
Stanisław Majdański Zdzisław Leśniak Stefan Bigos
Kazimierz Hukiewicz Franciszek Gretkowski Jan Józef Cynk
Jarosław Śliwiński Stanisław Superson Marian Daszyk
Mieczysław Domaradzki Henryk Suchora Kazimierz Leśniak
Prof. Antoni Jarosz Wojciech Jagła Roman Sroka
Bogdan Król Andrzej Michalszczak Aleksander Szura
124 uczestników I Kongresu
Rzeszów, 18-19 luty 2012r. Marian Palasz Czesław Kot
Niemiecka amnezja

Einsatzgruppen na Wschodzie. Po egzekucji Żydzi zakopują rozstrzelanych 1941 r.
Zdumiewające zjawisko ...
Na 60. rocznicę kaźni profesorów lwowskich przygotowywałam wystawę i katalog do niej. Teksty były tłumaczona na język ukraiński i niemiecki. Jeden z tekstów napisał prof. Nicieja z Opola. Opisał wydarzenia związane z "wygarnięciem" Profesorów i ich bliskich z domów przez SS i UPA i następnie "kuchnię" dokonania tej zbrodni na Wzgórzach Wuleckich. Jedna ze scen opisywała, co się działo na zaimprowizowanym "przesłuchaniu" ofiar, w tej liczbie żony jednego z Profesorów i ich osiemnastoletniego syna. Dziecko było epileptykiem. Pod wpływem bestialskiego zachowania niemieckich oprawców, pozbawiony leków, dostał ataku. SS-man, młody gówniarz, wystraszył się i zastrzelił chłopca jak psa na miejscu, a matkę zmusił do wytarcia krwi i do posprzątania "nieporządku", jaki powstał po zastrzeleniu jej jedynego syna . Oczywiście później zastrzelono i ją, wraz z innymi, ustawianymi czwórkami ofiarami, nad wuleckimi dołami.
Katalog na niemiecki tłumaczyła znakomita tłumaczka z politechniki, która jednak, dla pewności wyrazu humanistycznego, podesłała to tłumaczenie do swojej wieloletniej znajomej Niemki z Berlina, z którą współpracowały od dawna. Jakież było zdumienie mojej tłumaczki, kiedy tamta Niemka, wtedy około 50. letnia pani ( pewnie równolatka Merkel ), zerwała wieloletnią znajomość i współpracę, twierdząc, że to jest szkalowanie Niemców i że nic takiego nie mogła się wydarzyć.
Działo się to w okresie, kiedy w Berlinie pokazano w kościele vis a vis Polskiego Instytutu Kultury wystawę niemieckiego autora o roli Wermachtu [!!!] w II wojnie światowej, aż po sromotną klęskę.. Widziałam tę wystawę. Była zrobiona rzetelnie. Ze współczuciem dla ludzkiego cierpienia. Nieduża. Wzbudziła ostre sprzeciwy Niemców, którzy nie chcieli wierzyć, że taka była ich rola i historia. Przetoczyła się przez całe Niemcy fala ostrego sprzeciwu wobec pokazywanie tego rodzaju "oszczerstw".
Oczywiście mogłabym mnożyć przykłady analfabetyzmu historycznego Niemców, co do ich roli w historii Europy i Polski w XX wieku. My, Polska zresztą w ogóle bardzo mało ich interesujemy. Bardzo mało o nas wiedzą. Społeczeństwo niemieckie, nawet to z górnych rejestrów, dużo więcej wie o Ukrainie, Rosji, Turcji - o tych tradycyjnych kierunkach niemieckich wpływów i interesów, pieczołowicie pielęgnowanych i dzisiaj, więcej niż o Polsce. Naprawdę Niemcy nic prawie o Polsce nie wiedzą.
Dlaczego doszło do takiej "amnezji", co do nie tak dawnych wydarzeń z okresu II wojny światowej, której uczestnicy i świadkowie jeszcze żyją, zarówno w Niemczech, jak i w Polsce? ?
Jak prowadzona była polska polityka zagraniczna i jak dalej jest prowadzona?
Zaraz po 1989 nic się nie polepszyło. A była wtedy szansa. Ale nie miał kto tego zrobić. AWS miał inne priorytety - liberalne reformy. PiS źle się za to zabrał. PO - kompletna zdrada polskiej racji stanu. Ten śmieszny Bartoszewski i zdrajca Tusk. Inaczej trzeba było działać. Był moment, kiedy ruch należał do Polski. Nie został wykorzystany. Dzisiaj, po wejściu do UE, jest tragicznie, ale coś trzeba robić dla uzdrowienia i przywrócenia pamięci i wynikających stąd prawidłowych relacji w dniu dzisiejszym na wszystkich poziomach wzajemnych polsko-niemieckich stosunków. Przywrócić szacunek dla Polski, na który po wielokroć zasługujemy, jako naród, jako społeczeństwo i jako podmiot historii. Ale to trzeba najpierw samemu szanować Polskę, a nie być jej wrogiem, prawda Panie Tusk? Polskość, to najwspanialsza normalność. Trzeba najpierw być Polakiem, a Polskę traktować, jak OJCZYZNĘ, żeby wiedzieć, co należy zrobić. Jaka jest nasza racja stanu? Tak. Najpierw trzeba być Polakiem, żeby to wiedzieć.
http://spasowska.nowyekran.pl/post/54412,niemiecka-amnezja
Ryszard Nazarewicz
Einsatzgruppen - czołowa formacja hitlerowskiego ludobójstwa
„Nigdy jeszcze nie postawiono przed sądem 23 ludzi, którzy by odpowiadali za wymordowanie przeszło miliona swoich bliźnich” – z wyroku Amerykańskiego Trybunału Wojskowego w Norymberdze (Fall 9 – kwiecień 1948)
Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei – tę nazwę przywódcy hitlerowskich Niemiec nadali specjalnej formacji stworzonej przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt), składającej się z oddziałów przeznaczonych do „zwalczania na zapleczu wojsk działających w kraju nieprzyjacielskim wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich”. Takie zasady określiły wytyczne dla tej formacji ustalone przez Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych Wehrmachtu (OKH – szef gen. Walther von Brauchitsch) oraz szefa Sicherheitspolizei i SD (policji i służby bezpieczeństwa) i jednocześnie szefa Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) SS-Obergruppenführera Reinharda Heydricha 31 lipca 1939 roku, a więc na miesiąc przed najazdem na Polskę. Z innych dokumentów tych instytucji, a także z wypowiedzi Hitlera, marszałka Wilhelma Keitla i innych wodzów III Rzeszy wynikało, że do głównych zadań tworzonych Einsatzgruppen miało należeć zabijanie Polaków i Żydów, a zwłaszcza inteligencji. Służyły temu również opracowane przez RSHA, a uzupełniane przez volksdeutschów z prohitlerowskich organizacji działających w Polsce, listy proskrypcyjne osób, które należało uwięzić w pierwszej kolejności.
Plany władców III Rzeszy wobec ludności Polski skonkretyzował Hitler na naradzie w Obersalzbergu 22 sierpnia 1939, stwierdzając między innymi, że „rozwiązanie kwestii wschodniej” wymaga zniszczenia Polski. Dla uzyskania potrzebnej Niemcom przestrzeni życiowej (Lebensraum) niezbędna jest „fizyczna zagłada ludności pochodzenia polskiego, aby tego dokonać, Wehrmacht musi być bezlitosny”.
Przywódcy Niemiec hitlerowskich swoich dalekosiężnych planów oczywiście nie ogłaszali. Ich realizację miało ułatwić utrzymywanie przeznaczonych na zagładę narodów w nieświadomości ich przyszłego losu, co do pewnego czasu się udawało. Niemniej jednak bardziej dalekowzroczni politycy polscy, od dawna i głębiej rozumiejący istotę faszyzmu i rasistowskiej doktryny hitleryzmu, wskazywali na rozmiary niebezpieczeństwa grożącego społeczeństwu polskiemu i całej ludzkości. Potwierdzeniem ich przestróg okazały się już pierwsze działania hitlerowskich najeźdźców we wrześniu 1939 roku – wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej jako formy zemsty na bezimiennych mieszkańcach za straty, jakie najeźdźcy ponosili z rąk bohatersko broniących się wojsk polskich, brutalny stosunek do ludności cywilnej i mordowanie jej pod byle jakim pretekstem, jak np. w Warszawie. Realizację tych planów powierzono zarówno Wehrmachtowi, jak i specjalnym ruchomym jednostkom policyjno-gestapowskim – Einsatzgruppen – grupom operacyjnym (dalej w skrócie EGr.).
W ostatnich dniach sierpnia 1939 utworzono w Wiedniu, Opolu, Wrocławiu, Drawsku i Olsztynie 5 Grup Operacyjnych (Einsatzgruppen), którym nadano oznaczenia od I do V i przydzielono do poszczególnych dowództw armii uderzających na Polskę. Na ich czele stali kolejno: SS-Brigadeführer Bruno Streckenbach, SS-Obersturmbannführer Emanuel Schäfer, SS-Brigadeführer Lotthar Beutel, SS-Obersturmbannführer Hans Fischer i SS-Brigadeführer Ernst Damzog. Przeważnie byli to wysokiej rangi członkowie SS, szefowie policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei – Sipo) i tajnej policji państwowej – gestapo – w poszczególnych prowincjach III Rzeszy. Einsatzgruppen liczyły wtedy w sumie ok. 3000 ludzi – funkcjonariuszy Sipo, gestapo, policji kryminalnej (Kripo) i SS, a później także miejscowych hitlerowców. Formacjom tym, które określa się niekiedy jako „bataliony” lub „brygady śmierci”, nadano kryptonim „Tannenberg”, co miało symbolizować niemiecki odwet za klęskę pod Grunwaldem w 1410 roku.
Te oddziały śmierci posuwały się w głąb Polski zaraz po oddziałach Wehrmachtu. Terenem ich działania było Krakowskie (EGr. I), Częstochowa i Radom (EGr. II), Pomorze i Białostockie (EGr. III), Kępno, Kalisz, ?ódź (EGr. IV), płn. Mazowsze (EGr. V). Ponadto 3 września Himmler powołał do działania na Śląsku grupę operacyjną i specjalnego przeznaczenia (Einsatzgruppe zur besonderen Verwendung) pod dowództwem SS-Obergruppenführera Udo von Woyrscha (prezydenta policji w Gliwicach), a 12 września we Frankfurcie nad Odrą Einsatzgruppe VI pod dowództwem SS-Oberführera Ericha Naumanna celem działania w Wielkopolsce. Einsatzgruppen składały się z szeregu mniejszych grup (Einsatzkommando i Sonderkommando – w skrócie EK i SK), ale niektóre z nich działały samodzielnie, np. Einsatzkommando 16 dowodzone przez szefa gestapo w Gdańsku Rudolfa Trögera, obejmujące tereny polskiego Wybrzeża i Pomorza Gdańskiego.
Na podstawie decyzji Hitlera Einsatzgruppen oraz szefowie wkraczających do Polski innych jednostek policyjnych mieli prawo do natychmiastowego – nawet bez wprowadzonych jednocześnie policyjnych sądów doraźnych – rozstrzeliwania na miejscu wszystkich podejrzanych o stawianie oporu, tzw. insurgentów. W praktyce rozstrzeliwano wszystkich Polaków podejrzanych o wrogość wobec Niemców, a także Żydów. Jak obliczono, we wrześniu 1939 r. przeprowadzono 522 egzekucji, w których uśmiercono 11 000 osób, a w październiku w 99 egzekucjach 4200 osób. Według dokładnych obliczeń ofiarami Einsatzgruppen, a także Wehrmachtu i policyjnych sądów doraźnych padło 16 336 osób cywilnych, Polaków i Żydów, w tym obrońcy Śląska, Poczty Gdańskiej, mieszkańcy Bydgoszczy, gdzie Einsatzgruppe I rozstrzelała ok. 400 Polaków, Częstochowy, gdzie 3 i 4 września zamordowano 277 osób, w tym 25 kobiet i 8 dzieci. W Złoczewie (Sieradzkie) zabito ok. 200 Żydów, pod Pułtuskiem 80, w Przemyślu 600. Rozstrzeliwań Żydów dokonywano m.in. na podstawie rozkazu Heydricha z 21 września 1939, w którym nakreślił perspektywę „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej (Endlösung)”, realizowaną później. Niemały udział w tych zbrodniach miały formacje tzw. samoobrony (Selbstschutz), złożone ze zhitleryzowanych volksdeutschów, ściśle powiązane z Einsatzgruppen.
Już w czasie pierwszych dni wojny władcy III Rzeszy nakazali zniszczenie polskiej warstwy kierowniczej, m.in. 8 września 1939 Heydrich stwierdził na naradzie personelu kierowniczego Sipo i SD: „Przodujące warstwy ludności w Polsce winny być w miarę możliwości unieszkodliwione. Pozostałe, niższe warstwy ludności nie otrzymają specjalnych szkół, i zostaną w jakiejś formie dyskryminowane”. W tym celu szefowie Einsatzgruppen mieli sporządzić dodatkowe listy proskrypcyjne Polaków uznanych za „warstwę kierowniczą” do likwidacji do dnia 1 listopada 1939, co Heydrich powtórzył na odprawie 16 października. Znalazło to wyraz w tzw. akcji A–B (Allgemeine Befriedungsaktion), której ofiarą padło kilka tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji.
Akcję tę – rozpoczętą przez Einsatzgruppen – kontynuowały stacjonarne urzędy, komendy i placówki Sicherheitspolizei i SD (w ich składzie główną rolę odgrywało gestapo), które kontynuowały działalność i przejęły kadry Einsatzgruppen i podległych im oddziałów, już po formalnym zakończeniu ich funkcji, na podstawie rozkazu Heydricha z 20 listopada 1939. Wynikiem tej akcji było kilkadziesiąt tysięcy ofiar do końca 1939 roku. Jak podał szef zachodnioniemieckiej centrali dla zbadania zbrodni III Rzeszy dr Adalbert Rückerl – było ich 60–80 tysięcy.
Za formalną aprobatą Hitlera, w wyniku takich i innych działań ludność okupowanej Polski miała przekształcić się w „pozbawiony przywództwa lud roboczy”, który „będzie corocznie dostarczać Niemcom robotników sezonowych i robotników do specjalnych przedsięwzięć (drogi, kamieniołomy, budowle)”.
Jak stwierdził Heydrich w swym późniejszym sprawozdaniu dla Himlera z 2 lipca 1940 roku, Einsatzgruppen „na podstawie uprzednio przygotowanych danych przeprowadzały aresztowania, konfiskaty i zabezpieczenie ważnego materiału politycznego, zadając silne ciosy wrogom Rzeszy spośród emigracji, żydostwa, przeciwnikom polityczno-kościelnym, jak również II i III Międzynarodówce”.
Przytoczono tu tylko niektóre dane z dokumentacji znajdującej się w Archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, częściowo opublikowane m.in. przez Kazimierza Leszczyńskiego w 1971 r. w Biuletynie GKBZHwP (t. XXII).
Decyzją Hitlera Wielkopolskę, Pomorze, Śląsk i Zagłębie, dużą część ziemi łódzkiej i Mazowsza inkorporowano do Rzeszy. Po wysiedleniu stąd Polaków miały się one stać krajem czysto niemieckim. Z reszty ziem Polski Centralnej i Południowej (ziemie wschodnie zająłby wówczas Związek Radziecki) utworzono tzw. Generalne Gubernatorstwo (GG), którego wielkorządcą Hitler mianował Hansa Franka.
Wytyczną dla utworzonego na bazie Einsatzgruppen aparatu policyjno-gestapowskiego działającego w okupowanej Polsce było m.in. przemówienie Himmlera wygłoszone 15 marca 1940 r.: „głównym i najważniejszym zadaniem jest wykrycie wszystkich przywódców polskich, aby można było ich unieszkodliwić. [...] Fachowców pochodzenia polskiego wykorzysta się w naszym przemyśle wojennym. Potem znikną wszyscy Polacy ze świata. [...] Głównym zadaniem jest zniszczenie wszystkich Polaków [alle Polen zu vernichten]”. Miało również nastąpić „całkowite wygaśnięcie pojęcia Żydów”. Na podstawie tych i wielu innych wytycznych i rozkazów metodą działania przekształconego z Einsatzgruppen aparatu Sipo i SD stały się masowe aresztowania Polaków i Żydów, mordowanie zakładników i tysięcy innych niewinnych ludzi, akcja masowych wysiedleń połączonych ze znęcaniem się i grabieżą dobytku, polowań na ludzi do pracy niewolniczej w Niemczech, segregacji rasowej, zakładania gett i wyniszczania ludności żydowskiej. Terror, tj. działania wzbudzające powszechne zastraszenie i grozę, stał się podstawową metodą polityki okupantów hitlerowskich w Polsce, ich głównym sposobem rządzenia. W stosunku do narodów podbitych spełniał on różnorakie funkcje, przede wszystkim zaś doraźną funkcję eksterminacyjną.
Równolegle przygotowywano w RSHA dalekosiężne plany eksterminacji narodu polskiego w oparciu na idei Hitlera wyrażonej m.in. w Obersalebergu 22 sierpnia 1939. Jeszcze przed uderzeniem na ZSRR Hitler zapowiedział Hansowi Frankowi, iż „z Polski uczyni w ciągu 15–20 lat kraj czysto niemiecki”.
W okresie największych sukcesów niemieckich, w drugiej połowie 1941 i w 1942 r. w wydziale III B RSHA pracowano nad kolejnymi wersjami planu pod nazwą Generalplan Ost. Według wariantu tego planu z kwietnia 1942 r. 80–85% Polaków, 75% Białorusinów, 65% Ukraińców i innych Słowian – ogółem 31 milionów ludzi – miało zostać przesiedlonych na Syberię, pozostałych zaś –14 milionów – miano wymordować lub zgermanizować.
Terytoria opróżnione po wysiedleniu Polaków i innych narodów słowiańskich miano zasiedlić przez Niemców. Gdyby okazało się ich zbyt mało, na tych przestrzeniach miano osiedlić także Duńczyków, Norwegów, Holendrów i przedstawicieli innych narodów germańskich, a po zwycięstwie Niemiec także Anglików. Natomiast wszystkich Żydów miano „wyeliminować” jeszcze w czasie wojny, przed spodziewanym zwycięstwem Niemiec, w ramach tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Projekt ten, obejmujący wszystkie kraje europejskie okupowane lub będące pod wpływem Niemiec, został przestawiony przez władze III Rzeszy 20 stycznia 1942 w Wannsee pod Berlinem na konferencji z udziałem przedstawicieli 21 państw związanych z III Rzeszą lub zależnych od niej. Z niemiecką dokładnością ustalono plan wymordowania 11 milionów żyjących tam jeszcze mężczyzn, kobiet i dzieci pochodzenia żydowskiego. Obecny tam przedstawiciel rządu GG z Krakowa, sekretarz stanu dr Josef Bühler plan ten nie tylko akceptował, lecz domagał się jak najszybszej eliminacji Żydów z GG, gdyż – jego zdaniem – Żydzi stanowią tam duże niebezpieczeństwo jako nosiciele epidemii i pokątni handlarze.
Wstępem do tego miała być segregacja „rasowa”, mająca na celu izolowanie od społeczeństwa polskiego ludzi uznanych przez władze hitlerowskie za Żydów, niezależnie od ich narodowości i wyznania, tylko na podstawie przynależności religijnej ich przodków. Osadzono ich w zamkniętych dzielnicach, gdzie poddawano ich stopniowemu unicestwianiu przez głód i choroby przy jednoczesnym niszczeniu ich odporności psychicznej i aktywności życiowej.
Dotychczasowy sposób zabijania przez masowe rozstrzeliwanie postanowiono zastąpić metodami „przemysłowymi” przez wytrucie ludzi w komorach gazowych. Już 8 stycznia 1942 rozpoczął działanie obóz śmierci w Chełmnie nad Nerem, 17 marca w Bełżcu, od kwietnia w Sobiborze, od czerwca w Treblince oraz komory gazowe we wcześniej zorganizowanych obozach Auschwitz-Birkenau (w Oświęcimiu), Majdanku i innych. W okresie sukcesów niemieckich na froncie wschodnim w 1942 r. zginęły w komorach gazowych ok. 2 miliony obywateli polskich oraz innych krajów, przede wszystkim Żydów, a także 26 tysięcy Cyganów. Pozostawionych na razie przy życiu ok. 350 tysięcy Żydów w gettach szczątkowych i specjalnych obozach pracy SS niemal całkowicie wymordowano w latach 1943–1944. Wojnę przeżyło ok. 120 tysięcy, głównie przy pomocy Polaków, którzy czynili to mimo śmiertelnego zagrożenia. Ocalało też ok. 20 tysięcy Cyganów, głównie dzięki ucieczkom do Węgier i Rumunii.
Nasilenie terroru w stosunku do ludności polskiej, szerokie zastosowanie metody publicznych egzekucji zbiorowych, których ofiarą padali często ludzie przypadkowo schwytani na ulicach, w domach, kościołach itp., fala obław, polowań na ludzi, masowa grabież mienia i żywności – wszystko to umacniało w społeczeństwie polskim świadomość zagrożenia zagładą i konieczności zbrojnej samoobrony. Los Żydów przekonywał, iż przywódcy Rzeszy Niemieckiej zdolni są do dokonania masowego mordu na całych narodach, w zależności od odpowiednich warunków politycznych i technicznych, rezygnując przy tym nawet z dotychczasowych korzyści ekonomicznych płynących z niewolnictwa.
Przekonanie to stało się bodźcem do powstania w Polsce szerokiego ruchu antyhitlerowskiego – ruchu oporu, przejawiającego się w różnych strukturach organizacyjnych i różnych formach, takich jak opór cywilny, sabotaż, a zwłaszcza walka zbrojna, która okazała się najbardziej skutecznym sposobem przeciwstawiania się terrorowi i ludobójczym planom okupanta. Wykazała to m.in. kontrakcja polskich organizacji wojskowych na prowadzoną w okrutnej formie akcję wysiedleńczą na Zamojszczyźnie, która miała zapoczątkować uczynienie z Generalnego Gubernatorstwa „niemieckiego obszaru osiedleńczego”.
Potwornej fali zbrodni hitlerowskich nie mogły zahamować oświadczenia, odezwy i groźby rządów państw koalicji. Rządowi gen. Sikorskiego udało się po czterech miesiącach starań uzyskać ogłoszenie w kwietniu 1940 roku wspólnej odezwy rządów Anglii, Francji i Polski „Do sumienia Świata”, piętnującej zbrodnie dokonane w Polsce i zapowiadającej odpowiedzialność za to władz Rzeszy. Władze te, rozzuchwalone sukcesami swej armii i podbojami kolejno Danii, Norwegii, Belgii, Holandii, Francji, a później Jugosławii i Grecji – zlekceważyły te ostrzeżenia i protesty. Przygotowywały też następne wielkie uderzenia na Związek Radziecki, w którym specjalne, ludobójcze działania miały wykonać ponownie utworzone brygady śmierci Einsatzgruppen.
Hitlerowskiej polityce terroru i ludobójstwa i przeciwdziałaniu jej przez polski ruch oporu poświęcono setki prac naukowych (z fundamentalnymi pracami prof. Czesława Malajczyka na czele) oraz tysiące różnego rodzaju publikacji książkowych i prasowych. Szersze niż skrótowe omówienie tych problemów wykraczałoby poza ramy niniejszej publikacji.
Sukcesy wojenne Niemiec, ich kolejne podboje w Europie, przy stosunkowo niewielkim nasileniu oporu zbrojnego w krajach podbitych, rozzuchwalały przywódców III Rzeszy i sprzyjały snuciu i po części także realizowaniu przez nich planów panowania nad światem i zniszczenia opornych i niepożądanych narodów i społeczeństw.
W grudniu 1940 roku Hitler podjął decyzję o uderzeniu na Związek Radziecki. 18 grudnia Naczelne Dowództwo Wehrmachtu (OKW) rozpoczęło przygotowania do tego w postaci planu „Barbarossa”. Celem tego i innych planów agresji było militarne podbicie tego państwa, rozczłonkowanie go i skolonizowanie. Ludność zajmowanych terenów miała stanowić rezerwuar sił roboczych dla Rzeszy Niemieckiej, a znaczna jej część miała zostać fizycznie zniszczona.
Realizacja takich i innych „zadań specjalnych” została powierzona zgodnie z dyrektywą szefa OKW feldmarszałka Wilhelma Keitla z 13 marca 1941 r. „führerowi” SS i policji niemieckiej Heinrichowi Himmlerowi i podporządkowanym mu formacjom, z RSHA na czele. 25 marca 1941 r. doszło do porozumienia szefa RSHA Heydricha z Naczelnym Dowództwem Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres – OKH) o współdziałaniu ich formacji przy wykonywaniu „zadań specjalnych” po wkroczeniu na zajmowane tereny ZSRR. Zgodnie z tym porozumieniem do poszczególnych Grup Armii zostały przydzielone ruchome Grupy Operacyjne (Einsatzgruppen) policji bezpieczeństwa w sile 800–1200 ludzi – gestapowców, żandarmów, policjantów itp., dzielące się na Oddziały Operacyjne (Einsatzkommando – skrót EK lub EKDO) i Oddziały Specjalne (Sonderkommando – SK), których łącznie było 18.
I tak: do Grupy Armii „Północ” dowodzonej przez feldmarszałka Wilhelma von Leeba, mającej uderzyć na kraje bałtyckie i Leningrad została przydzielona EGr. A z SS-Brigadeführerem Walterem Stahleckerem na czele. Gdy zginął z rąk partyzantów 23 marca 1942 r., jego następcą został SS-Standartenführer Heinz Jost.
Do grupy Armii „Środek” feldmarsz. Fedora von Bocka nacierającej na Białoruś i Moskwę przydzielono EGr. B, dowodzoną przez SS-Gruppenführera Artura Nebe.
Do Grupy Armii „Południe” feldmarsz. Gerda von Rundstedta przydzielono EGr. C na czele z SS-Brigadeführerem Otto Raschem. Miała ona działać na Ukrainie. Natomiast południową część Ukrainy oraz Krym po północny Kaukaz miała „oczyścić” EGr. D na czele z SS-Gruppenführerem Otto Ohlendorfem, przydzielonym początkowo do 11 Armii.
Specjalnym rozkazem Himmlera utworzono szereg dalszych oddziałów specjalnych spośród sił policyjno-gestapowskich działających dotąd w Generalnym Gubernatorstwie i Prusach Wschodnich; i tak np. do Białegostoku, natychmiast po zdobyciu tego miasta, skierowano EK złożone z 50 warszawskich gestapowców dowodzonych przez SS-Obersturmführera Wofganga Birknera. Do Lwowa udało się 150 gestapowców sformowanych w Krakowie pod dowództwem komendanta policji bezpieczeństwa i SD w GG SS-Oberführera Eberharda Schöngartha, a 30 gestapowców z Lublina udało się na Wołyń. Ponadto do zachodniej części Litwy, tj. do Kłajpedy, Kretyngi i Połągi udała się Grupa Specjalna z Olsztyna i Tylży, a także z wcielonych w 1939 r. do Rzeszy Suwałk, która rozpoczęła akcję od Augustowa.
Grupy te działały przez kilka tygodni, po czym większość z nich wróciła na tereny swojej wcześniejszej działalności. Ich dzieło przejęły w całości sformowane centralnie Einsatzgruppen.
Koncepcja Einsatzgruppen oparta była na wypróbowanych w Polsce metodach działania i kadrach, z tym że ich działalność terrorystyczna miała uzyskać znaczne rozwinięcie w postaci masowych rozstrzeliwań ludzi uznanych przez nich za komunistów, inteligencji oraz wszystkich Żydów.
W maju i czerwcu 1941 przeszkolono kadrę dowódczą Einsatzgruppen w Pretzsch nad ?abą i Düben w Saksonii. Instruowali ich Heydrich i szef personalny RSHA Streckenbach. Wskazówką dla ich działalności eksterminacyjnej w stosunku do ludności cywilnej i jeńców wojennych były m.in. wytyczne OKW z 19 maja 1941. Zaczynały się od słów: „Bolszewizm jest śmiertelnym wrogiem narodu niemieckiego […] Walka z nim wymaga bezwzględnego i energicznego działania przeciwko bolszewickim agitatorom, dywersantom, sabotażystom, Żydom i doszczętnego wytępienia wszelkiego oporu – czynnego lub biernego”.
Aparat propagandowy Goebbelsa zapewniał odpowiednie uzasadnienie dla mordów dokonywanych na ludności cywilnej i jeńcach. Goebbels nazwał Rosjan „zbiorowością zwierzęcą”, a Żydów „podludźmi” (Untermenschtum). Armię Czerwoną przedstawiono jako „czerwone hordy z azjatyckich stepów” lub „ludzkie stada”, komunistów zaś jako „zbrodniarzy i zbór żydowski”, który należy zgładzić.
Wyszkolenie przyszłych masowych morderców i nasycenie ich odpowiednią propagandą przyniosło wkrótce straszliwe rezultaty. Ich odbiciem są sprawozdania zbiorcze sporządzane w RSHA na podstawie meldunków poszczególnych Einsatzgruppen, pod nazwą Ereignismeldungen UdSSR (meldunki o wydarzeniach dot. ZSRR), rozsyłane według rozdzielnika w 50 egzemplarzach m.in. dla Himmlera, Heydricha, dowódców SS i policji w prowincjach Rzeszy i krajach przez nie okupowanych. Zachowane są w Archiwum Federalnym (Bundesarchiv) w Koblencji. Jest tam 195 raportów zbiorczych na 2579 kartach datowanych od 23 czerwca 1941 do 24 kwietnia 1942, rozsyłanych początkowo codziennie, a później co 2–3 dni.
Od 1 maja 1942, gdy ruchome Grupy Operacyjne przekształciły się w stacjonarne komendy Sipo i SD, ich raporty zbiorcze z okupowanych obszarów na wschodzie (Meldungen aus den besetzten Ostgebieten) rozsyłano co tydzień. W Koblencji jest 55 takich raportów, liczących 1668 kart. W sumie więc trzeba było przejrzeć 4247 kart. Jest oczywiste, że w niniejszej publikacji – zgodnie z jej tytułem – można było tylko krótko zrelacjonować ten zasób dokumentów i przytoczyć niektóre fragmenty o działalności Einsatzgruppen.
Innym istotnym źródłem jest wyrok w procesie Einsatzgruppen przed amerykańskim Sądem Wojskowym w Norymberdze, odbytym pomiędzy 25 lipca 1947 i 10 kwietnia 1948, opublikowany w opracowaniu Kazimierza Leszczyńskiego i Siegmara Quilitzscha w 1963 r. w Berlinie pt. Fall 9 i w tymże roku w Polsce w opracowaniu i tłumaczeniu Szymona Datnera, Janusza Gumkowskiego i Kazimierza Leszczyńskiego w XIV tomie Biuletynu Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.
Lektura tych dokumentów musi wstrząsnąć każdym, kto je czyta. Sędziowie amerykańscy stwierdzili wówczas: „Mamy tu do czynienia z udziałem w zbrodni o niespotykanej nigdy dotąd brutalności i o takim niepojętym okrucieństwie, że umysł wzdraga się przed wyobrażeniem sobie tego, a wyobraźnia zawodzi przy rozważaniu takiego upodlenia, jakiego ludzka mowa nie jest w stanie wyrazić”. I dalej: „W wielkim smutku, lecz pełni nadziei przystępujemy do przedstawienia tej rozmyślnej rzezi miliona niewinnych i bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci”, dokonanej przez „ponure bandy w postaci Einsatzgruppen, które licząc ok. 3000 ludzi zamordowały w ciągu niespełna dwóch lat co najmniej 1 milion ludzi”.
Sąd amerykański dysponował meldunkami Einsatzgruppen, nieraz przytaczał je w uzasadnieniu wyroku i przy tym stwierdzał: „Każda niemal strona tych sprawozdań ocieka krwią i jest otoczona żałobną obwódką tragedii i rozpaczy”.
Meldunki dzienne i sprawozdania Einsatzgruppen zawierają szczegółowe dane i opisy popełnionych przez nie zbrodni. W myśl rozkazów Hitlera i Heydricha, ofiarami rozstrzeliwań na okupowanych terenach byli zakładnicy brani spośród ludności cywilnej, a także ludzie uznani za komunistów i współpracowników władz radzieckich, inteligenci i inne elementy „niepożądane”, a wśród nich psychicznie i nieuleczalnie chorzy, jednostki „aspołeczne, politycznie zakażone, małowartościowe pod względem rasowym”, Cyganie, mówiący po tatarsku Krymczacy (szczep tatarski wyznający religię mojżeszową), wszyscy Żydzi. Ofiarą mordów padali także miejscowi Polacy, m.in. na Wołyniu, Białostocczyźnie, w Nowogródzkiem i Lwowskiem, o czym będzie mowa niżej.
W pierwszych tygodniach wojny w meldunkach RSHA o działalności Einsatzgruppen sporo miejsca zajmowały informacje o wyczynach grup policyjno-gestapowskich wydelegowanych z Warszawy, Krakowa, Lublina i Prus Wschodnich (o których już wspomniałem). Ich dziełem były tysiące ofiar na terenach bliskich granicy z 1941 roku. M.in. do 11 lipca 1941 gestapowcy z Tylży rozstrzelali 1743 osób, w tym 316 w Augustowie. W Białymstoku już 27 czerwca, przy udziale 322 batalionu policji niemieckiej, spalono 700 Żydów w synagodze, rozstrzelano dalszych 2000 oraz 300 poza miastem, dalszych 194 zaś w dniu 9 września. W Grajewie rozstrzelano 650 Żydów, w Szczuczynie 800 Żydów i ludzi uznanych za komunistów. Niezadowolenie szefa EGr. SS-Gruppenführera Artura Nebe wywołał fakt, iż do 13 lipca 1941 jego podkomendni zamordowali w Grodnie i Lidzie „tylko” 96 Żydów. „Wydałem rozkaz, aby działano tu bardziej intensywnie” – meldował Nebe. Rozkaz wykonano.
Jak zapisał dowódca 322 batalionu policji niemieckiej (sformowanego w Wiedniu) major Nagel w dzienniku wojennym, jego podkomendni rozstrzelali w Białymstoku w dniach 6–17 lipca 105 osób cywilnych, głównie Żydów i Polaków. Później batalion ten działał w rejonie Białowieży pod bezpośrednim nadzorem dowódcy SS i policji „Russland-Mitte” SS-Gruppenführera Ericha von dem Bacha, gdzie do 22 sierpnia zabił 359 Żydów, a następnie wyruszył dalej, mordując, na Białoruś i Smoleńszczyznę.
W Brześciu – jak meldował dowódca sformowanej w Generalnym Gubernatorstwie Grupy Operacyjnej Specjalnego Przeznaczenia SS-Oberführer Eberhard Schöngarth – zabiła ona do 9 września 1941 1317 Żydów i komunistów. W ?omży i okolicach mordowała i organizowała pogromy grupa gestapowców z Ciechanowa i Płocka dowodzona przez Hermana Schapera (wg Anny Bikont). Działał tu m.in. przybyły z gestapo w Suwałkach SS-Hauptsturmführer Waldemar Macholl.
Równocześnie na zajmowane tereny przybywały Einsatzgruppen utworzone przez RSHA. 25 czerwca weszła do Kowna Grupa A dowodzona przez SS-Brigadeführera Waltera Stahleckera. Inspirowani i częściowo uzbrojeni przez niego tzw. „partyzanci litewscy” już tej samej nocy zamordowali 1500 Żydów, a w ciągu pogromu trwającego przez kilka następnych dni dalszych 2300, a więc w samym Kownie 3800. 28 czerwca przybyło do Kowna Einsatzkommando 10 SS-Sturmbannführera dr. Ericha Ehrlingera, który utworzył z „partyzantów” 5 batalionów litewskiej policji pomocniczej. Terenem masowych mordów był odtąd w Kownie Fort VII, gdzie – jak wynika z raportu dowódcy EK 3 SS-Standartenführera Karla Jägera – do listopada 1941 zamordowano 23 203 ludzi, w tym jednego dnia – 9 października – 9200.
W Wilnie litewscy „partyzanci” inspirowani przez Stahleckera do 23 lipca 1941 zabili 7620 Żydów i komunistów. Odtąd – jak zapewnił w meldunku Stahlecker – będzie się likwidować ich rękami po 500 osób dziennie, przeważnie w Ponarach pod Wilnem. Już 19 września Jäger meldował, że wspólnie z oddziałami litewskimi zabito tam w sumie 85 000 Żydów.
Na ?otwie działała EK 2 dowodzona przez Edwarda Straucha. Według jego meldunku z 15 lipca 1941 rozstrzelała ona w Rydze 3900 Żydów, w Dynaburgu 1150, w Mitawie wszystkich Żydów – 1550. Ogółem na ?otwie do 10 listopada zabito 31 598 Żydów oraz spalono dwie wsie za współpracę z partyzantami radzieckimi.
W Estonii Sonderkommando 1a do 14 stycznia 1942 zabiło wszystkich tamtejszych Żydów – o czym triumfalnie zameldował jego dowódca dr Martin Sandberger.
Ogółem Einsatzgruppe A rozstrzelała na terenie Litwy, ?otwy, Estonii i płn. Białorusi do końca 1941 roku 214 450 Żydów. 23 marca 1942 z rąk partyzantów radzieckich zginął Stahlecker. Po nim funkcję przejął SS-Brigadeführer Heinz Jost. Morderstwa trwały, objęły one także Żydów przybywających do gett utworzonych w Rydze, Kownie, Wilnie i innych miastach z Niemiec, Holandii i innych krajów okupowanych przez III Rzeszę.
Dnia 5 lipca 1941 przybyła do Mińska Einsatzgruppe B dowodzona przez Artura Nebe. Do 29 lipca zamordowała ona w Mińsku 1050 Żydów, komunistów i Azjatów. Dziennie zabijano po 200 ludzi. M.in. w rasistowskim szale zamordowano w Mińsku 733 ludzi o „azjatyckim wyglądzie”. Nie przeszkodziło to w późniejszym tworzeniu z jeńców pochodzących z Azji tzw. legionów: turkiestańskiego, azerbejdżańskiego, kałmuckiego, tatarskiego itp. W Słucku przy udziale litewskich „partyzantów” zabito 10 rodzin uchodźców żydowskich z Polski. Ogółem zaś EK 8 (dowódca dr Otto Bradfisch) i EK 9 (dowódca dr Albert Filbert) zamordowały na Białorusi do 13 września 23 804 ludzi, w tym wszystkich Żydów z gett w Słucku, Witebsku, Mohylowie i innych miastach. Do 14 listopada EGr. B uśmierciła 45 467 osób. Niektóre meldunki EGr. B porażają swoim cynizmem, np. wymordowanie wszystkich Żydów w Gorodku, Newlu i Janowiczach (łącznie 2019) uzasadniono troską o zapobieżenie niebezpieczeństwu „zarazy”, „świerzbu” itp.
Na dzień przed wkroczeniem wojsk niemieckich Einsatzgruppen do Lwowa grupy bojowe ukraińskich nacjonalistów z obydwóch odłamów OUN (Bandery i Melnyka) rozpoczęły 27 czerwca akcję powstańczą przeciwko wycofującym się wojskom radzieckim, krwawo przez nie stłumioną. W 3 dni później wkroczył do Lwowa utworzony przez Abwehrę i jej przedstawiciela prof. Teodora Oberländera składający się z nacjonalistów ukraińskich batalion „Nachtigall” z Romanem Szuchewyczem (późniejszy dowódca UPA „Czuprynka”) na czele. Nastąpił pogrom Żydów i Polaków, gdy w dniach 1–6 lipca zabito 3000 niewinnych ludzi głosząc, iż jest to odwet za zamordowanie przez NKWD licznych więźniów. Udział w tym brała EK 5 dowodzona przez Erwina Schulza oraz gestapowcy z Krakowa.
W dniu 2 lipca trzech gestapowców aresztowało b. premiera RP prof. Kazimierza Bartla, który 26 lipca został rozstrzelany na specjalny rozkaz Himmlera. W nocy 3 na 4 lipca grupy gestapowców, żandarmów i „Nachtigallowców” aresztowały na podstawie wcześniej sporządzonych spisów 23 profesorów i docentów lwowskich wyższych uczelni oraz 25 osób zastanych w ich mieszkaniach. Nad ranem tegoż dnia niemal wszystkich rozstrzelano i zakopano w masowym grobie na Wzgórzach Wóleckich.
W tym czasie – od 1 lipca – przebywał we Lwowie sztab Einsatzgruppe SS-Brigadeführera dr. Otto Rascha oraz wspomniana już grupa specjalna z GG Schöngartha, która według meldunku z 28 sierpnia zamordowała przy udziale nacjonalistów ukraińskich 1154 ludzi, a do 9 września dalszych 710. Do 16 lipca zamordowano we Lwowie ok. 7000 Żydów, w Tarnopolu 710, w Stanisławowie zaś 300 osób spośród polskiej i żydowskiej inteligencji, w tym 120 nauczycieli. Kolejny pogrom we Lwowie nastąpił 25 i 26 lipca z okazji rocznicy zabójstwa Symona Petlury, gdy zabito ok. 15 000 Żydów, głównie na „piaskach” lesienickich.
Dalsze morderstwa trwały w założonym 15 listopada 1941 obozie janowskim, ok. 130 000 mieszkańców utworzonego we Lwowie 23 lipca 1941 getta wywieziono w 1942 r. do obozu śmierci w Bełżcu. Taką samą śmierć zadały władze hitlerowskie wszystkim mieszkańcom gett nowo utworzonego dystryktu Galicja w Generalnym Gubernatorstwie. Ponurą rolę odegrał dowódca SS i policji w tym dystrykcie SS-Gruppenführer Friedrich Katzmann. Tymczasem EGr. C Ottona Rascha opuściła Lwów i 19 lipca urządziła się w Żytomierzu, a podlegała jej EK 6 dr. Erharda Krögera w Równem, gdzie do 11 lipca zdążyła zabić 240 ludzi, w Dubnie 100, w Krzemieńcu 130 Żydów (zatłuczono ich kijami). Do 9 sierpnia w Równem zamordowano 370 Rosjan i 1643 Żydów, do 7 listopada – 15 000, w Łucku 2000, w Pińsku 4500, w Berdyczowie 1 i 2 września zabito 1303 Żydów, w tym 876 kobiet. W Żytomierzu za zgodą gen. Reinharda (tak w meldunku) rozstrzelano 30 lipca 180 komunistów Żydów (prawdopodobnie jeńców), do 17 września 6584, a ostatnich 3145 Żydów zabito tam 7 października. W Humaniu zdołano zabić „tylko” 1412 Żydów, gdyż 8000 jakoby uciekło. W Radomyślu Sonderkommando 4 SS-Standartenführera Paula Blobela rozstrzelało 1107 Żydów, milicja ukraińska zaś 561 dzieci żydowskich. Blobel cynicznie meldował, że mord ten spowodowany był „brakami żywności m.in. dla dzieci i niebezpieczeństwem zarazy”. Do 6 września 1941 jego SK wymordowało 328 Żydów, a do 30 listopada 59 018. W Kamieńcu Podolskim oprawcy Söngartha rozstrzelali w ciągu 3 dni 23 600 Żydów (meldunek z 11 września).
Do najstraszliwszych zbrodni Einsatzgruppe C, podległego jej SK 4 Blobela i 2 pułków policyjnych należy rozstrzelanie w ciągu 2 dni (29 i 30 września) 33 771 kijowskich Żydów w Babim Jarze. Meldowano o tym 2 i 7 października 1941, a 3 listopada opisano to bardziej dokładnie: „Gdy ogłoszono o przesiedleniu Żydów, sądzono że stawi się ich 5–6000, lecz w wyniku niezwykle zręcznej organizacji znalazło się ich ponad 30 000. Do ostatniej chwili przed egzekucją wierzyli oni, że chodzi tu o przesiedlenie”. Do tego dnia zamordowano w Kijowie 75–80 000 ludzi, w tym 8000 za działalność „probolszewicką”. W celu wymiany „doświadczeń” w akcji mordowania nie-Żydów tak pisano 17 września: „aby wywołać mniemanie, że gestapo działa sprawiedliwie i bada starannie każdy przypadek, EK 6 (Krögera) przeprowadza egzekucje Rosjan i Ukraińców w taki sposób, aby o nich się dowiedziano”.
Podobny podstępny chwyt jak w Kijowie zastosowała EGr. C w Połtawie, gdzie wezwano Żydów plakatami do zarejestrowania się, po czym 1538 z nich rozstrzelano. Ich odzież przekazano burmistrzowi, który zobowiązał się dostarczyć ją przede wszystkimi volkdeutschom. Do tego dnia wataha Blobela zamordowała 50 018 ludzi, a EK 5 Meyera 36 147. Jeszcze 6 marca 1942 meldowano o zabiciu dalszych 3237 Żydów i 710 komunistów partyzantów.
Swój szlak znaczyła licznymi morderstwami Einsatzgruppe D dowodzona przez Ohlenbuscha, która posuwając się przez Mołdawię wzdłuż brzegów Morza Czarnego przechodziła przez tereny okupowane przez Rumunów. Sprawozdawcy RSHA skarżyli się na dokonywane przez nich liczne rabunki i gwałty, ale chętnie z Rumunami współdziałano dla zabijania Żydów. I tak w Czerniowcach zabito 3106 Żydów i 34 komunistów, w Kiszyniowie EK 11 (dowódca Baul Zapp) zamordowała 551 Żydów, w Chocimiu 150, w Mikołajowie i Chersonie wymordowano wszystkich Żydów i komunistów – razem – do 18 października – 40 699. Gdy 22 października w Odessie wyleciał w powietrze budynek NKWD, Komenda miasta i dowództwo 10 dywizji rumuńskiej, Rumuni wybili ok. 10 000 Żydów; 26 października EGr. D zameldowała o zabiciu tam 31 767 Żydów i komunistów.
Po zdobyciu przez Niemców Krymu, 19 listopada sztab Ohlendorfa przeniósł się do Symferopola. Do 15 grudnia 1941 zabito tam 1639 komunistów, 17 645 Żydów, 2504 Krymczaków i 820 Cyganów, a do 8 stycznia 1942 rozstrzelano 79 246 ludzi, do 18 lutego 86 642, w tym w Symferopolu 10 000, tj. wszystkich Żydów Krymczaków. W połowie marca 2286 Żydów, 1071 Cyganów, 1435 komunistów i partyzantów. Do końca marca 1942 EGr. D rozstrzelała ogółem 91 678 osób.
Wspólną metodą dla wszystkich policyjno-gestapowskich batalionów śmierci było przede wszystkim rozstrzeliwanie ofiar, po uprzednim rozkazaniu im, aby złożyły na wyznaczonym miejscu swoją odzież i wszystkie posiadane przedmioty. Jeden z głównych oprawców Karl Blobel tak zeznał na procesie: „Sprowadzano każdorazowo po 15 ludzi na brzeg masowego grobu […] Wskutek zajęcia pozycji klęczącej większość ofiar wpadła od razu do grobu”. Często oprawcy kazali ofiarom wchodzić do wykopanych dołów jeszcze za życia. „Gdy rozstrzelano jeden szereg, wchodził następny i kładł się na zwłokach” – zeznał inny oprawca. Oskarżeni kaci zeznawali, że ich ofiary prawie bez wyjątku szły na rzeź spokojnie, bez oporu. Jeden z mieszkańców osiedla położonego blisko miejsc zbrodni, będący mimowolnym świadkiem egzekucji stwierdził: „Bez krzyku lub płaczu ludzie rozbierali się […] całowali i żegnali czekając na skinienie SS-mana, który stał nad dołem. […] Nie słyszałem żadnej skargi ani prośby o litość”.
Nie przytaczam dalej tych zeznań ze względu na potworność scen mordowania ludzi, a zwłaszcza dzieci.
Później część ofiar mordowano już w sposób „udoskonalony”, trując ich gazami spalinowymi w specjalnych autobusach śmierci. Już we wrześniu 1941 otrzymały je bataliony Sipo i SD z EGr. C na Ukrainie, wypróbowano je także od stycznia 1942 w Chełmnie w Polsce, a na wiosnę 1942 przez jednostki EGr. D na Krymie. Uznano, iż stwarza to możliwości lepszego ukrywania zbrodni, gdyż zwykle rozstrzeliwań dokonywano na oczach ludności i wiadomości o tych masowych morderstwach dochodziły do szerokiego świata.
Masowe rzezie przyniosły Trzeciej Rzeszy ogromne korzyści materialne. Skrupulatnie obliczano sumy pieniężne i kosztowności zabierane ofiarom przed ich uśmierceniem i meldowano o tym władzom nadrzędnym. Odzież i inne przedmioty należące do ofiar przekazywano niemieckiej opiece społecznej (Nationalsozialistische Volkswohlfarth – NSV), np. po masakrach w Kijowie i Żytomierzu wywieziono tego 137 ciężarówek. Złoto, srebro i zegarki odsyłano do Berlina. Odzież ofiar mordu w Połtawie przekazano mianowanemu przez Niemców burmistrzowi, który zobowiązał się, że w podziale uwzględni przede wszystkim volksdeutschów. Przekazywano im również bydło i dobytek rozstrzeliwanych chłopów i palonych wsi.
W sentencji wyroku wydanego w procesie przywódców Einsatzgruppen przez Amerykański Trybunał Wojskowy w Norymberdze w kwietniu 1948 stwierdzono: „Bataliony Operacyjne nie potrzebowały stawiać czoła kulom i granatom. Nie otrzymały rozkazu galopowania na paszcze armatnie. Ich zadaniem było rozstrzeliwanie nieuzbrojonej ludności cywilnej, stojącej nad swoimi grobami”. Dlatego też – w odróżnieniu od Wehrmachtu – ich straty były minimalne. Rosnąć zaczęły dopiero wtedy, gdy rozwinął się ruch partyzancki.
Wskutek bohaterskiego oporu wojsk radzieckich nie udało się objąć ludobójczymi działaniami głównych miast Związku Radzieckiego – Moskwy i Leningradu. Zgodnie z rozkazem Hitlera z 7 października 1941 miały one zostać totalnie zniszczone, nawet gdyby zechciały skapitulować. W przeświadczeniu o rychłym ich zdobyciu dowódcy Einsatzgruppen mianowali już szefów i skład osobowy oddziałów operacyjnych, które miały wejść tam tuż za Wehrmachtem i rozpocząć masowe rozstrzeliwania zgodnie z zamierzeniami przywódców III Rzeszy. Przy EGr. A utworzono oddział przedni dla Leningradu (Vorkommando Petersburg), a przy EGr. B Vorkommando Moskau dla wkroczenia do Moskwy. Jego szefem został SS-Standartenführer Hans Six, profesor uniwersytetu w Królewcu.
Dnia 18 lipca 1941 meldowano, że Leningrad zostanie zdobyty w ciągu 3–5 dni, a Vorkommando oczekuje na to w Pskowie. 23 lipca szef EGr. B meldował, iż Vorkommando Moskau oczekuje w Smoleńsku na podjęcie działań policyjnych i gestapowskich w Moskwie, aby szybko zlikwidować działaczy komunistycznych według przygotowanych już spisów i zdobyć ważne materiały dokumentalne.
Jeszcze 7 października 1941 istniało to Vorkommando, ale nie doczekało się sukcesów. Na papierze został także w maju 1942 przygotowany w Ministerstwie Rzeszy dla okupowanych Ziem na Wschodzie (Ostministerium) Alfreda Rosenberga plan podziału administracyjnego dla nowych Komisariatów Rzeszy pod nazwami: Moskowien i Kaukasien.
Ofiarami zbrodni wojennych popełnionych przez Einsatzgruppen przy udziale Wehrmachtu były także tysiące jeńców wojennych Armii Czerwonej. Na podstawie rozkazów szefa OKW Keitla, m.in. cytowanego wyżej rozkazu z 19 maja 1941 oraz dyrektywy OKW z 6 czerwca 1941 (Kommissarenbefehl), a także rozkazów Heydricha z 28 czerwca i 7 lipca miano jeńców posegregować, a oficerów politycznych, komunistów, przedstawicieli radzieckiej inteligencji oraz wszystkich Żydów bądź likwidować na miejscu, bądź przekazywać do dyspozycji Einsatzgruppen i innych jednostek Sipo, które rozprawią się z nimi. W rozkazie operacyjnym nr 8 z 17 lipca 1941 Heydrich pisał, aby egzekucji jeńców „nie dokonywać ani w samym obozie, ani w jego pobliżu: nie mogą one być publiczne i muszą być przeprowadzone w sposób możliwie niespostrzeżony”.
Za zbrodnie na jeńcach byli odpowiedzialni również niektórzy dowódcy Wehrmachtu. Dowódca 6 Armii marsz. Walter von Reichenau wydał 10 października 1941 rozkaz, m.in. wyjaśniający żołnierzom, aby dążąc do „pełnego unicestwienia systemu żydowsko-bolszewickiego” i „wpływów azjatyckich” zrozumieli konieczność sprawiedliwego odwetu na żydowskich podludziach, oraz zastosowania drakońskich środków przeciwko partyzantom i ich pomocnikom. Podobne rozkazy wydawali też dowódca 17 Armii von Hoth, 18 Armii gen. Georg von Küchler, 11 Armii gen. Erich von Mannstein i inni.
Niekiedy jednak dowódcy EGr. skarżyli się na niektórych oficerów Wehrmachtu, m.in. na komendantów obozów jenieckich, którzy ociągali się z wyławianiem przewidzianych do uśmiercenia kategorii jeńców. Według meldunku z 3 listopada 1941 komendant obozu w Winnicy oddał nawet pod sąd kilku oficerów za to, że wydali na śmierć gestapowcom 372 jeńców-Żydów. Zdarzały się jednak takie fakty, jak np. w Boryspolu, gdzie komendant obozu jeńców wezwał EK 4a dowodzoną przez Blobela w celu rozstrzelania 1109 jeńców Żydów, w tym 78 rannych (meldunek 12 listopada 1941).
Władze hitlerowskie podejmowały wysiłki, aby do ludobójczych działań wciągnąć mieszkańców zajmowanych terenów. Pierwsze „sukcesy” tych inspiracji (w Kownie) skłoniły szefa RSHA Heydricha do wysłania dowódcom Einsatzgruppen 29 czerwca 1941 następujących instrukcji: „W nawiązaniu do ustnie udzielonych już 17 czerwca w Berlinie wskazówek przypominam, co następuje: Nie należy stawiać przeszkód do samooczyszczenia (Selbstreinigungsaktionen), występujących w antykomunistycznych i antyżydowskich kręgach na nowo zajętych obszarach. Przeciwnie, należy je wywoływać nie pozostawiając śladów, intensyfikować, jeśli to potrzebne oraz kierować na odpowiednie tory, w taki jednak sposób, żeby miejscowe ‘koła samoobrony’ nie mogły później powoływać się na rozporządzenie lub udzielone polityczne przyrzeczenia. […] Tworzenia stałych oddziałów samoobrony z centralnym kierownictwem należy z początku unikać, zamiast nich celowe jest wywoływanie miejscowych pogromów w sposób wyżej przedłożony”.
Dnia 1 lipca Heydrich powtórzył to w rozkazie do wszystkich dowódców EGr. i EK, dodając następujący fragment: „Na nowo zajętych, zwłaszcza byłych polskich terenach, mieszkający tam Polacy okazują się antykomunistyczni i antyżydowscy. Jest zrozumiałe, że akcje oczyszczające rozciągają się przede wszystkim na bolszewików i Żydów. W odniesieniu do polskiej inteligencji rozstrzygnięcia nastąpią później, chyba że w obliczu zagrożenia, przez zwlekanie, będą konieczne natychmiastowe działania. Dlatego jest rzeczą oczywistą, że do akcji oczyszczających nie należy brać tak nastawionych Polaków, chyba że w ograniczonych miejscowych warunkach będzie można wykorzystać ich dla pogromów lub jako wartościowych wywiadowców. Powyższą taktykę należy stosować we wszystkich podobnych przypadkach”.
Było to więc zbrodnicze podżeganie ludności zajmowanych przez Niemców terenów do maltretowania i zabijania współobywateli. Chodziło też o złamanie im kręgosłupa moralnego. Meldunki wskazują, iż udało się to tylko na niektórych terenach Litwy i Galicji. Zupełnie nie udało się do tego skłonić Polaków, poza Jedwabnem i kilkoma innymi masteczkami w ?omżyńskiem.
Przedstawione w meldunkach RSHA niektóre fakty zbrodni faszystów ukraińskich i litewskich oraz Tatarów krymskich, jak też innych formacji kolaboranckich w służbie Wehrmachtu, policji i Waffen SS, nie świadczą o postawie całych ich społeczeństw. Szereg meldunków wskazuje na potępianie przez nie dokonywanego na ich oczach ludobójstwa. Np. dowódca EGr. A Walter Stahlecker skarżył się w meldunku z 20 września 1941, iż organizowanie pogromów napotkało na wyraźne trudności, mimo „pewnych sukcesów” w tej dziedzinie w krajach bałtyckich. Ale jego następca SS-Brigadeführer Heinz Jost zarzucał 16 marca 1942 litewskim, łotewskim i estońskim formacjom policyjnym, zorganizowanym decyzją podjętą przez Himmlera 10 września 1941 w czasie jego pobytu w Rydze, że w morderczym szale zabijają wszystkich partyzantów, także tych, od których gestapo mogło uzyskać cenne zeznania.
Dnia 29 sierpnia 1941 szef EGr. B Arthur Nebe meldował ze Smoleńska, iż (na Białorusi) „mimo naszych wysiłków ludność nie tylko nie podejmuje własnych akcji przeciwko Żydom, lecz wykazuje brak zrozumienia dla środków zastosowanych przez Niemców przeciwko Żydom. Słychać głosy, że postępowanie z Żydami jest nieludzkie”. Stwierdzenie to powtórzył w raporcie z 7 października 1941.
Szef EGr. C SS-Brigadeführer dr Otto Rasch stwierdził 9 sierpnia 1941, że podjęte na Ukrainie próby inspirowania pogromów Żydów „niestety nie przyniosły spodziewanych sukcesów”. Sądził on, że wynika to ze strachu ludności przed powrotem władz radzieckich. Z Kijowa meldowano 12 września, że „ludności tamtejszej prawie nigdzie nie można uaktywnić do działań przeciwko Żydom”. Aby nie drażnić ludności, egzekucje przeprowadza się w tajemnicy. A 13 października Rasch stwierdził, że „antysemityzm na tle rasowym jest obcy ludności (Ukrainy). Brakuje przywódców i inicjatywy pogromów”.
Meldunki RSHA z Ukrainy często omawiały sytuację wśród podzielonych na odłamy Stepana Bandery, Andrija Melnyka i „Tarasa Bulby”-Borowcia nacjonalistów z OUN i ustosunkowywały się do ich działalności. Niemało było też aresztowań i egzekucji Ukraińców, zwłaszcza z ugrupowania Bandery.
W meldunkach z okupowanych terenów Ukrainy, Białorusi, Litwy, ?otwy, Estonii i Rosji znalazło się niemało fragmentów odnoszących się do tamtejszych Polaków. Obok informacji o zachowaniu się ludności polskiej, o Kościele rzymskokatolickim, o stosunkach z innymi narodami, meldowano także o represjach wobec Polaków, o aresztowaniach członków wykrytych organizacji polskich i o polskim ruchu oporu. I tak 29 sierpnia 1941 pisano o aresztowaniach i rozstrzelaniu członków podziemnej organizacji polskiej na Wołyniu, 12 września o czynnej pomocy Polaków dla zbiegłych jeńców radzieckich i tworzonych przez nich grup partyzanckich, 27 września dowódca EGr. A oskarżył Polaków o pomaganie Żydom na Wileńszczyźnie, szef EGr. B wskazywał na konieczność objęcia represjami policyjnymi także Polaków, którzy aktywizują działalność w rejonie Nowogródka i Baranowicz, szef EGr. C 18 października meldował zaś o propolskich tendencjach w Żytomierskiem (zapewne wśród Polaków). 14 listopada rozstrzelano na Wołyniu 100 Polaków, którzy pozostawali w kontaktach z polskim ruchem oporu w Warszawie. EGr. A meldowała, iż wobec nasilenia ruchu oporu Polaków na Wileńszczyźnie 6 stycznia 1942 „zdusiło w zarodku” próbę organizowania przez Polaków sabotażu i partyzantki; zlikwidowano też polską tajną radiostację. 12 stycznia 1942 meldowano RSHA o aresztowaniu osób narodowości polskiej, które znalazły się w niewoli w ZSRR i po przeszkoleniu zostały zrzucone na spadochronach w rejonie Baranowicz. Wskazywano, iż działalność Polaków na tym terenie zmierza do wszystkiego, co może osłabić władze i armię niemiecką. W tym celu nawiązali oni kontakty z sowiecką partyzantką. 23 lutego pisano: „Rosyjscy partyzanci i polski ruch oporu przygotowują powstanie. Planują naprzód wytępić małe garnizony Wehrmachtu i uderzyć na Mińsk. Ogłoszono tam stan alarmowy”.
Było to tylko kilka fragmentów z meldunków Einsatzgruppen odnoszących się do Polaków. Także późniejsze meldunki z Ukrainy, Białorusi i Litwy – już po rozwiązaniu Einsatzgruppen – mówią wiele o represjach wobec tamtejszych Polaków.
W pierwszych miesiącach po 22 czerwca 1941 Ereignismeldungen UdSSR obejmowały nie tylko działalność Einsatzgruppen na obszarach zajmowanych na Wschodzie, lecz także wskazywały na różne przejawy ruchu oporu i represji podjętych przez władze hitlerowskie w krajach będących w ich zasięgu, m.in. w Polsce, Jugosławii, Czechosłowacji, Francji, Belgii, Holandii, a także w Austrii i Niemczech. Stopniowo jednak coraz więcej miejsca w tych meldunkach zajmują informacje o ruchu oporu na okupowanych terenach Białorusi, Ukrainy i Rosji, o lądowaniu spadochroniarzy itp.
Początkowo władze hitlerowskie nie doceniały siły i zasięgu tego ruchu, spodziewały się szybko i krwawo go zdławić, traktując to zarazem jako dogodny pretekst dla masowych rzezi ludności. „Ta partyzancka wojna posiada także pozytywną stronę – stwierdził Hitler 16 lipca 1941 – stwarza nam ona możliwość unicestwienia wszystkiego, co okazuje się nam przeciwnym”. Do akcji włączono Wehrmacht: „Führer zarządził, aby wszędzie wkroczyć najostrzejszymi metodami, aby ruch ten zniszczyć jak najszybciej. M.in. za każdego żołnierza niemieckiego ukarać śmiercią 50–100 komunistów tak, aby działało to odstraszająco” – pisał marsz. Keitel w rozkazie z 16 września 1941.
Nie pomogły drakońskie metody. W początkach 1942 r. aktywność sił policyjnych, dotąd niemal bez reszty zaabsorbowanych mordowaniem bezbronnej ludności i chwytaniem do robót przymusowych w Rzeszy, skupiała się na walce z partyzantami, na ekspedycjach karnych itp. Straty partyzantów wyolbrzymiano, głównie przez zaliczanie do nich okolicznych mieszkańców zabijanych przy tej okazji. Od końca 1941 r. ruchome Einsatzgruppen zaczęto stopniowo przekształcać w stacjonarne komendy i placówki SS – policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Sipo i SD), z udziałem niemal tych samych „wypróbowanych” kadr. Wyższym dowódcą SS i policji dla Kraju Wschodniego (Ostland) obejmującego Litwę, Łotwę, Estonię i Białoruś oraz strefy Russland-Nord został SS-Obergruppenführer Friedrich Jaeckeln, dla strefy Russland-Mitte Erich von dem Bach, dla Ukrainy i strefy Russland-Süd SS-Obergruppenführer Hans-Adolf Prützmann.
Dokończyły one eksterminacji ludności żydowskiej skoncentrowanej uprzednio w gettach oraz Cyganów i umysłowo chorych, ale coraz większa ich uwaga poświęcana była zwalczaniu rosnącego ruchu partyzanckiego. Stanowi to odrębne zagadnienie, którego tu nie poruszam.
Zsumowanie fragmentarycznych danych zawartych w omawianych meldunkach dowodzi, iż Einsatzgruppen do końca swej działalności, tj. do stycznia 1942 (w niektórych przypadkach dłużej) zamordowały 402 065 osób spośród ludności cywilnej.
Kierownik Centrali Badania Zbrodni Hitlerowskich w RFN Adalbert Rückerl stwierdził, iż do końca kwietnia formacje policyjne zamordowały ok. 560 000 ludzi. Amerykański Trybunał Wojskowy w Norymberdze oskarżył kierowników Einsatzgruppen o unicestwienie ok. 1 miliona ludzi.
Zakończenie działalności Einsatzgruppen nie oznaczało przerwania trwającego ludobójstwa. Dokonywały tego stacjonarne komendy Sipo i SD, dywizje SS i Waffen SS, różne formacje policyjne. Według obliczeń historyków radzieckich ofiarą ludobójstwa padło na Ukrainie ponad 4 miliony ludzi, na Białorusi ok. 2,5 miliona (tj. ponad 25% jej ludności), w okupowanych regionach Rosji prawie 1,7 miliona, 700 tysięcy na Litwie, 650 tysięcy na ?otwie, 150 tys. w Estonii, nie licząc tych, których wywieziono i pozbawiono życia poza ojczystym krajem. Dodać do tego należy ofiary spośród jeńców wojennych – żołnierzy Armii Czerwonej. Jak wynika ze statystyk OKW, spośród 5 750 000 wziętych do niewoli żołnierzy radzieckich, 1 030 000 zlikwidowano przez jednostki Sipo i SD (w tym przez Einsatzgruppen) oraz „przy próbie ucieczki”, 280 000 zmarło w czasie transportów, 1 980 000 zmarło z głodu i chorób – łącznie ok. 3 300 000.
Na zmianę ludobójczej polityki władz hitlerowskich nie wpływały protesty i ostrzeżenia rządów koalicji, w tym noty rządu ZSRR z 25 października 1941 i 6 stycznia 1942, deklaracja londyńska 9 państw (w tym Polski) z 18 grudnia 1942, deklaracja moskiewska z 30 października 1943 i szereg innych dokumentów rozpowszechnionych na całym świecie. Zapowiedziane w nich ukaranie sprawców zbrodni mogło jednak nastąpić dopiero w wyniku pokonania Niemiec, wysiłkiem walczących na frontach armii państw antyhitlerowskiej koalicji.
Ich zwycięstwo umożliwiło ujęcie i osądzenie wielu sprawców hitlerowskich zbrodni, w tym głównych realizatorów masowego mordu na ludności cywilnej. Znaleźli się oni na ławie oskarżonych w procesie Einsatzgruppen (nr 9) przed Wojskowym Sądem Amerykańskim w Norymberdze, toczącym się od 15 września 1947 do 10 kwietnia 1948. Wśród 24 oskarżonych dowódców Einsatzgruppen i Einsatzkommandos wszyscy mieli wyższe wykształcenie, było 8 prawników, 1 profesor uniwersytetu (Six) oraz eksksiądz (szef EK 6 Ernst Biberstein). Ci wykształceni ludzie dopuścili się takich zbrodni, które – jak stwierdzono w uzasadnieniu wyroku – „ze względu na rozmiar i zasięg ich bestialstwa nie dają się opisać”.
Spośród nich szef EGr. B (od listopada 1941) Erich Naumann, Paul Blobel, Werner Braune (szef EK 2b), Otto Ohlendorf (szef EGr. D) zostali skazani na karę śmierci i wyrok wykonano, Ernest Biberstein, skazany na śmierć i ułaskawiony, w wyniku amnestii ogłoszonej przez Wysokiego Komisarza Johna McCloya wyszedł w 1958 r. Inni, skazani na śmierć lub dożywotnie bądź długoletnie więzienie, znaleźli się wkrótce na wolności, jak szef EK 2 Edward Strauch, szef EK 12 Gustav Nosske, szef EK 5 Erwin Schulz, Franz Six, Walter Blume szef SK 7a, Heinz Jost – szef EGr. A i inni. Niektórzy z nich zostali w RFN adwokatami, radcami w koncernach, jak Jost, dyplomatami, jak Six, funkcjonariuszami policji. To może wyjaśnić, dlaczego ten wyrok został udostępniony do opublikowania dopiero po 15 latach, w 1963 roku, mimo iż w 1948 roku Amerykański Trybunał stwierdził: „W toku niniejszego procesu poznano czyny ludzkie, które są policzkiem dla pojęć moralności i sumienia. Zobaczono sceny mordów w tak niebywałych dotąd rozmiarach, że na ich widok cofamy się jak przed strumieniem buchającej pary”.
http://ioh.pl/artykuly/pokaz/einsatzgruppen--czoowa-formacja-hitlerowskiego-ludobjstwa,1010/
Katyńska teoria spiskowa: Sami-Siwi - Możliwy rozwój wypadków

Mój syn często czyta Wasz portali dużo mi stąd drukuje.
Po naszej ostatniej długiej rozmowie namówił mnie na ten zapis i obiecał że da do internetu.
Ja dużo pamiętam, ale mój wiek i proszę wybaczyć, jakby były jakieś błędy.
Dlatego nie ma dyskusji, bo nie ma komu odpowiadać.
Katyń, wojna – takie zamierzchłe czasy, ale nie dla mnie i moich znajomków. Spotykamy się często i rozmawiamy o wszystkim przy kartach, albo w restauracji. Nasza grupa jest urozmaicona, no bo każdy z innej parafii, jak to się mówi, ale oni porządni, nie hultaje czy nawiedzone „ideolo”.
Dopiero na starość widzimy, że my wszystkie Polaki i rozmawiamy co każdy wie, a czasem i karty odłożymy przez tą politykę. Jedni czytają prasę zagraniczną, a jakże, no i polskie teksty prawicowe a kilku czyta „Czerwoną stronę księżyca” Free Your Mind i ich wrażenia są zawsze osią naszych wieczorów.
Jesteśmy zaskoczeni toczącym się sporem o „maskirowkę” bo ten spór dotyczy za przeproszeniem jakichś duperelnych wybujałych emocji zamiast pierwszorzędnych spraw. W knajpach, tramwajach, w przychodniach normalni ludzie rozmawiają bez kamuflażu, bardziej praktycznie i nie tylko o zamachu w Smoleńsku. W miejscach publicznych dyskutują otwarcie o koncepcjach zamachowych z kwietnia 2010. r. Nikt nie pokrzykuje na rozmówców, nie gardłuje i nie ścisza głosu do konspiracyjnego szeptu. Normalnie, podkreślam, normalnie się na ten temat rozmawia.
A co jest ważne? Że po Solidarności, murze i po pierestrojce nikt nikogo „na Sybir” nie posłał, chyba że na emeryturę. Ale więzi agentur i partyjnych klik, które trzymały dryl, są trwałe bo są tajne.
Ideologia stała im tylko kością w gardle i zrzucili ją jak dekorację teatralną gdy Jelcyn rozwiązał KPZR w 1991 i ogłosił konfiskatę majątku. A za pół roku Bakatin „reorganizował” finanse KGB i zaraz potem Primakow „oddzielał” KGB-FSB od polityki.
Taki sprawny przesuw narodowych pieniędzy za szyldami.
A kto pamięta Sudopłatowa raportującego do Berii, szefa komanda spraw specjalnych, czyli od organizowania zamachów na „wrogów ludu”?
O zabiciu Trockiego w 1940 było głośno ale ich ofiar było więcej.
Sudopłatow niby dostał w 1958 przepadek medali i 15-lat (siedział najpierw z „groźnym politycznie” Majakowskim), ale połowę odsiedział w szpitalach i sanatoriach i areszcie domowym, a w 1991 Gorbaczew i Jakowlew załatwiali mu rehabilitację i już od 1993 prowadził wykłady w nowym KGB na temat technik organizacji zamachów.
No to robi się „cieplej”, bo tenże Paweł Sudopłatow miał osobisty wkład w przygotowaniu egzekucji katyńskich w 1940. I to Sudopłatow z płk. NKWD Modinem za pomocą agentów „piątki z Cambridge” (siatka Philby), a głównie Donalda Maclean, wykradli tajemnice radaru i broni atomowej - najpierw w 1941 z Anglii, a potem z USA. Czterech z tych agentów przeniosło się po wojnie do ZSRR i zajęło „dydaktyką”.
Ta piątka albo szóstka aż do 1950-ch umożliwiła Sowietom blokować prawie wszytkie operacje angielskiego wywiadu. Podejrzany agent Nr5, Wiktor Rotszyld, inspektor angielskiego wywiadu, przewodniczył od 1946 Komisji Energii Atomowej USA nadzorującej kolejne projekty broni atomowych. To dla mnie jak seksmanjak w haremie!
Ale już w 1943 gen. Sikorski był na progu uzyskania dowodów na zbrodnię katyńską. Raporty o jego efektywności (od Macleana i od Nr5 - prawdopowdobnie Rotszylda) szły regularnie do Stalina.
Sikorski zginął w idealnie wykonanym zamachu (jak wykazują przesłanki a wiadomo, że Sudopłatow był mistrzem od trucizn). W półtora miesiąca potym pod naciskiem sowietów zdjęty został z funkcji Nacz. Wodza gen. Sosnkowski. Już za następne półtora był Teheran i miłość ze Stalinem, a na premiera RP wyskoczył naiwny pan Mikołajczyk, który sam ledwo uszedł z życiem.
Komu przeszkadzał Sikorski... zawistnym Polakom? Kto chce niech wierzy.
Gdyby przeżył i pokazał światu stalinowskie barbarzyństwo, to Polska i pół Europy wyglądałyby dziś inaczej. „Oczywiście” śledztwo z ramienia Foreign Office w sprawie „wypadku” Sikorskiego nadzorował sam Maclean. A zakończył je sam Wiktor Rotszyld z wnioskiem „przyczyny niewyjaśnione”.
Wszystko się zazębia.
A teraz dopiero w mojej grupie siwych wiarusów spotkałem się z bardzo nawet szczegółowymi danymi w temacie rozmaitych hipotez związanych z planowaniem, wykonaniem i następnie z propagandowym wyjaśnianiem tego, co podobno stało się w Smoleńsku w dniu 10.04.2010. Niesamowite dla mnie a jestem tam chyba najmłodszy wiekiem. I kiedy porównuję z naszymi rozmowami ostatnie wpisy na temat Smoleńska, na temat tego, co wolno, a czego nie wolno myśleć prawdziwemu patriocie, to już nie wiem, czy ten salon24 po prostu zwariował, czy też te ukazujące się ostatnio brednie to jakiś sznur gier operacyjnych „salonowych” służb czuwających gdzieś w cieniu?
Najpierw zgrany motyw: „Rosji przecież nie przeszkadzał taki tam Prezydent Kaczyński”.
Historia się powtarza a może nawet jesteśmy prawie w tym samym miejscu.
A komu nie przeszkadzał gen. Sikorski?
Właśnie, im chodzi o reputację międzynarodową, o te „fabryki pomarańczy” i aurorę swobody bo tu Sowieci mieli największe kompleksy. Im dzisiaj tak samo zależy na pozorach, na pompie, na przedstawieniu.
Bo czemu już w 1959r Szelepin za aprobatą Chruszczowa zniszczył całe archiwum katyńskie w KGB?
W 1992 Polska dostała tylko garstkę kopii i więcej nie będzie.
Odsłona Nr1991: Kruczkow w komitecie ocalenia. Gorbaczew uwięziony. Czołgi na ulicach (przestrzegające świateł ulicznych). Jelcyn przemawia na czołgu (bez pocisków - Jelcyn też). Kruczkow uwięziony. Gorbaczew prezydentem. Pierestrojka - kto chce niech wierzy.
Ale kto wierzy niech uważa. Płk Oleg Kaługin uwierzył i obnażył Sudopłatowa i służby.
W „nagrodę” w 1990 Gorbaczew pozbawił go szarży, medali i emerytury a w 1995 dorżnął go sam Putin sądząc zaocznie za zdradę stanu (bardziej za zdradę Sta.. lina).
Jak ktoś dzisiaj myśli, że ruscy działają w białych rękawiczkach i przestrzegają w relacjach z innymi jakichś porozumień, to się myli właśnie tak samo, jak płk. Kaługin.
Czy są lojalni wobec przyjaciół? To też trudne chyba pytanie jest, bo kto to wie, kiedy jest się przyjacielem, a kiedy wrogiem służb sowieckich..? Polski Prezydent Lech Kaczyński na pewno do ruskich przyjaciół nie był zaliczany. Nie mówię, że Rosję traktował wrogo, bo nie o to przecież chodzi.
Kiedy w Moskwie podniosły się w 2008 wrzaski, że Kaczyński, to taki sam zdrajca, jak prezydent Gruzji, to już nieważne było, że i Kaczyński, i gruziński prezydent chcieli ratować swoje ojczyzny przed ruskim imperiałem. Ważne było tylko, że obaj znaleźli się na czarnej liście rosyjskich wrogów - do likwidacji.
I u nas się mówi, że do zamachu na naszego prezydenta musiało dojść i że układa się to wszystko tak (a syn to wszystko co przyniosłem rozpisał na takie œcis³e punkty):
1. Kilka założeń zamachu łatwe do zaakceptowania przez tych którzy nie podejrzewają ataku brzozy albo wypicia benzyny przez załogę:
* akcja służb UE i FR [z powiadomieniem wywiadu USA] planowana jako katastrofa lotnicza w Smoleńsku.
* oficjalny motyw każdej ze stron to ograniczenie suwerenności naszego kraju albo jego polityczna
i gospodarcza neutralizacja co wymaga kontroli formacji Pis-owskiej.
* każda ze stron musi mieć „haka” na partnera na wypadek komplikacji oraz ma poza planem oficjalnym
część tajną mającą na celu wykiwanie go.
* FR wie że jest mało realne żeby w katastrofie wszyscy zginęli, i nie zgadza się dobijać pasażerów
ze względu na ryzyko kompromitacji na miarę światową.
* Kompromis: w Smoleńsku możliwa jest tylko katastrofa podstawionego podobnego samolotu
2. Logika służb UE mogła być taka:
Gdy świat zobaczy taką straszną katastrofę i trupy to będziemy mieli FR w garści. Wystarczy że zrobimy stamtąd dokrętki i drastyczne filmy a resztę na ukrytym planie w Ostrołęce gdzie naszykujemy podobny model. Z takim skandalem na cały świat możemy zrobić wiosenną rewolucję i zmienić rząd FR. Potem wpiszemy FR do UE i rozwiążemy problemy finansowe UE na 1000 lat.
3. Logika Rosji trochę inna:
Dramatyczne usunięcie całej starszyzny PiS nie jest wskazane bo to doprowadziłoby do głosu pokolenie ich młodszych patriotów. Należy zostawić kilku jako blokadę. Będą sparaliżowani i zbyt słabi na polityczną regenerację.
Ale jak można uratować kilku kiedy wszyscy seniorzy planują ten lot?
Nasi agenci z kręgu bliskiego PiS i udający wywiad polski, ostrzegą ich dyskretnie w ostatniej chwili. W ten sposób na przyszłość będą mieli nad nimi kontrolę, mając ich 100% zaufanie („uratowaliśmy wam życie, jesteśmy z wami - ufacie nam!”). To nam pozwoli na dyskretne kierowanie rozwojem wypadków i na ujawnienie wybuchu lub maskirowki zależnie od potrzeby i w odpowiedniej chwili.
4. Możliwy rozwój wypadków:
Służby UE naszykowały film 1.24” ze strzałami i planują więcej realizując plan zdemaskowania FR.
Służby FR: żeby ich przyhamować natychmiast zatrzymują materiały filmowe włącznie ze sfilmowanym upadkiem samolotu, kreują półjawną maskirowkę i zmieniają wciąż dane uniemożliwiając realne śledztwo.
Plan B (a może A): gdyby Polacy posunęli się do oskarżeń to FR pokaże że tam NIE było nic poza maskirowką w spisku z euro-zamachowcami i poświęci kilku swoich pułkowników. Ręce FR będą więcej niż czyste, na tle krwawego spisku euro-zamachowców którzy będą skompromitowani na cały świat a FR zdobędzie dostateczne zaufanie by wejść do UE którą całkiem zdominuje bo i tak zaopatruje ją w energię i ma tam już ciche 10% administracji.
Polacy obawiają się podstępu ale w początku 2012 nie chcą uznać wersji niedbalstwa pilotów i nie mają innego wyjścia jak zwołać oficjalną konferencję i wykazać wariant standardowy czyli wybuch i zamach.
Służby FR mogą teraz pokazać filmy gdzie euro-spiskowcy uzgadniali z rosyjskimi pułkownikami (pozorowaną) katastrofę a nawet jak sami likwidowali TU154 a także film jak wybrane osoby zostają ostrzeżone przed szykowanym zamachem i jak wycofują się z lotu.
Jako dowód mogą pokazać historię przygotowań, omszały smoleński wrak, filmy z Okęcia i miejsce gdzie stoi teraz przemalowany TU154. Mogą też pokazać sfilmowane lądowanie i wybuch atrapy TU154 i film jak pierwszy gość podrzuca spreparowaną czarną skrzynkę udając że przyszedł filmować.
Służby FR mają pełną kontrolę nad euro-spiskowcami tylko dzięki temu że zdecydowali na wersję kiepsko sfingowanej katastrofy.
Pytanie jak tą przewagę teraz mogą wykorzystać?
http://sami-siwi.salon24.pl/395096,mozliwy-rozwoj-wypadkow
1 Marca Narodowy Dzien Pamięci Żołnierzy Wyklętych we Wrocławiu
Szanowni Państwo,
Zbliżają się uroczystości związane z Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych - 1 Marca. Zapraszam organizacje do licznego przybycia pod Pomnik Rotmistrza Pileckiego, na 11.00 godzinę. Dla organizacji, które przewidziały złożenie wiązanek lub wieńców przewidziano asystę wojskową oraz publiczne wyczytanie danej organizacji. Myślę, że warto zaznaczyć naszą obecność w sposób widoczny, aby pokazać, że organizacje pozarządowe licznie uczestniczą w tym ważnym święcie. W razie pytań czy informacji organizacyjnych jestem dostępna pod telefonem 607440176 - można zgłaszać się do mnie z zaznaczeniem organizacji, albo przed uroczystościami zgłaszać do osoby z Urzędu Wojewódzkiego.
Pozdrawiam
Ilona Gosiewska
Plan wydarzeń 1 Marca we Wrocławiu:
11.00 – oficjalne uroczystości pod Pomnikiem Rotmistrza Pileckiego – organizatorzy Dolnośląski Urząd Wojewódzki i Urząd Miasta Wrocław.
14.30 – Uroczyste spotkanie kończące I Edycję Konkursu Edukacyjnego pod hasłem „Żołnierze Wyklęci. Bohaterowie naszej wolności”, Sala Wójtowska w Ratuszu Staromiejskim Wrocławia - organizator Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN
Plan tego spotkania:
Powitanie gości i krótkie wystąpienie – przedstawiciel Stowarzyszenia Odra Niemen
WYSTĄPIENIA GOŚCI:
- wystąpienie przedstawiciela środowisk kombatanckich
- wystąpienie przedstawiciela Kuratorium Oświaty
- wystąpienie przedstawiciela IPN
- wystąpienie przedstawiciela UM Wrocław
- wystąpienie prof. Ryszarda Legutko – fundatora nagrody głównej
CEREMONIA OGŁOSZENIA WYNIKÓW KONKURSU
- wręczanie nagrody głównej i nagród okolicznościowych
- krótkie wystąpienia laureatów
PROGRAM ARTYSTYCZNY
- 20 minutowy występ Antoniego Kamińskiego, wrocławskiego gimnazjalisty, laureata wielu konkurów muzycznych, z piosenkami o Wyklętych
Podziękowania i pożegnanie gości – przedstawiciel Stowarzyszenia Odra Niemen
18.00 – Uroczysta Msza Św. poświęcona pamięci Żołnierzy Wyklętych, Kościół Garnizonowy we Wrocławiu - organizator Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN
19.00 - Marsz Pamięci spod Bazyliki Garnizonowej Św. Elżbiety we Wrocławiu do Pomnika Rotmistrza Pileckiego
20.30 - Koncert Andrzeja Kołakowskiego – Dom Klubowy Klubu Gremium MC Wrocław, ul. Robotnicza 8
2 III 2012
18.00 – Dyskusyjny Klub Filmowy ŻOŁNIERZE WYKLĘCI - Spotkania autorskie z Jolantą Drużyńską – autorką książki WYKLĘTE ŻYCIORYSY oraz z Tadeuszem Płużańskim autorem książki BESTIE. Odbędzie się kiermasz książek tematycznych, projekcja filmu i dyskusje z zaproszonymi gośćmi – Sala nr 105, NSZZ Solidarność, pl. Solidarności 1/3/5 (I piętro) – organizator Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN
Leszek Żebrowski
Wyklinanie „Żołnierzy Wyklętych”
Artykuł Leszka Żebrowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich badaczy losów podziemia antykomunistycznego. Materiał udostępniony Nowemu Ekranowi przez autora z okazji nadchodzącego Dnia Żołnierzy Wyklętych.
Obchodzony po raz kolejny w dniu 1 marca Narodowy Dzień „Żołnierzy Wyklętych” przebiegnie – miejmy nadzieję - bez większych zakłóceń. Siły post(?)komunistyczne w sejmie i senacie nie robiły w 2010 roku z powodu uchwalenia tego święta żadnych obstrukcji, uważając (i słusznie), że lepiej siedzieć cicho niż narazić się na wznowienie dyskusji o tym, co stało się w Polsce po zakończeniu II w. św. Media dość obszernie informowały o uroczystościach ubiegłorocznych. Wydaje się zatem, że wszystko wraca do normalności i nikt już nie będzie niepokoić ostatnich żyjących a rodziny poległych, zamordowanych i zmarłych nie będą się już czuły wypychane poza nawias społeczeństwa.
Tak naprawdę, jednak jest inaczej. Pojawiły się bowiem takie publikacje, które cofnęły nas do ponurego okresu stalinowskiego. Zadecydowała o tym retoryka, ignorowanie elementarnych faktów (lub ich bezlitosne okaleczanie), a także sposób argumentacji, przyjętej przeciwko „Wyklętym”. Oto trzy przykłady.
„Wyklęci” powinni jeszcze za siebie… zapłacić
W tygodniku „Przegląd” (organ założony przez kierownictwo PZPR podczas stanu wojennego, w 1982 r., wówczas pod nazwą: „Przegląd Tygodniowy” – publikowali lub publikują w nim tacy koryfeusze postępowego dziennikarstwa, jak: Aleksander Małachowski, Krzysztof Teodor Toeplitz, Krystyna Kofta czy Piotr Gadzinowski) ukazał się artykuł Krzysztofa Pilawskiego pt. „Kto zapłaci za zbrodnie podziemia” (nr 9/2011 z 6 marca 2011 r.). Już sam tytuł mówił wszystko: „Wyklęci” popełniali zbrodnie i powinni za to zapłacić…
Przypatrzmy się, jak dziennikarz tego post(?)komunistycznego pisma uzasadnił swoje tezy. Pilawski przypomniał sprawę rajdu oddziału PAS NZW kpt. Romualda Rajsa „Burego” na Białostocczyźnie, na początku 1946 r. Zginęło wówczas kilkadziesiąt osób narodowości białoruskiej. Choć nie wszystkie okoliczności tej sprawy zostały do dziś wyjaśnione (i już – z powodu upływu czasu nie będą), to dla tego dziennikarza wszystko jest proste: oddział „Burego” dokonał ludobójstwa, zatem sprawa ta spada na całe podziemie powojenne (bo taka jest wymowa jego artykułu), a ilustracjami jego artykułu są m.in. fotografie oddziałów wileńskiej AK, w tym z lipca 1944 r., podczas zdobywania Wilna!
Zresztą Pilawski nie omieszkał się pochwalić, co, kiedy i jak można w Polsce załatwić: „Dopiero po klęsce prawicy w wyborach Naczelny Sąd Administracyjny w marcu 2002 r. uchylił odmowne decyzje w sprawie pomnika. […] 26 października 2002 r., po pięciu latach starań, na cmentarzu wojskowym w Bielsku Podlaskim odsłonięto pomnik na zbiorowej mogile furmanów”. Czyja władza, tego prawo?
Coś w tym jest. Oto na początku lat 90-tych ub. wieku Pomorski Sąd Okręgowy rozpatrywał wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Bydgoszczy z 1950 r., skazanego wówczas na karę śmierci żołnierza NSZ za czyny przez niego (jak się później okazało) niedopełnione, jeszcze podczas okupacji niemieckiej. Chodziło o zwalczanie komunistów na terenie Lubelszczyzny na początku 1944 r. Oskarżony był wówczas ciężko ranny i przebywał kilkadziesiąt km od miejsca zarzucanych mu przestępstw. Ale w trakcie śledztwa, po zastosowaniu okrutnych tortur, przyznał się do wszystkiego. Pomorski Sąd Okręgowy uznał jego ówczesne przyznanie się do winy za wystarczający dowód, aby nie stwierdzić nieważności stalinowskiego wyroku. Co więcej, dokonał następującej wykładni: „Nie ulega przecież wątpliwości, że w konkretnym momencie historycznym państwo polskie, jako takie, nie istniało. Abstrahując nawet od działalności Rządu Polskiego na emigracji (tzw. londyńskiego), na terenie kraju nie funkcjonowały struktury państwa (administracja, sądownictwo, finanse)”. Wynika z niej, że tenże żołnierz prowadził działalność zbrojną o odzyskanie przez Polskę niepodległości podwójnie nielegalnie! Przede wszystkim dlatego, że Niemcy „nie pozwalali”. Ale – jak się okazuje – także dlatego, że „nie był wtedy ustalony przyszły kształt polityczny państwa”. Zapewniam, że nie jest to jedyne tego typu pokraczne uzasadnienie, ani też najbardziej rażące, wydawane przez (post???) komunistyczne sądy w III RP w stosunku do „Wyklętych”.
„Bandyci-mordercy, konfidenci gestapo i fałszerze pieniędzy”?
W ramce do artykułu Pilawskiego załączony został tekst rodem wprost z epoki kamienia łupanego, a konkretnie – z krwawej dyktatury stalinowskiej, zatytułowany „Bilans wojny domowej” (jest to pojęcie całkowicie zakłamujące to, co się działo w Polsce po 1944 r.):
„Za początek wojny domowej uznaje się datę 9 sierpnia 1943 r. Wówczas pod Borowcem, na rozkaz szefa lubelskiego okręgu NSZ, został wymordowany oddział GL im. Kilińskiego. Zginęło 26 partyzantów i sprzyjających im mieszkańców okolicznych wsi. Warto pamiętać, że dowódca AK w „Oświadczeniu” potępił ów „ohydny mord” NSZ. […]
Dokładnie znane są jedynie straty zbrojnych organów władzy ludowej (4018 milicjantów, 1615 funkcjonariuszy UB, 3729 żołnierzy WP, KBW i WOP, 495 członków ORMO – razem 9857 osób). Jak obliczył Tadeusz Kosowski, wśród ofiar podziemia zbrojnego było też 5043 bezbronnych cywilów, w tym 2655 rolników i 691 gospodyń domowych oraz 187 dzieci do lat 14. Ocenia się, że po stronie „wyklętych” zginęły 7672 osoby. Zginęło też 1980 wojskowych radzieckich. Łącznie zginęło 25 tys. osób. Ofiary były więc po obu stronach […]”.
Po pierwsze, nie pod Borowcem a Borowem. Po drugie, nie wszyscy członkowie rzekomego „oddziału GL im. Kilińskiego” wówczas zginęli - ci, którym nie udowodniono winy w napadach i grabieżach, zostali zwolnieni (w tym b. żołnierz sowiecki). Po trzecie – od lat jest już pełen dostęp do dokumentów podziemia komunistycznego i niepodległościowego, opublikowano na ten temat szereg naukowych publikacji, a dla redakcji „Przeglądu” czas stanął we wczesnych latach 50-tych ub. wieku? Wyjaśniam zatem - tenże „oddział GL” wywodził się z grupy bandycko-rabunkowej niejakiego Liska, przedwojennego kryminalisty. Ich zwierzchnik polityczny, Tadeusz Szymański „Lis” (dowódca okręgu janowskiego GL) napisał wspomnienia, leżą one w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Warto do nich sięgnąć, są naprawdę interesujące: „Wielu z nich było zdemoralizowanych „łatwym chlebem” i wcale nie uśmiechało im się podporządkowanie twardej dyscyplinie partyzanckiej. […] Uzbrojenie było raczej marne, parę karabinów, kilka pistoletów i granaty obronne, to wszystko dobre do akcji o mniejszym znaczeniu, nie przeciw Niemcom. […] w każdej chwili mogłem spodziewać się wszystkiego najgorszego”. Doprawdy, świetna rekomendacja. Jeśli zatem „nie przeciw Niemcom”, to co to były za „akcje o mniejszym znaczeniu”? To były napady, gwałty i rabunki! Ulubionym zajęciem tych „partyzantów GL” była gra… w zegarki. Oddajmy jeszcze na chwilę głos T. Szymańskiemu: „Grali w zegarki. „Gra” polegała na tym, że chętny podrzucał zegarek jak najwyżej i czekał, aż przedmiot upadnie na ziemię. Wygrywał ten, którego zegarek spadał nieuszkodzony i zabierał innym zegarki. […] Ci partyzanci mieli za dużo wolnego czasu i za dużo… zegarków, o które przecież w okresie okupacji nie było tak łatwo”.Na kim te zegarki były zdobywane? Przecież nie na Niemcach. To tak w oczach sił post(?)komunistycznych wygląda początek rzekomej „wojny domowej”?
Redakcja „Przeglądu” posłużyła się w dodatku „obliczeniami” wątpliwej jakości historyka okresu „utrwalania władzy ludowej”, pułkownika UB-SB Tadeusza Kosowskiego, który przez lata preparował w postpezetpeerowskich organach artykuły, mające uzasadnić „walkę z reakcją”. Na przykład w miesięczniku „Dziś. Przegląd społeczny” (nr 5/44, maj 1994) ukazał się jego artykuł: „Ofiary” komunistycznego terroru, a w nimtenże resortowy, domorosły „historyk” pytał wprost: Chciałoby się zapytać organizatorów imprez religijno-patriotycznych, czy gdyby po wojnie władzę w Polsce objął rząd (obóz) londyński, to bandytów-morderców, konfidentów gestapo i fałszerzy pieniędzy też uznawałby za „patriotów polskich”? (...) I czy nadal ta kategoria przestępców będzie uznawana za „ofiary komunistycznego terroru” tylko z tego powodu, że za ich zbrodnie skazały ich sądy Polski Ludowej?Zapytajmy inaczej – czy wymowa artykułu K. Pilawskiego daleko odbiega od „ustaleń” płk. UB-SB Kosowskiego?
„Obsesja braci Kaczyńskich”
W tym samym numerze „Przeglądu” K. Pilawski przeprowadził rozmowę z posłem Andrzejem Celińskim (z jego rozbudowanej biografii politycznej tu konieczne jest przypomnienie, że był m.in. zastępcą Leszka Millera w SLD). Celiński zasłynął tym, że jako jeden z nielicznych głosował w sejmie przeciw temu świętu. Ja wynika z jego wywodów, to przede wszystkim nienawiść wobec braci Kaczyńskich była głównym motorem jego postawy: „głosowałem przede wszystkim przeciw tej konkretnej ustawie. Jej treść i uzasadnienie sformułowane przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego uświadomiły mi potrzebę zademonstrowania tego, że nie może być zgody na kłamstwo, na nadużywanie Sejmu w sprawach nie tylko niebędących w jego kompetencjach, ale na dodatek służących historycznemu kłamstwu. Tego było już za wiele. […] Ustawa o święcie „żołnierzy wyklętych” to właśnie ten szczególny przypadek – jest kłamliwa i szkodliwa. […] Dla braci Kaczyńskich, podobne wychowanie stało się obsesją. Wykorzystali historię do wzmacniania takich postaw i zbiorowych zachowań Polaków, które we współczesnym świecie prowadzą raczej do narodowej klęski niż do sukcesu. Zaczęło się to od powstania warszawskiego”. I tak dalej.
Ale nie tylko to zdecydowało o tak radykalnych poglądach posła Celińskiego. Twierdził on bowiem, że posiada na ten temat… solidną wiedzę: „Ja to – może w odróżnieniu od Kaczyńskich – badałem. Wtedy! W latach 60.!” Hm, poseł rocznik 1954, był aż tak oczytany i napełniony wiedzą o latach „walki o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej” już jako 12-15-latek? Zdolną mieliśmy młodzież… Niech nas nie zwiedzie jednak jego powoływanie się na AK-owskie tradycje rodzinne. Celiński twierdzi, że wiedzę czerpał od ówczesnych koryfeuszy marksistowskiej nauki: „Tak się złożyło, że w latach 70. i 80. brałem udział w prywatnych seminariach dotyczących najnowszej historii Polski. Prywatnych, bo tylko prywatnie można było poważnie, bez cenzury dochodzić prawdy o naszej najnowszej historii. To były trzy takie seminaria, może konwersatoria – miejsce spotkań nie dla uciechy, lecz dla jakiejś korzyści intelektualnej. W środowisku Towarzystwa Kursów Naukowych spotykaliśmy się przeważnie w mieszkaniu Krystyny i Adama Kerstenów na warszawskim Kole albo u Hanny i Jerzego Jedlickich na mokotowskich Fortach. Czasem u Maryli Hopfinger-Amsterdamskiej i Stefana Amsterdamskiego na Jelonkach. Bywali tam m.in. Tadeusz Mazowiecki, Kowalikowie, Janka Zakrzewska, Garewiczowie, Geremkowie, słowem – profesorowie ze świadomością warsztatu historycznego”. Tak się jednak składa, że z wymienionej grupy tylko nieliczni byli formalnie historykami i pośród nich tylko Krystyna Kersten zaledwie otarła się o poruszany temat. A co do ich warsztatu, to warto sięgnąć do ich publikacji z tamtego okresu. W przypadku K. Kersten była to całkowita kompromitacja (dla przykładu: jej arcy„dzieło” o tzw. Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego). Co więcej – cała wymieniona wyżej grupa była w latach, w których działali „Wyklęci” – całkowicie po drugiej stronie barykady, albo wprost w PZPR, lub (tak jak Tadeusz Mazowiecki) w jej przybudówkach.
Celiński rzecz sprowadził zatem do tego, o czym komuniści kłamliwie trąbili przez pół wieku: „Trzeba jednak powiedzieć wówczas także o jej ciemniejszej stronie: braku politycznej koncepcji celu, o rekwizycjach, patologiach, braku możliwości zakończenia akcji, po jakimś czasie beznadziejnej. To, co nazywa się potocznie powojenną partyzantką, wyradzało się. Oddziały „leśnych” dopuściły się zbrodni na Żydach, walczyły ze sobą, dokonywały gwałtów na ludności cywilnej”. Ot, jakie to proste. Własne „badania”, nauki pobierane u zwolenników i aktywistów „ludowej władzy” i zapewne długi staż u boku (b.) towarzysza Leszka Millera dały niezwykły efekt. „Wyklęci” powinni nadal pozostać wyklętymi.
Posłowi Celińskiemu do sztambucha
Przypomnijmy więc posłowi Celińskiemu kilka spraw, których sam zapewne nie „badał”, jak też nie było o nich mowy na konwentyklach z PAX-owcem Mazowieckim, czy sekretarzem POP PZPR w Instytucie Historycznym UW, Geremkiem.
Oto „Meldunek nadzwyczajny” Komendanta Powiatowego MO w Przasnyszu z 18 października 1045 r.: „O godz. 7 rano wojsko KBW, UB i MO ze Szczytna i Milbarku (Okręg mazurski) urządziło obławę i rewizję za ukrytą bronią. We wsi Zaręby z mieszkań wypędzono około 200 chłopów na plac przed kościół. Dołączono do nich również i milicjantów z Pos[trunku] MO w Zrębach, następnie wyczytano z listy nazwiska niektórych chłopów, poczem załadowano ich wraz z niewyczytanymi i niesprawdzonymi milicjantami na auta. […] Do tej pory nie ma żadnej o nich wiadomości. […] Podczas rewizji miały miejsce liczne rabunki ze strony rewidujących. […] zachowanie się przeprowadzających akcję było b. brutalne i według opinii mieszkańców – zupełnie podobne było do zachowania się gestapo. Cały szereg osób, których zameldowania również nadeślę, zostało pobitych”. Trzeba tu dodać, że była to wieś sprzyjająca „władzy ludowej”, jak więc takie akcje pacyfikacyjne wyglądały tam, gdzie grupy operacyjne UB i KBW miały do czynienia z jakimkolwiek oporem?
Nie były to samowolne, wyizolowane incydenty. Takie postępowanie, włącznie z brutalną odpowiedzialnością zbiorową, nakazywali im przełożeni, m.in. „marszałek” lWP Michał Żymierski. Oto jego rozkazy: „w toku akcji przeciwko bandom do niewoli nie brać: przywódców i oficerów dowództwa dywersyjnego, dywersantów, stawiających opór z bronią w ręku. […] Przy ujmowaniu podejrzanych o udział w bandach bez broni, pociągać do odpowiedzialności karnej przed sądami wojskowymi nie tylko podejrzanych, ale i wszystkie osoby, u których się oni ukrywali i które im okazywały jakąkolwiek pomoc, nie wyłączając najbliższych członków rodzin”.
Nie była to tylko propagandowa retoryka. Ludzi, wziętych z broną w ręku, rozstrzeliwano na miejscu, nie spisując nawet danych personalnych! Oto typowy meldunek KBW: „W toku walk zabito 2 ludzi z bandy „Szarego” a trzeci został wzięty do niewoli, ale na rozkaz obecnego przy tem z-cy kierownika WUBP por. Szwagierczaka został rozstrzelany”.A były „akcje” jeszcze bardziej makabryczne, takie jak wymordowanie ok. 200 bezbronnych żołnierzy NSZ z Podbeskidzia, ze zgrupowania kpt. Henryka Flamego „Bartka”...
Może lewicowa wrażliwość pozwoli posłowi Celińskiemu dokładniej wczytać się w te słowa. Może dotrze do niego to, jakie wrażenie w pierwszych latach po wojnie robiły zbiorowe, publiczne egzekucje ludzi z podziemia antykomunistycznego, gdy z zagipsowanymi ustami byli mordowani przy spędzonych na siłę mieszkańcach, w tym młodzieży, przyprowadzanej wprost z lekcji?
Dziś mielibyśmy odmówić „Wyklętym” prawa do państwowego święta, podczas gdy ich prześladowcy i mordercy opływają w dostatki, pozostają bezkarni, obwieszeni medalami (w tym Virtuti Militari!), mają bardzo wysokie stopnie wojskowe i inne zaszczyty z racji „walki o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej”?
Jak harcerz Skalski o Lwów i Wilno wojował
W podobne tony uderzył publicysta Ernest Skalski, z wykształcenia historyk, dziennikarz m.in. „Sztandaru Młodych” i „Polityki”, ale też… „Tygodnika Powszechnego” i współzałożyciel „Gazety Wyborczej”. (Wikipedia nie zawiera, niestety, informacji o jego przynależności partyjnej, a szkoda). Co ma nam do powiedzenia? W blogu na portalu salon24.pl już 7 marca 2011 r. napisał: „Raczej nie było to antykomunistyczne powstanie, lansowane aktualnie przez politykę historyczną. Czy też historię upolitycznioną, bo to na jedno wychodzi. Powstanie, a mieliśmy ich nie mało, musi mieć jakiś cel, plan działania, jakieś kierownictwo i podporządkowaną mu strukturę. A tego brakowało. […] Ruch partyzancki wydaje się najtrafniejszym określeniem. Ono nie wartościuje”. Ot, i robi się jaśniej – chodzi więc o to, aby nie wartościować, co było wówczas dobre, a co złe? Powstańcy nie mieli żadnego celu? Najlepiej dziś uznać, że obie strony miały rację, czyli okupant z okupowanym powinni mieć ten sam status. Ale to nie koniec jego wynurzeń. Na wszelki wypadek Skalski sugeruje nam, że jednak był wówczas… po drugiej stronie: „Miałem dziesięć lat gdy skończyła się wojna. Zostałem harcerzem i w krakowskim Lasku Wolskim ćwiczyliśmy, tak zwane podchody, szykując się do wojny o wyzwolenie Lwowa i Wilna. Jak na swój wiek byłem dość uświadomiony i osłuchany”. Doprawdy? Aż tak go uświadamiano w domu rodzinnym w 1945 r. – jak to miało miejsce w rodzinach związanych z podziemiem antykomunistycznym? To niech nam łaskawie wyjawi, kto go tak czule oświecał, tatuś czy mamusia, a może oboje? No i kim byli oraz w jakiej dziedzinie go oświecali, bo uwierzyć wprost nie mogę.
Oto dalszy ciąg wywodów Skalskiego, który również jest przeciwnikiem nowego święta: „władza, choć z mandatu Sowietów, choć wredna, była jednak polska”[…] Terror sowiecki i nowej władzy nie był powszechny, nie stwarzał, w przeciwieństwie do okupacji niemieckiej, zagrożenia wolności i życia dla wszystkich”. Czyżby Skalski nie słyszał i nie czytał o sowieckim nadaniu tej władzy? O roli Stalina? O „sowietnikach” w UB i innych instytucjach? O tysiącach rozstrzelanych, dziesiątkach tysięcy ofiar reżimu komunistycznego, o setkach tysięcy więźniów politycznych, o milionach, poddawanych wielu innym represjom? Pewnie nie słyszał, bo w jego domu mówiło się o tym inaczej. A przecież terror był zjawiskiem powszechnym, codziennym i masowym. To prawda, że już nie takim, jak za okupacji niemieckiej, ale przecież należy pamiętać, ile już przedtem było ofiar Niemców, ile osób wypędzonych i tych, którzy już do Polski nie mogli wrócić. Dlatego komunistom było lżej i łatwiej, kręgosłup narodu przetrącili Niemcy, zatem nowa okupacja mogła być lżejsza, choć jest to zjawisko względne. Na niektórych terenach ofiar „drugiej okupacji” było jednak więcej niż „za Niemca”!
Mimo to Skalski ujawnia swe prawdziwe sympatie i fobie: „oddział, który przychodził z Wileńszczyzny na Mazowsze, czy z Wołynia w Lubelskie miał problemy. Lokalna władza przeważnie nie składała się z przysłanych z Moskwy emisariuszy. To miejscowi szli do lokalnej policji czy nawet powiatowego UB, zajmowali stanowiska w urzędzie gminnym. Krewni, sąsiedzi traktowali ich nieraz jako swoich na urzędzie, co to mogą ostrzec, pomóc, czy przymknąć oczy. Dla partyzantów byli to zdrajcy wysługujący się sowietom, członkowie komunistycznej władzy, których należy likwidować. Tym słowem często się określało zabójstwo.
Nurt narodowy w partyzantce za wrogów uznawał nie tylko przedstawicieli władz, lecz również mniejszości narodowe. Zabijał więc Białorusinów i Żydów. Nie tylko tych z UB i z PPR, ale jak leci, choćby wyciąganych z zatrzymywanych pociągów”. Śpiewka stara, ale jara, śpiewana przecież już od 1944 r., zawsze ta sama. Motyw podziemia jako rabunkowych band, wałęsających się bez celu i sensu po lasach, zabijających z oszalałej nienawiści domniemanych „wrogów”, szczególnie tych z mniejszości narodowych. To stały i nośny motyw. A to, że nieprawdziwy? Tym gorzej dla prawdy.
„W obliczu zła, od 1944 roku zawłaszczającego Polskę, można było zachować się przyzwoicie, albo nieprzyzwoicie”
Znamienne były komentarze, zamieszczane pod blogiem Skalskiego przez Czytelników. Oto niektóre z nich: „obśmiałem się jak norka czytając te Pańskie kocopały. Rodzice Pana do tego nacjonalistycznego harcerstwa delegowali?”; „Ględźba, ten Pana tekst. Dowód, że słowa mogą być puste jak wiatr. A przecież sprawa jest nadzwyczaj prosta: w obliczu zła, od 1944 roku zawłaszczającego Polskę, można było zachować się przyzwoicie, albo nieprzyzwoicie. Reszta wygląda jak usprawiedliwianie własnych podłości”; „W Polsce walczono o niepodległość z najeźdźcą, który bez skrupułów tę niepodległość gwałcił, a jej obrońców mordował. Dlatego chcemy im oddać cześć i sprawiedliwość”; „Ideowym komunistom w głowie się nie mieści, że ktoś może walczyć za idee inne niż ich rewolucja, a nawet przeciw ich rewolucji. Nie mogą pojąc, że są ludzie, dla których ruski but na polskim gardle jest nie do przyjęcia. Ja się nie dziwię, bo Bóg, Honor, Ojczyzna to pojęcia im zupełnie obce, a przez tę obcość wstrętne”. Oczywiście, są też inne, od ludzi, którzy identyfikują się (rodzinnie) z ustrojem komunistycznym.
Mamy więc do czynienia z jednoznacznym wyborem, zarówno politycznym (z komuną lub przeciw niej), ale też moralnym – co było dobrem, a co złem. To też świetnie podsumował jeden z internautów: „Antoni Słonimski opisywał kiedyś faceta, który podczas pożaru wielkiego hotelu z setkami ofiar ukradł futro.Jego komentarz: facet będzie do końca życia utrzymywał, że taki pożar to świetna rzecz”. Komunizm był świetną rzeczą dla takich facetów, dla całych środowisk, dla „awansu społecznego”. Władza „dawała” przecież mieszkania, talony na dobra materialne, wczasy, wyjazdy zagraniczne. Nie jest bowiem prawdą, że nikt nie mógł wówczas wyjeżdżać na „zgniły Zachód” – niektórzy jeździli i to wielokrotnie w ciągu roku, dostawali na to odpowiednie przydziały dewiz po kursie, w który mało kto już dziś uwierzy. Przez partię komunistyczną przewinęły się miliony ludzi, bardzo wielu z nich otrzymywało z tego tytułu bardzo wymierne korzyści. To jest dziś podstawowe zaplecze tych, których gorszy święto „Żołnierzy Wyklętych”. Chcieliby, aby o nich całkiem zapomniano. A przecież olbrzymia większość ofiar nawet nie ma grobów, wielu zamordowano bezimiennie. Nie ma winnych… Sami byli sobie winni?
Jeśli jest wam z naszym świętem tak źle, to sobie zróbcie (ale prywatne!) święto „towarzyszy wyklętych” – Bieruta, Bermana, Minca, Romkowskiego, Mietkowskiego, Światły, Fejgina i innych. W kręgach towarzyskich, rodzinnych, z dziećmi i wnukami. Pełno ich wokół nas, także w mediach oraz „biznesie”, polityce, nauce… Ale na wszelki wypadek się z tym za bardzo nie obnoście.
*****
Nie pozwólmy, aby pamięć o „Wyklętych” pokrył kurz niepamięci i dotkliwe obelgi. Oto typowy dla tamtego okresu list z jednostki wojskowej do żony żołnierza (z początkowego okresu Polski Ludowej), której zamordowano męża, bo przeciwstawił się ludowej władzy: „Dowództwo jednostki Wojskowej (…) zawiadamia Was, że w imieniu Narodu Polskiego Sąd Polowy WP wykonał (…) wyrok śmierci na Waszym mężu (…). Okrył siebie, Was i Wasze dziecko hańbą – zdradził sprawę narodową, naród i Ojczyznę. (…) Ziemię nad jego grobem wyrównano i niech nie szpeci ziemi Ojczyzny naszej grób zdrajcy. Wieczna hańba i nienawiść naszych żołnierzy i oficerów towarzyszy mu i poza grób. Każdy, kto czuje w sobie polską krew przeklina go – niech więc wyrzeknie się go własna jego żona i dziecko”. Podpisał to dowódca jednostki, por. Muś. Zapewne zrobił w „Polsce Ludowej” odpowiednią karierę, bo przecież nazwisko dziwnie znajome jest...
Ci, którzy nie bardzo do dziś wiedzą, dlaczego to byli „Żołnierze Wyklęci”, jeszcze raz powinni przeczytać powyższe „zawiadomienie”. Ci zaś, którzy „czują w sobie polską krew”, powinni przestać ich przeklinać. Dziś mamy dla nich już tylko pamięć oraz wdzięczność za to, że byli i zginęli z honorem.
http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/54494,leszek-zebrowski-wyklinanie-zolnierzy-wykletych
Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?: Jerzy Giedroyc – Polska idea imperialna

Warszawa, wrzesień 1938.
ZA WYDAWNICTWO „POLITYKA”
Przy traktowaniu problemu żydowskiego należy sobie przede wszystkim zdać sprawę z trojakiego rodzaju trudności.
Do pierwszych należą specyficzne właściwości rasy żydowskiej czyniące z niej element ludnościowy trudny do równorzędnego traktowania z innymi mniejszościami narodowymi. Żydzi nie mieszkają zwartą masą, lecz przenikają swymi wpływami wszystkie dzielnice kraju oraz wszystkie ugrupowania społeczne. Żyjąc w rozsypce wśród obcego im narodu, nie ulegają mimo to w przygniatającej większości, asymilacji. Wprost przeciwnie, z uporem bronią swej odrębności narodowej i religijnej. W stosunkach z autochtonami kierują się — pomijając nieliczne wyjątki — zasadami etyki niemożliwymi do przyjęcia dla społeczeństw chrześcijańskich. Ich interesy narodowe każą Im w dodatku opowiadać się stale po stronie silniejszego. Oportunizm ten uderza w same podwaliny spoistości państwowej, która jest w chwilach ciężkiej próby wystawiona przez obecność tego rodzaju elementu na poważne niebezpieczeństwo.
Należy w dodatku uwzględnić wielki stosunkowo odsetek ludności żydowskiej w Polsce; zdać sobie przy tym sprawę z faktu, że wysokość tego odsetka jest prócz innych przyczyn przede wszystkim wynikiem celowego nagromadzenia Żydów na ziemiach polskich przez rządy rosyjskie. Liczebność Żydów w Polsce pogłębia fakt opanowania przez nich olbrzymiej ilości najpoważniejszych placówek gospodarczych do tego stopnia, że dzisiaj przeważna część przemysłu, finansów i handlu znajduje się w ich rękach. Zmianę tego stanu rzeczy normalnymi środkami konkurencji gospodarcze] utrudnia niesłychanie solidarny bojkot żydowski wszelkich wysiłków polskich idących w tym kierunku. Za wpływami gospodarczymi idą w końcu potężne wpływy żydowskie w polityce, prasie oraz głęboka penetracja kulturalna, zmierzająca oczywiście do osłabienia odporności społeczeństwa na zalew żydowski. Akcja ta nie cofa się przy tym przed podważaniem w społeczeństwie zdrowia moralnego oraz podkopywaniem gotowości bojowej narodu, starając się go zaprzęgnąć w rydwan różnego rodzaju międzynarodówek, najlepiej sprzyjających rozwojowi elementu żydowskiego. Drugi rodzaj trudności powstaje w wypadku odrzucenia doktryny rasistowskiej. Problem żydowski ulega wtedy poważnemu skomplikowaniu z powodu dość daleko idącego pomieszania rasowego ludności żydowskiej z ludnością tubylczą oraz przechodzenia szeregu jednostek na wiarę chrześcijańską. Do tematu tego powrócimy jeszcze na samym końcu rozdziału.
Trzecia kategoria trudności związanych z problemem żydowskim polega nie tyle na wyborze metod walki, ile na fakcie, że żadne z nich nie są w stanie doprowadzić w krótkim czasie do radykalnego zmniejszenia się odsetka ludności żydowskiej w Polsce. Sytuacja ta stwarza konieczność zastosowania polityki skutecznej na dłuższy dystans. Wejście na tę drogę wywołuje jednak wśród bardziej zapalnych jednostek odruchy zniecierpliwienia. Odruchy te doprowadzają do stawiania demagogicznych wprawdzie, ale zupełnie nierealnych postulatów, odwracając uwagę społeczeństwa od właściwych i jedynie skutecznych metod działania. Odruchy te skrupiają się przejściowo na drobnej ilości jednostek, chroniąc równocześnie doskonale szeroką masę żydowską przed naciskiem skuteczniejszych metod walki. Po fali ekscesów przychodzi bowiem zwykle reakcja opinii krajowej i zagranicznej, za nią zaś zarządzenia władz hamujące ekscesy; w międzyczasie zaś właściwe metody walki leżą w zupełności odłogiem.
Podchodząc do zagadnienia żydowskiego w Polsce należy sobie w pełni uświadomić wszystkie wymienione powyżej kategorie trudności. Z pierwszych powinniśmy wysnuć wniosek, że zagadnienie żydowskie w Polsce nie może być w ogóle traktowane jako problem mniejszościowy. Specyficzne właściwości rasy żydowskiej nie pozwalają jej uważać za trwały element ludnościowy. Stanowisko takie nie narusza w niczym ani poczucia praworządności ani też: zasad etyki katolickiej, lecz jest podyktowane konieczną obroną najbardziej żywotnych interesów narodowych.
Praworządność wymaga, ażeby walka z zalewem żydowskim toczyła się w ramach obowiązujących ustaw.
Tego też się domagamy, potępiając bezwzględnie wszelkie ekscesy antyżydowskie, prowadzące najprostszą drogą do kultu barbarzyństwa i zwyrodnienia uczuć. Etyka katolicka natomiast zabrania nawet ustawowego prześladowania Żydów w sposób uwłaczający ich godności ludzkiej; nie zabrania jednak w niczym słusznej obrony interesów narodowych przed gospodarczym oraz kulturalnym zalewem żydostwa.
Rezygnując z ekstremistycznych metod walki uwłaczających poczuciu sprawiedliwości oraz godności ludzkiej, jaką należy bezwzględnie uszanować w każdym człowieku, uzyskujemy równocześnie poważną korzyść natury politycznej. Należy sobie bowiem zdać sprawę, że nawet przy najbardziej energicznej walce z zalewem żydowskim co najmniej setki tysiące Żydów w Polsce na stałe tak czy owak pozostanie. Deptanie godności ludzkiej tych setek tysięcy musiałoby uczynić z nich trwałych i nieprzejednanych wrogów państwowości polskiej, co w żadnym wypadku nie mogłoby ułatwić naszej sytuacji wewnętrznej. Wprawdzie i stworzenie konsekwentnej presji gospodarczej obróci przeciwko Polsce nastroje mas żydowskich. Nastroje te będą jednak dużo mniej wrogie, niżby musiały być, gdyby równocześnie z walką gospodarczą stosowano metody ekstremistyczne w postaci konfiskaty majątków i osobistego prześladowania. Po wtóre walka gospodarcza z chwilą złamania gospodarczej przewagi Żydów z konieczności rzeczy osłabnie, co pozwoli na ostateczną normalizację stosunków.
Jako najbardziej uczciwe załatwienie sprawy żydowskiej musi się oczywiście uznać emigrację nadmiaru ludności żydowskiej z Polski. Emigrację tę należy wszelkimi środkami popierać, usuwając rozliczne trudności stojące na jej drodze. Za specjalnie nielogiczne musi się też uznać żądanie emigracji przy równoczesnym stosowaniu zarządzeń, takich jak konfiskata majątków i rygorystyczne ograniczenia dewizowe, które z natury rzeczy wszelką emigrację w samym zarodku stłumić muszą; chyba że się normalną emigrację pragnie zastąpić ucieczką przed osobistym prześladowaniem, od czegośmy się stanowczo odcięli.
Ograniczenie się jednakie do postulatu emigracyjnego musiałoby być uznane za dowód złej wiary, ponieważ jest oczywistym, że Żydzi w odpowiedniej ilości oraz dobrowolnie nie wyemigrują. Jedynym środkiem, który ich do tego zmusić potrafi, jest celowa presja stosowana na wszystkich odcinkach życia gospodarczego. W miarę tego dopiero jak coraz szersze masy żydowskie zaczną w Polsce tracić środki egzystencji, okażą one skłonność do szukania zarobku gdzie indziej. Wywieranie na Żydów presji gospodarczej jedynie tylko w drodze normalnej konkurencji jest z przytoczonych już względów absolutnie niewystarczające. Normalna konkurencja musi zostać poparta następującego rodzaju zarządzeniami:
1. Numerus clausus na wyższych uczelniach oraz w wolnych zawodach.
2. Nieprzyjmowanie Żydów na posady publiczne, specjalnie zaś na żadne kierownicze stanowiska.
3. Oddawanie dostaw rządowych firmom chrześcijańskim. Należy sobie jednak zdać sprawę z tego, że w wielu wypadkach brak jest w ogóle dostatecznie odpowiedzialnych firm chrześcijańskich, tak że polityka ta może się rozwijać jedynie w miarę rozwoju polskiego stanu posiadania.
4. Polityki gospodarczej, która by skierowała do handlu i przemysłu element chłopski przywykły do minimalnych wymagań i w związku z tym najbardziej zdolny do skutecznej walki konkurencyjnej z placówkami żydowskimi.
5. Ustawowego zezwolenia na propagandę firm chrześcijańskich we formie spisu tych firm; zakazu anonimowych firm ukrywających żydowskich właścicieli; zakazu zmiany nazwisk itp.
6. Obsadzenia wszystkich stanowisk politycznych i gospodarczych o decydującym znaczeniu dla państwa wyłącznie przez rdzennych Polaków, tylko oni bowiem mogą dawać pełną gwarancję, że na swych stanowiskach
wykażą dostateczną dbałość o interesy państwa.
Zdajemy sobie sprawę, że wymienione metody walki stworzą bardzo ciężkie warunki egzystencji dla masy żydowskiej. Dopiero one jednak zmuszą Żydów do szybkiej emigracji, międzynarodową zaś finansjerę żydowską do udzielenia tej emigracji odpowiedniego poparcia.
Za specjalnie ważną rzecz uważamy stanowcze odseparowanie się od rozkładowych wpływów kultury żydowskiej. W tym celu należy oddzielić prasę żydowską od chrześcijańskiej, wprowadzając zakaz finansowania oraz redagowania pism polskich przez Żydów, jak również nakaz ujawniana żydowskich organów prasowych przez odpowiednie tytuły. Potępiamy barbarzyńskie prześladowania rzetelnych zdobyczy kulturalnych jedynie dlatego, że są one ewentualnie dziełem osób żydowskiego pochodzenia, domagamy się jednak bezwzględnego usunięcia ze szkoły, teatru, kina i innych środków oddziaływania na umysłowość społeczeństwa sprytnie przemycanych tendencyj, mających na celu podkopanie tężyzny moralnej oraz gotowości bojowej narodu.
Doceniając w pełni powagę problemu żydowskiego, potępiamy jednak rasistowskie podejście do niego sprzeczne zresztą w sposób zasadniczy z doktryną Kościoła katolickiego. Dlatego też jednostki, które jeszcze przed odzyskaniem niepodległości łączył ścisły związek duchowy z narodem polskim, nie powinny podlegać żadnym ograniczeniom. To tolerancyjne stanowisko powinno w zasadzie odnosić się również do osób, które przeszły na wiarę chrześcijańską. Kryterium to otwiera jednak szeroko wrota szkodliwemu oportunizmowi. Dlatego też mogłoby ono mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do osób, które by całym swym życiem udowadniały ideowość swych pobudek. Konieczną w tym wypadku byłaby czynna współpraca władz kościelnych głównie powołanych do oceniania tego rodzaju czynników.
Pozostaje w końcu otwartą kwestia osób żydowskiego pochodzenia solidaryzujących się całkowicie z interesami narodu polskiego, nie chcących jednak zmienić wyznania właśnie celem uniknięcia zarzutu oportunizmu. Stanowisko tego rodzaju jednostek jest ze wszech miar godne uznania. Należy też spodziewać się, że pomimo olbrzymich praktycznych trudności znajdzie się kryterium pozwalające na indywidualne traktowanie podobnych wypadków”.
Przedruk: „Polska idea imperialna” (wstęp Jerzy Giedroyc), Warszawa 1938, ss. 42-48, Nr 23-24 (7-14.06.2009)
http://www.bibula.com/?p=10244
Jerzy Szygiel
Nowość – dwa parlamenty w jednym!
Nasza prasa tę nowość jakoś przemilczała, ale wcześniej czy później o tym usłyszymy: od tego miesiąca budynek Parlamentu Europejskiego (PE) w Brukseli mieści dwa parlamenty – zwykły PE i Żydowski Parlament Europejski (ŻPE)*. Uroczysta inauguracja miała miejsce półtora tygodnia temu. Wzięli w niej udział, oprócz deputowanych z 47 krajów Europy (w tym z Polski), przewodniczący największych organizacji żydowskich ze Stanów Zjednoczonych oraz m.in. szef komisji spraw zagranicznych PE Elmar Brok z Niemiec, który wyraził nadzieję na owocną współpracę ŻPE z PE.
Pomysłodawcą ŻPE był prezydent Izraela Szymon Peres, natomiast wybory przeprowadziła Żydowska Unia Europejska (organizacja starsza niż ŻPE). Jej przewodniczący Tomer Orni, poprzednio reprezentant izraelskiej Agencji Żydowskiej, poinformował, że demokratyczne wybory do ŻPE odbyły się przez Internet. 400 tysięcy europejskich Żydów wybrało ŻPE na wzór Knesetu – studwudziestoosobowy.
Głosowanie internetowe spowodowało, że do ŻPE niespodziewanie nominowano m.in. aktora Sachę Barona Cohena, piłkarza Davida Beckhama, reżysera Romana Polańskiego i innych, którzy nawet nie wiedzieli, że kandydują. Ich nominacje okazały się zresztą nieważne – kilku innych nominowanych, szczególnie narodowych parlamentarzystów i polityków, zrezygnowało. Program do głosowania nie miał możliwości sprawdzania obywatelstwa głosujących.
Belgijski deputowany Joel Rubinfeld wyjaśnił, że Parlament ma trzy główne cele: 1. walkę z antysemityzmem, 2. poparcie dla Izraela, 3.promocję i ochronę interesów i wartości żydowskich na szczeblu międzynarodowym. Do ŻPE weszły zasłużone osobistości społeczności żydowskiej z wielu krajów. Polskę reprezentuje przewodnicząca Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego Monika Krawczyk. Była rozmówczynią prezydenta Obamy w czasie jego ostatniego pobytu w Warszawie, dziękując mu za wszystko, co robi dla Izraela.
Od strony formalnej ŻPE ma status organizacji pozarządowej. Na Zachodzie też mówi się o nim niewiele. Komentarze w prasie żydowskiej i izraelskiej są bardzo pozytywne – „w Europie żyje ok. 3 i pół miliona Żydów i potrzebują oni aktywnej reprezentacji”. W Europie niektóry mają wątpliwości, czy nie przyczyni się to do powstania jakichś innych parlamentów europejskich, według kryteriów narodowo-religijnych. Na ogół jednak odbiera się to jako chęć dodatkowego wzmocnienia przez Izrael wpływów w Europie, szczególnie przed szykującym się bombardowaniem Iranu.
http://www.bibula.com/?p=52520
Opening speech of MEP Antonyia Parvanova at inaugural session of first European Jewish Parliament in Brussels
Pierwsza sesja Żydowskiego Parlamentu Europejskiego w Brukseli
Przemówienie inauguracyjne z 16 lutego Antonii Parwanowej
członek Parlamentu Europejskiego
Haverim, Haverot.
Panie i Panowie, szanowni goście
Jestem dumna i zaszczycona stając dzisiaj przed wami, otwierając historyczne spotkanie, które oznacza przyszłość Żydów w Europie i poza nią. Faktycznie po raz pierwszy zebraliśmy w tej sali przedstawicieli organizacji reprezentujących ponad 3,5 mln żydowskich obywateli na całym naszym kontynencie.
Pozwolę sobie również powitać kierownictwo Konferencji Przewodniczących Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich, których mamy przyjemność dzisiaj gościć w Parlamencie Europejskim. Jak wiecie, dialog pomiędzy kierownictwem amerykańskiego i europejskiego żydostwa będzie pierwszym punktem tego spotkania, i mam nadzieję, że będziemy mieć owocną i wzbogacającą dyskusję.
Patrząc na zgromadzonych, pozwólcie przywołać historyczną paralelę, o której wspomniał mi kilka dni temu mój dobry przyjaciel (on jest na tej sali …), w nawiązaniu do Parsza Yitro z ostatniego tygodnia. 3324 lat temu, ponad 3 mln Izraelitów zebrało na górze Synaj, i za pośrednictwem Mojżesza otrzymali 10 przykazań. O tym wydarzeniu jest mowa w Torze i wyjaśnił je Rashi, wiodący komentator, który żył w Europie 900 lat temu, kiedy wszyscy ci ludzie rozbili obóz “jako jeden mąż o jednym sercu” – keish ehad belev ehad.
Po raz pierwszy w historii, europejski naród żydowski stawia się dziś jak jeden mąż, czy powinnam powiedzieć jedno zgromadzenie zebrane w jednej sprawie. To prawdziwy zaszczyt, że otwieram to spotkanie, które będzie pierwszym i inauguracyjnym posiedzeniem Żydowskiego Parlamentu Europejskiego, w którym uczestniczy 120 wybranych członków, pochodzących z 40 krajów europejskich. Istnienie Europejskiej Wspólnoty mówiącej jednym i tym samym głosem, z pewnością będzie najbardziej wartościowe dla wielu europejskich debat, w których jej udział jest oczekiwany i potrzebny.
I to chyba nie jest przypadkiem, że w tym tygodniu czyta się Parasha Mishpatim, określający prawa i zasady społeczeństwa, i który stanowi kolejny ważny i zdecydowany krok dla Wspólnoty. Posiadanie zasad i praw nie tylko służy integracji i spójności grupy, ale także chroni i mobilizuje każdego człowieka. Wierzę, że nowo utworzony Żydowski Parlament Europejski będzie głosem reprezentującym i mobilizującym społeczność żydowską w Europie.
Jesteśmy tu dziś w Parlamencie Europejskim, domu który zawsze był symbolem pokoju, tolerancji i wspólnej przyszłości. Oczywiście, jest jeszcze długa droga, zanim się wzmocni naszą Unię Europejską, ale kontynent zebrał się ponad 50 lat temu uznając wartości, które nadal muszą być zachowywane. Ekstremizm, rasizm, nietolerancja i antysemityzm nie mają miejsca w Europie, a ten dom będzie stał na straży praw i ochrony każdego obywatela Europy.
Dlatego mam szczególny honor w otwarciu tego spotkania, jako członek Parlamentu Europejskiego. Europejska rodzina żydowska – albo Mishpaha – spotyka się dziś w domu europejskiej rodziny. Siłą napędową w rodzinie zawsze są debaty i dyskusje – i czasem mogą być różnice zdań. Ale jestem pewna, że Europejski Parlament Żydowski będzie silnym głosem, który pozytywnie przyczyni się do europejskiego rozwoju. Życzę Państwu owocnych obrad, życzę skutecznych rezultatów, i życzę wielkiego sukcesu.
Pozwolę sobie zakończyć błogosławieństwem tradycyjnie wymawianym przy specjalnych okazjach. Jako kobieta, czuję się uprzywilejowana to powiedzieć przed wami, jako mówią Żydówki kiedy zapalają świątecznego świece:
Zapalam świecę, symbol pokoju. Zapalam świecę na tym zgromadzeniu i pierwszej sesji Żydowskiego Parlamentu Europejskiego.
She eheyanu. Ve Ki manu. Vehijianu lazmán azé.
Mazel Tov!
Tadger poleca: Tomasz Rakowski - REWOLUCJA.PL? "Udało się wybudzić tłumy młodych ludzi z politycznej śpiączki"
Młodzi gniewni
Masowe protesty przeciwko ACTA, zarówno w sieci, ale przede wszystkim na ulicach wielu miast zaskoczyły Polskę. Okazało się, że oglądane kilka miesięcy wcześniej obrazy z krajów arabskich można zobaczyć na żywo, w wersji light, wychodząc na rynek, bądź przed siedzibę partii władzy. Uczestnicy manifestacji zwoływali się przy użyciu serwisów społecznościowych, masowo zasilając grupy sprzeciwiające się podpisaniu kontrowersyjnej ustawy, lecz byli na tyle zdeterminowani, aby pomimo 20-stopniowych mrozów spotkać się w realu. Naukowcy z UW, psycholog internetu dr Jan Zając oraz socjolog dr Dominik Batorski po przeanalizowaniu profili członków dwóch największych grup anty ACTA na portalu facebook.com przedstawili analizę, z której wynika, że protestujący to osoby poniżej 24 roku życia (78% użytkowników pierwszej grupy i 83% drugiej grupy). Znaczna część tych osób prawdopodobnie nigdy nie brała udziału w żadnych pikietach i przemarszach, a także nie była w żaden sposób zorientowana politycznie. Biorąc pod uwagę młody wiek protestujących oraz frekwencję w czasie ostatnich wyborów w Polsce można zaryzykować stwierdzenie, że styczniowe manifestacje aktywowały niemały procent do tej pory biernej politycznie części społeczeństwa. Wspomniane badania pokazują również, że w wymienionych grupach młodzież w wieku 13-17 lat stanowiła odpowiednio 34% i 44%. Możliwość zagospodarowania nowych wyborców wyczuły wszystkie partie, najbardziej aktywne w próbach podłączenia się pod gotowe protesty były Ruch Poparcia Palikota oraz Nowa Prawica Janusza Korwina-Mikke. Niemniej jednak większość organizatorów, nawet jeśli próbowała przemycić swoje sympatie polityczne, mimo wszystko deklarowała apolityczność i współpracę ponad podziałami. Wszyscy razem. Od lewa do prawa. Ale przeciw czemu? Czy rzeczywiście zagrożenie wolności słowa było wypisane drobnym druczkiem w porozumieniu ACTA? Czy nie mieliśmy wcześniej w Polsce sytuacji ograniczania praw obywatelskich i działania za naszymi plecami i na naszą niekorzyść? Czy projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, który de facto wprowadzi obostrzenia bardziej restrykcyjne niż ACTA nie powinien być pretekstem równie istotnym? A możliwość ogłoszenia stanu wojennego w przypadku nieprecyzyjnie zdefiniowanych niebezpiecznych działań w cyberprzestrzeni? A spis powszechny polskich internautów przeprowadzony w 2010 roku przez Urząd Komunikacji Elektronicznej? Czy w końcu sprawa Tragedii Smoleńskiej i uwłaczająca postawa rządu Donalda Tuska, której skutki są dla przyszłości Polski olbrzymim niebezpieczeństwem? Wszystkie te wydarzenia i wiele, wiele innych były warunkiem wystarczającym do tego, aby dostrzec, że coś jest nie tak.
Z badań przeprowadzonych przez MB SMG/KRC wynika, że dla młodych Polaków protesty przeciwko ACTA to przede wszystkim walka o wolność w Internecie (43%) oraz sprzeciw wobec niejawnej procedury prowadzenia negocjacji w tej sprawie przez rząd polski (30%). To mgliste pojęcie, jakim jest „wolność” oraz brak świadomości odnośnie wcześniejszych działań gabinetu Tuska i pałacu prezydenckiego wskazują, że masowe protesty nie wynikały z realnego i uzasadnionego poczucia zagrożenia, które mogło dotyczyć każdego użytkownika sieci Internet. Co się zatem stało?
Polskie tango down
„Chcesz dołączyć do Anonymous? Cóż, jeżeli chcesz to już należysz”. To takie proste. Siadamy przed komputerem, wkładamy maskę z wizerunkiem człowieka, który żył 400 lat temu i możemy zaczynać zmieniać świat. Tylko jak? Jeśli mamy zastrzeżenia do działań premiera albo chociażby wójta gminy i chcielibyśmy je zamanifestować, to bez odrobiny fachowej wiedzy nie uda się nam zablokować strony www żadnego z tych urzędów. Sprytniejsi mogą zaspamować skrzynki mailowe. Ale co z tego, skoro nikt się o tym nie dowie? Możemy być Anonymous, ale mamy swoje zadania. Pomimo tego, że grupa ta opisuje się jako nieposiadająca liderów i władz, chętnie porównuje się do „stada ptaków, lecących w tym samym kierunku, do którego można dołączyć i od którego można się odłączyć” to hierarchia zadań jest tam ściśle określona. Ktoś ustala cel, zbiera masę krytyczną i rozpoczyna atak. Czujesz się Anonimowym? Spróbuj położyć serwery rządowe. Nie da rady, prawda? No cóż. Jesteś ptakiem. I lecisz za stadem ptaków. Tylko dokąd?
Ludzie pomagający grupie Anonymous w przeprowadzaniu udanych ataków DDoS to zwykły tłum, masa. Udostępniają swoje łącza internetowe i moce obliczeniowe komputerów, aby zwielokrotnić siłę ataku przy pomocy gotowych programów, takich jak LOIC oraz informują swoich znajomych o planowanej akcji. Bycie częścią społeczności, która potrafi unieruchomić serwisy instytucji rządowych, korporacji międzynarodowych, i która jest na językach całego świata podnosi samoocenę. I nawet, gdy rola użytkownika sprowadza się do bycia tłumem, to daje prawo do poczucia przynależności do „władców internetu”, którzy jak mityczny Zorro, sieją postrach wśród możnych i budzą nadzieję maluczkich.
Czy gdyby protest przeciw ACTA w Polsce nie był poprzedzony atakami na serwery administracji USA, o których mówiono i pisano na całym świecie i gdyby użytkownicy polskiego internetu nie podchwycili analogicznej inicjatywy, uderzającej w serwery polskiego rządu, to czy poczucie konieczności walki o wolność w ogóle miałoby szansę zaistnieć w świadomości przeciętnego Polaka? Czy gdyby protest chciała rozpocząć jakaś organizacja pozarządowa, to miałaby szansę przebicia bez spektakularnego „tango down” kolejnych ministerialnych serwisów? Czy gdyby nie poczucie bycia częścią „kasty hakerów”, o których mówiono w każdym polskim serwisie informacyjnym młodzi ludzie potrafiliby się zjednoczyć w tej bez wątpienia słusznej sprawie? Wątpliwe. Spraw ważniejszych niż ACTA, ważniejszych właśnie dla młodych ludzi przepchnięto w Polsce bez liku. A więc potrzebny był „incydent”, który sprawił, że ludzie poczuli, że muszą walczyć o swoje prawa. I że mogą wygrać.
Polscy „królowie chaosu”, jak określiła grupę Anonymous "Gazeta Wyborcza" to formacja dość młoda. Według Rzeczpospolitej „jest ich w Polsce mniej niż setka, większość to ludzie, którzy wchodzą lub dopiero niedawno weszli w dorosłe życie […]”. Profil na portalu społecznościowym Facebook założyli w październiku 2011 roku, a ich dotychczasowa działalność ograniczyła się do operacji Mailstorm, polegającej na zalaniu elektronicznych skrzynek pocztowych przełożonych księdza Bonieckiego. Oczywiście w obronie wolności słowa. Anonymous Polska chwalą się również upublicznieniem listy nazwisk i adresów polskich „faszystów”. Pozostaje żałować, że hacktywiści nie ujawnili się wcześniej, chociażby po zamknięciu strony antykomor.pl i zatrzymaniu jej autora przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub po wyrzuceniu z Telewizji Polskiej redaktor Anity Gargas, która dotarła do materiałów, pokazujących celowe niszczenie wraku samolotu rządowego TU-154M przez Rosję.
Tak, jak w przypadku protestów w polskich miastach, ten, kto pierwszy założy odpowiedni profil na Facebooku, nawołujący do protestu przeciwko ACTA ten staje się organizatorem i reprezentantem ulicy, tak samo w sieci, jak grzyby po deszczu wyrastają profile Anonymous na Twitterze, YouTube i innych popularnych portalach. Każdy może być jednym z nas. W sieci pojawiły się głosy, że unieruchomienie sejmowej strony, które zapoczątkowało łańcuch ataków na kolejne serwisy w następnych dniach nie było dziełem grupy Anonymous. Działaniem, które mocno podważyło wiarygodność polskich Anonimowych było ostrzeżenie skierowane do Donalda Tuska, któremu grożono ujawnieniem kompromitujących rząd materiałów, dotyczących setek afer Platformy Obywatelskiej, jeśli premier zdecyduje się podpisać ACTA. I o ile wałki partii władzy są sprawą oczywistą, to ultimatum, zawierające kilka ekranów przykładów tychże, opatrzone komentarzem „to tylko 0,5% spraw, na które mamy dokumenty” wyglądało żenująco. Widocznie szef rządu wiedział, że jeśli ktoś włamał się na partyjne serwery, gdzie bez wątpienia w głównym katalogu znalazł folder „Przekręty”, zawierający elegancko uporządkowane dokumenty, zdjęcia i filmy to na 100% nic nie skopiował. Premier się nie wystraszył i ACTA podpisał. W odpowiedzi Anonimowi przekrętów nie ujawnili.
Bez wątpienia Anonymous Polska, jeśli w ogóle posiadają jakąś strukturę, są bytem, który dopiero się tworzy. Byli tak samo zaskoczeni odzewem Polaków i masowymi demonstracjami, jak reszta kraju. Ponieważ niedaleko pada jabłko od jabłoni, warto przyjrzeć się tym, którzy zainspirowali naszych lokalnych aktywistów.
Anonimowi Anonymous
Grupa Anonymous wywodzi się z obrazkowego forum 4chan.org, gdzie każdy może zamieścić swoją treść i jeśli nie jest zalogowanym użytkownikiem, to jego wpis występuje opatrzony nazwą „Anonymous”, czyli anonimowy. Również tam narodziła się idea maski Guy’a Fawkesa, w którą zaopatrzony był rysunkowy ludzik, symbolizujący tzw. epic fail, tj. epicka porażka, który był umieszczany jako komentarz w sytuacji, gdy któryś użytkownik powiedział coś absolutnie głupiego, bądź popełnił oczywisty błąd. Pierwszą akcją Anonymous, a raczej użytkowników 4chan.org były światowe protesty przeciwko sekcie scjentologów, tzw. projekt Chanology przeprowadzone w 2008 roku. Tam po raz pierwszy użyto masek Fawkesa, jako absolutnej dezaprobaty dla działalności sekty. Wystąpienie przeciwko organizacji, która budzi jednoznacznie negatywne skojarzenia oraz działanie w świecie rzeczywistym skoordynowane i zaplanowane w świecie wirtualnym dało grupie Anonymous światowy rozgłos oraz mocno uwiarygodniło ich markę. Analiza dotychczasowych operacji, jakie przeprowadziła ta grupa prowadzi niestety do niepokojących wniosków. Oprócz nieszkodliwych działań, takich jak operacja Lioncash (dorysowywanie lwich pysków na twarzach na banknotach), operacja Lights Out (sztuczne promowanie najnowszego singla Ricka Astley’a w sieci Internet), lub operacja 50cent (atak na piosenkę „Outlaw” wokalisty 50cent), które bez wątpienia służą umacnianiu wizerunku i tworzeniu silnego poczucia przynależności do „grupy żartownisiów”, Anonimowi stali się znani dzięki atakom na firmy oraz instytucje rządowe demokratycznych krajów Zachodu. Ich celami były m.in. rząd australijski (operacja Titstorm - odwet za próby cenzury pornograficznych stron internetowych zawierających sceny gwałtu, przemocy, wykorzystywania dzieci oraz prezentujących aktorki z małymi piersiami), partia chrześcijańsko-demokratyczna w Irlandii, firma Sony (odwet za zarzuty wobec hackera, który złamał zabezpieczenia Play Station 3). W styczniu 2012 roku w reakcji na zamknięcie serwisu do wymiany plików Megaupload.com Anonimowi zaatakowali strony FBI, U.S. Copyright Office, Record Industry Association of America (RIAA) oraz Motion Picture Association of America (MPAA), dopatrując się w działaniu amerykańskich władz zamachu na wolność. Warto odnotować fakt, że grupy Anonymous wspierały rewolucje w krajach arabskich (Egipt, Tunezja, Syria) oraz w Nigerii, blokując strony rządowe, a w roku 2011 w wyniku operacji Darknet doprowadzili do zamknięcia stron z pornografią dziecięcą udostępnianych w sieci TOR, przekazując FBI i Interpolowi dane użytkowników, którzy z nich korzystali.
Operacjami, które wzbudziły najwięcej kontrowersji, również ze względu na to, że w ich efekcie upublicznione zostały setki tysięcy prywatnych danych, w tym osobowych, adresowych i finansowych, były działania pod szyldem Anti Security. Operacja AntiSec miała na celu walkę z firmami i instytucjami, zajmującymi się bezpieczeństwem internetowym, a wspierającymi tzw. „klauzulę pełnej jawności”. Polegała ona na ujawnianiu dziur bezpieczeństwa i sposobów ich wykorzystania, co według Anonimowych umożliwiało internetowym chuliganom modyfikowanie gotowych skryptów w celu zabawy w ataki, a firmom dawało możliwość zarabiania na kolejnych wersjach programów antywirusowych i zabezpieczających. Operacja AntiSec przerodziła się jednak w brutalny pokaz siły i umiejętności Anonimowych, łącznie z kradzieżami środków z kart kredytowych. Pojawiły się głosy krytyki, również ze strony byłych członków, że grupa, walcząca o wolność i prawo do anonimowości beztrosko opublikowała wrażliwe dane osób prywatnych, co stawia pod znakiem zapytania prawdziwe motywy, jakie nią kierowały.
Idol Anonymous na kremlowskim garnuszku
W grudniu 2010 roku po interwencji senatora Joe Liebermana (przewodniczącego senackiej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego USA) firma Amazon.com wymówiła swoje serwery portalowi WikiLeaks. W ślad za Amazonem poszły PayPal, MasterCard i Visa, wstrzymując możliwość przelewania darowizn na konta WikiLeaks, odcinając tym samym serwis od finansowania. Rozpoczęła się walka rządu Stanów Zjednoczonych z portalem, ujawniającym przecieki wypływające głównie z administracji USA. Grupa Anonymous zareagowała na działania amerykańskich firm, uderzających w stabilność WikiLeaks bardzo gwałtownie. W ramach operacji Avenge Assange (od nazwiska twórcy projektu Juliana Assange’a) zaatakowane zostały wszystkie w/w korporacje, jak również strony www: banku szwajcarskiego PostFinance.ch (prywatne konta Assange’a), Szwedzkiej Prokuratury Generalnej (twórca WikiLeaks jest oskarżony o dokonanie przestępstw w Szwecji) i senatora Liebermana, a także kilka innych stron i serwisów związanych z działaniami przeciwko WikiLeaks. Działania Anonimowych w przypadku WikiLeaks nie ograniczyły się jedynie do ataków na wybrane cele. W ramach operacji Leakspin niezależne zespoły powołały do życia kilka serwisów www, których celem było zachowanie, tłumaczenie i rozpowszechnianie ważnych, a być może wcześniej przeoczonych przecieków z WikiLeaks.
„Julian Assange ubóstwia wszystko, co dla nas najistotniejsze. Gardzi i nieustannie walczy z cenzurą i niczego się nie boi, nawet rządu Stanów Zjednoczonych” – tak opisywali twórcę portalu WikiLeaks Anonimowi, nawołujący do jego obrony. Czy rzeczywiście wspomniany portal to narzędzie, ukazujące światu działania za kurtyną? Ideą WikiLeaks było udostępnienie miejsca, które umożliwiłoby anonimowe i bezpieczne przesłanie poufnych informacji ważnych dla interesu społeczeństwa. Niemniej jednak to redakcja portalu decydowała, które donosy opublikuje, kiedy i w jakiej formie. Nie bez kozery Assange został okrzyknięty „Władcą tajemnic”. Ale wiarygodność serwisu budziła wiele kontrowersji nie tylko z tego powodu. Okazuje się, że większość przecieków publikowanych na WikiLeaks pochodziło z administracji USA, czyniąc tym samym portal skutecznym ośrodkiem propagandy antyamerykańskiej. Nie stało to jednak na przeszkodzie, by informacje z serwisu cytowały największe zachodnie media, uwiarygodniając całe przedsięwzięcie. Już pobieżna analiza materiałów zawartych na stronie wikileaks.org pokazuje olbrzymią dysproporcję w informacjach, dotyczących np.: USA i Rosji. Czy przy założeniu, że większość danych do portalu dostarczali aktualni, bądź byli pracownicy administracji Stanów Zjednoczonych nie wydaje się dziwne, że jest w nich tak niewiele informacji na temat Federacji Rosyjskiej? Czy można postawić tezę, że rząd USA nie interesuje się Rosją? Wątpliwe.
Kiedy pod koniec 2010 roku Julian Assange został osadzony w areszcie domowym w Wielkiej Brytanii premier Putin określił tę decyzję, jako „niedemokratyczną”, natomiast z ośrodka prezydenta Miedwiediewa wyszła propozycja uhonorowania twórcy WikiLeaks Pokojową Nagrodą Nobla. To wsparcie nie powinno zaskakiwać, zważywszy na fakt, jak duże zasługi na polu osłabiania USA oddał Rosji Assange. Dopełnieniem całości obrazu jest angaż twórcy WikiLeaks w angielskojęzycznej rosyjskiej telewizji informacyjnej Russia Today, przez wielu krytyków uznawanej za narzędzie propagandy Kremla. Od marca 2012 roku Julian Assange będzie gospodarzem 10-odcinkowego programu, w którym planuje rozmowy z zaproszonymi gośćmi na temat wizji świata przyszłości. Czy „Król tajemnic”, obawiając się o swoją przyszłość zdecydował się sprzedać swoje nazwisko rosyjskiej telewizji, czy też niespodziewany angaż jest demonstracyjnym „puszczeniem oka” w kierunku tych, którzy najwięcej stracili na istnieniu WikiLeaks? Bez względu na odpowiedź, decyzja Assange’a ostatecznie przekreśla wiarygodność jego projektu.
Zadziwiająca jest zbieżność celów, wzajemne wsparcie i działanie oparte na anonimowości, które łączą ze sobą Anonymous oraz WikiLeaks. Czy nie istnieje szansa posłużenia się Anonimowymi, bądź marką Anonymous w przypadku, gdy deklarują oni brak struktur i maksymalne rozproszenie organizacyjne? Czy możliwe jest wykorzystanie portalu, publikującego przecieki do rozgrywania własnych interesów, jeśli wiadomo, że redakcja nie pokazuje wszystkich donosów i oczywiście nie ujawnia źródeł? Na czym w obu przypadkach opierać ma się zaufanie i wiarygodność? Czy brak istotnych materiałów dotyczących Federacji Rosyjskiej w projekcie Juliana Assange’a to przypadek? Czy zerowa reakcja ponadnarodowych hakerów na wciąż trwające w Rosji protesty przeciwko domniemanemu sfałszowaniu wyborów lub szereg innych działań, które mogłyby stać się przyczyną ich interwencji to kolejne zrządzenie losu? Czy wsparcie medialne Anonymous i WikiLeaks przez kremlowską stację telewizyjną Russia Today to zbieg okoliczności? Bohater filmu „V for Vendetta”, będącego manifestem ideowym Anonimowych nie wierzy w koincydencję. Pytaniem, które może pomóc wątpiącym w odważnym połączeniu tych wszystkich wydarzeń w spójną całość jest stara łacińska sentencja cui bono – kto skorzystał? Kto skorzystał na publikacjach WikiLeaks? Kto skorzystał na atakach Anonimowych? Czy te działania umacniają państwa, w które są wymierzone, czy też wręcz przeciwnie? Najbardziej przerażającym elementem tych puzzli jest fakt, że obywatele zachodu, w imię walki o nie do końca dobrze rozumianą wolność, zwracają się przeciwko swoim ojczyznom, zapominając zastanowić się, do czego może to prowadzić.
Rosyjska strefa wpływów
Raport belgijskiej firmy prawnej Philippe&Partners, dotyczący kwestii gazu łupkowego na terenie UE przygotowany na zlecenie Komisji Europejskiej i ogłoszony 27 stycznia 2012 roku daje krajom członkowskim zielone światło na poszukiwania tego surowca. Dla Polski, której zasoby gazu zmagazynowanego w łupkach amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) szacuje na 5,3 bln metrów sześciennych, co przy obecnym zapotrzebowaniu oznacza zapas na prawie 300 lat, jest to informacja o znaczeniu wysoce strategicznym.
Rosyjski Gazprom, będący pod ścisłą kontrolą Kremla jest największym na świecie producentem gazu naturalnego. Pojawienie się alternatywnych źródeł taniej energii w Europie (gaz łupkowy jest również masowo eksploatowany w USA, co powoduje, że jego cena na światowych giełdach systematycznie spada) pozbawi Moskwę potężnych instrumentów nacisku. Z punktu widzenia Rosji wydobycie gazu, bądź ropy z łupków np.: na terenie Polski jest sytuacją skrajnie niepożądaną, której zaistnienie może zagrozić żywotnym interesom Kremla i zupełnie odwrócić układ geopolityczny w całej Europie. Podpisana po 10.04.2010 przez rząd Donalda Tuska wyjątkowo niekorzystna umowa gazowa między Polską a Rosją wiąże nas horrendalnie wysokimi cenami gazu z Gazpromem - „[…] ceny gazu z bezpośrednich dostaw w Nowym Jorku są niemal pięć razy niższe od cen gazu importowanego teraz przez PGNiG z Rosji.” To zrozumiałe, że rosyjscy stratedzy chcą zabezpieczyć swoje interesy, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Raport z 27 stycznia 2012 roku to fiasko prorosyjskiego lobby, które forsowało całkowity zakaz poszukiwania i wydobywania łupków metodą szczelinowania ze względów ekologicznych (warto dodać, że zakaz taki wprowadzono we Francji). W związku z tym należy spodziewać się działań, mających na celu przejęcie kontroli nad polskimi zasobami gazu łupkowego. Mechanizm wydawania koncesji nie jest w tej perspektywie narzędziem skutecznym, gdyż kolejne rządy RP mogłyby te zezwolenia cofnąć, bądź zmienić ich warunki. Oczywistym jest również fakt, że relacja zależności gospodarczej państw UE od rosyjskiego dostawcy nie jest sytuacją pożądaną przez europejskie stolice, gdyż w sposób bezpośredni może wpływać na decyzje polityczne. W interesie zarówno gospodarek europejskich, jak i samej Polski jest uniezależnienie się od Rosji, które przełożyłoby się bezpośrednio na spadek pozycji geopolitycznej Kremla, co z kolei leży w obszarze zainteresowań USA. Jak zatem Moskwa może próbować zabezpieczyć swoje interesy w Polsce?
Zaplanowane na marzec 2012 roku wybory prezydenckie w Rosji będą pierwszymi, w wyniku których wybrany prezydent będzie sprawował swoją kadencję przez okres najbliższych sześciu lat. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że urząd ten obejmie obecny premier Władimir Putin. Rosja ma ambicje neoimperialne i fakt sprawowania niepodzielnej władzy przez tego samego człowieka od 2000 roku jest dobitnym potwierdzeniem tej tezy. Po Tragedii Smoleńskiej mamy do czynienia z niespotykaną w czasach III RP „współpracą” Polski z Federacją Rosyjską, która bardziej przypomina rozszerzanie rosyjskich stref wpływów, niż relację partnerską. O sile i równowadze tej kooperacji niech świadczą sukcesy polskiej prezydencji w Unii Europejskiej: wprowadzenie Rosji do Światowej Organizacji Handlu i otwarcie granicy z Obwodem Kaliningradzkim. „Odpowiedzią […] była decyzja prezydenta Miedwiediewa z listopada ub.r. o rozmieszczeniu w obwodzie kaliningradzkim baterii rakiet Iskander, wymierzonych w cele na terytorium III RP” – podsumowuje bilans naszej współpracy z Rosją Aleksander Ścios. Nie sposób nie zauważyć, że ośrodek prezydencki Bronisława Komorowskiego jest silnie zorientowany na dialog z Moskwą, świadczy o tym szereg działań i inicjatyw podejmowanych przez prezydenta. Wydana w październiku 2010 roku dla Biura Bezpieczeństwa Narodowego ekspertyza, dotycząca budowy zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski roi się od sformułowań i rekomendacji, wskazujących naszą podległą rolę w relacjach z Moskwą, uwypuklając jednocześnie konieczność ochłodzenia stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Niech podsumowaniem wizji naszej współpracy z Federacją Rosyjską będzie poniższe zdanie: „Warunkiem, jaki musimy zaakceptować, co wymaga kroku do przodu ze strony Polski i całej wspólnoty atlantyckiej, jest porozumienie z Rosją taką, jaka ona jest i chce być”, pochodzące ze wspomnianej ekspertyzy.
Z kolei ośrodek rządowy premiera, nawet jeśli działa w ścisłym porozumieniu z pałacem prezydenckim to poprzez ambicje Donalda Tuska jest podatny na realizowanie celów polityki największych graczy UE. Tragedia Smoleńska i kapitulacja rządu RP przed Moskwą powoduje, że premier Tusk jest rosyjskim zakładnikiem prawdy o Smoleńsku, chociażby ze względu na masowe zaniedbania i niekorzystne decyzje, które podjął po katastrofie, a które stały w bezpośredniej sprzeczności z interesem naszego państwa. Dobitnie świadczy o tym fakt, jak MAK rozgrywa kwestię głosu śp. generała Błasika, która była filerem kłamliwej tezy o naciskach na załogę rządowego Tu-154M, twierdząc, że nie poprawi swojego raportu, bo głos Dowódcy Sił Powietrznych RP zidentyfikowali Polacy. Na naszych oczach dochodzi do sytuacji, w której Rosja zaczyna zrzucać na Polskę ciężar zaniedbań, błędów i rażących naruszeń, które miały miejsce po 10.04.2010, sama jednocześnie pozostając poza wszelka krytyką. I o ile kwestia usunięcia już niepotrzebnego Donalda Tuska jest sprawą nieskomplikowaną, gdyż jego los leży w rękach mediów, które go do władzy wypchnęły i przy władzy utrzymały, to elementem, który wciąż stoi na drodze do zakonserwowania w Polsce rosyjskiej strefy wpływów jest Prawo i Sprawiedliwość.
Nowa scena polityczna
Pomimo tego, że partia Jarosława Kaczyńskiego zasiada w ławach opozycji od 2007 roku jest jedyną siłą w kraju zdolną do niezależnej i odważnej polityki niepodległościowej. Przeciwnicy silnej Polski mają świadomość, że wszystkie działania, prowadzące do osłabienia PiS są tożsame z ich interesami. Jednym z takich działań jest przetasowanie polskiej sceny politycznej w myśl zasady „wszyscy politycy są źli”. I właśnie w czasie protestów w sprawie ACTA mieliśmy do czynienia z próbami tworzenia tego typu narracji. Jeśli założymy, że media głównego nurtu w Polsce są nieobiektywne, nie kierują się interesem odbiorcy, a służą jako tuba propagandowa rządu i bicz na opozycję, to jak wytłumaczyć ich tak gorliwe zaangażowanie w walkę z Donaldem Tuskiem? Walkę, która do tej pory była albo przemilczana albo przedstawiana w fałszywy sposób. Tym razem jednak media dostrzegły tłumy na ulicach. Po stronie hakerów stanął Jacek Żakowski, maskę Guya Fawkesa nałożyła Monika Olejnik. „Polski rząd nie zauważył, że na scenie pojawił się nowy gracz: społeczeństwo obywatelskie odrzucające dinozaury polityczne ery analogowej. Jak to możliwe?” – pyta z troską redaktor tygodnika Newsweek. Przykłady można mnożyć. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na charakterystyczny zabieg, opisujący całą obecną klasę polityczną negatywnym sformułowaniem „dinozaury polityczne ery analogowej”. Analogiczne zwroty można było dostrzec w wielu publikacjach i wypowiedziach, z których wyglądała ożywcza myśl wymiany starego na nowe. Rewolucja. Nowe rozdanie. „Tu nie idzie przede wszystkim o Internet, wolność słowa i ACTA. To manifestacja tego, co młodzi Polacy myślą o polityce i o władzy w Polsce. To bunt” – zauważa były redaktor naczelny tygodnika Wprost Tomasz Lis. „Oni nas zdradzili. Polacy chcą się ich pozbyć” – wynika z artykułu Wirtualnej Polski, która sprawdzała, jak powinna wyglądać nowa, lepsza Polska.
Choć protesty przeciwko ACTA nie mogły być wymierzone w nikogo innego tylko w sygnatariusza umowy, czyli Donalda Tuska to mimo tego media bardzo skrupulatnie pilnowały, aby na osłabieniu rządu nie skorzystał PiS. Przypominano wypowiedzi lidera partii o internautach sprzed wielu lat, eksponowano niepełne informacje, dotyczące stanowiska euro-posłów tej partii, pomijając fakt, że Parlament Europejski w kwestii ACTA żadnych decyzji jeszcze nie podjął. Sondaże powtarzane i nagłaśniane w każdym medium pokazują 10-punktowy spadek notowań rządu i zaledwie 1-punktowy wzrost poparcia PiS. Częściowym beneficjentem upadku Tuska ma być promowany Janusz Palikot. Jednak po nieudanej próbie podłączenia się pod manifestację w Warszawie, podczas której został wygwizdany i musiał ratować się hańbiącą ucieczką ten zabieg nie jest już taki prosty. Media III RP nie mogły pozwolić sobie na to, aby nie zrelacjonować tego wydarzenia z bardzo prostego powodu – na ulice wyszła spora część społeczeństwa, która do tej pory pozostawała poza życiem politycznym kraju. Utrata wiarygodności w tej dużej i pilnie obserwującej doniesienia na swój temat grupie społecznej to cena zbyt wysoka.
Anonimowa siła ulicy
W indyjskim mieście Ajodhja 6 grudnia 1992 roku tysiące wyznawców hinduizmu uzbrojonych w młotki, kije i inne lekkie narzędzia w kilkanaście godzin zburzyło muzułmański meczet, stojący tam od ponad 450 lat. Wszystko pod pretekstem prac archeologicznych, które rzekomo wykazały wcześniejszą obecność świątyni Ramy w tym miejscu. Ludzie poddani umiejętnej manipulacji bardzo często działają z najwyższych pobudek, oddając sprawie całych siebie. Protesty przeciwko ACTA pokazały, że w przypadku niezafałszowanej relacji medialnej ulica dysponuje ogromną siłą. W krajach demokratycznych nie powinno to dziwić, niemniej jednak w Polsce, gdzie większość manifestacji prezentuje się przy odmieniając na wszystkie sposoby słowo „faszyzm” przypomina to o starej prawdzie. I choć protesty anty-ACTA były diametralnie inne od tych, z którymi mieliśmy do czynienia do tej pory, głównie ze względu na to, że były zwyczajnie „w modzie” to spowodowały, że w arsenale dostępnych metod realizowania interesów pojawiły się nowe narzędzia i metody działania. Nie sposób w 100% zawyrokować, czy sprzeciw był inspirowany, czy nie. Sprawny strateg jest w stanie wykorzystać nadarzającą się okazję do realizacji swoich własnych celów, a takim była budząca kontrowersje umowa ACTA. Pojawia się jednak ryzyko, gdyż każda rewolucja opiera się o działanie mas, a masy mogą łatwo wymknąć się spod iluzorycznej kontroli. Bez wątpienia doszło do bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie udało się wybudzić tłumy młodych ludzi z politycznej śpiączki. Jest nadzieja, że choć część z nich zacznie krytycznie patrzeć na działania rządzących. Do nich należy docierać z rzetelnymi informacjami i z prawdą. Bo w Polsce powodów do żarliwych protestów jest aż nadto. I należy na takich protestach być albo je organizować.
Układanka
Można polemizować z tym, czy brak działań Anonimowych na terenie Federacji Rosyjskiej, łączy się w jakiś sposób z wyjątkowo łagodnym potraktowaniem Rosji na portalu wikileaks.org, którego założyciel dostał swój program w kremlowskiej telewizji. Można przymykać oko na to, że sformułowanie „Jesteśmy Legionem” to cytat z Pisma Świętego, opisujący złe duchy, a większość zastosowań tego zwrotu w pop-kulturze ma również charakter demoniczny. Można nie zauważać niezwykłego zwrotu prorządowych mediów, które skwapliwie relacjonują manifestacje i przyczyniają się do upadku Tuska. Można nie wierzyć w to, że w interesie Rosji leży przejęcie kontroli nad naszymi złożami gazu łupkowego. W końcu, można kpić z tego, że gwarantem i nadzieją na odzyskanie niezależności Polski jest Prawo i Sprawiedliwość.
Nie napisałem tego tekstu, aby przekonywać nieprzekonanych. Napisałem go, aby pokazać, że jesteśmy świadkami o wiele bardziej złożonego procesu, którego finał może być dla nas bardzo niekorzystny. I choć mogę się w niektórych miejscach mylić, to jestem pewien jednego. Możemy mieć na ten proces wpływ. To, czy się nam uda, zależy w dużej mierze od nas.
Przypisy:
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/internauci-przeciw-acta--kim-sa,87854,1,1.html
http://rebelya.pl/post/705/anarchisci-narodowcy-i-inni-razem-przeciwko-act http://centrumcyfrowe.pl/2012/protest-w-sprawie-acta-to-walka-mlodych-o-wolnosc-w-internecie-potwierdzaja-wyniki-badan/
http://pl.wikipedia.org/wiki/Low_Orbit_Ion_Cannon
http://wyborcza.pl/1,76842,11046833,ANONYMOUS_po_polsku__Krolowie_chaosu_naprawiaja_swiat.html
http://www.rp.pl/artykul/182403,799149-Wyscig-o-kontrole-nad-Anonimowymi.html
http://di.com.pl/news/43022,8.html
http://niebezpiecznik.pl/post/awaria-strony-sejm-gov-pl-to-nie-atak-ddos
http://www.rp.pl/artykul/796028,796147.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Timeline_of_events_involving_Anonymous
http://nt.interia.pl/wiadomosci/news/byly-czlonek-anonimowych-krytykuje-dzialania-grupy,1684686,1276
http://www.guardian.co.uk/media/2010/dec/01/wikileaks-website-cables-servers-amazon
http://i1.kym-cdn.com/photos/images/original/000/087/085/assange1.png
http://www.abc.net.au/unleashed/42368.html
http://www.guardian.co.uk/media/2010/dec/09/julian-assange-nobel-peace-prize
http://en.wikipedia.org/wiki/RT_%28TV_network%29#Allegations_of_pro-Kremlin_bias
http://wikileaks.org/New-Assange-TV-Series.html
http://rt.com/news/julian-assange-rt-exclusive-617/
http://en.wikipedia.org/wiki/Protests_following_the_2011_Russian_elections
http://bezdekretu.blogspot.com/2012/02/zonierze-informacji.html
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,11046926,Bruksela_nie_ograniczy_poszukiwan_gazu_lupkowego_w.html
http://www.wikinvest.com/commodity/Natural_Gas/WikiChart
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,10724886,Dzieki_lupkom_gaz_w_USA_jest_tanszy_niz_w_Rosji.html
http://bezdekretu.blogspot.com/2012/01/rosyjski-tryumf-polskiej-prezydencji.html
http://www.bbn.gov.pl/portal/pl/575/2768/Publikacje.html
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/536812,MAK-nie-zmienia-zapisow-Blasika-wskazali-Polacy
http://wyborcza.pl/1,75515,11021828,ACTA__czyli_inwigilator.html
http://wyborcza.pl/1,86116,11012642,ACTA_ad_acta__Co_ma_wspolnego_internet_z_biblioteka.html
http://polska.newsweek.pl/rewolucja-klawiatur,87755,1,1.html
http://studioopinii.pl/artykul/5879-tomasz-lis-odrzuceni-odrzucaja
http://wiadomosci.wp.pl/title,Polacy-marza-o-rewolucji-i-zmianie-systemu,wid,14210537,wiadomosc.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Meczet_Babri_w_Ajodhji
http://en.wikipedia.org/wiki/Legion_in_popular_culture
Co znaczą pentagramy lichwiarzy na skrzydłach Białego Orła?: Andarian - Jak mordowano Rzeczpospolitą czyli, kto płacił za niemieckie czołgi i co o długach powinien wiedzieć każdy Polak

Jeśli zapytać przeciętnego Polaka, dlaczego upadła II RP, usłyszelibyśmy, "bo Niemcy mieli dużo czołgów". Historyk odpowie, że przyczyną była ogólna słabość gospodarcza państwa polskiego i rozwinięty przemysł zbrojeniowy Niemiec. Niektórzy dodadzą, że błędy strategiczne i planowania polskiej armii również były istotne. Ci historycy, którzy nie boją się o swoje posady dodadzą, że te niemieckie fabryki były budowane z amerykańskich kredytów. Czasem wskażą publikację dotyczącą finansów niemieckiego przemysłu, czasem wskażą na instytucje finansowe, które za tym stały. To wszystko, to tylko połowa prawdy. Zapytawszy bowiem takiego historyka, czy Polska miała jakieś szanse? Usłyszymy odpowiedź "NIE".
Czy wiedząc, że nie doczekamy się nigdy wypełnienia zobowiązań sojuszniczych ktokolwiek powiedziałby, że Polska mogła w 1939 roku wygrać, samodzielnie wojnę z III Rzeszą, a nawet z ZSRR?
Ja odpowiem, że "TAK".
II RP nie zamordowano ani w 1939, ani w 1933 . Marszałek Ferdinand Foch mówiąc, że Traktat Wersalski to nie pokój, a zawieszenie broni miał rację. Można rzec, że II Wojna Światowa wtedy została zaplanowana. Rola Polski jako ofiary, była zawsze w te plany wkalkulowana.
W 1918 roku nie wywalczyliśmy naszej niepodległości. Chociaż mieliśmy własną armię. Mieliśmy własne sądy, administrację, nie posiadaliśmy suwerenności fiskalnej. "Dajcie mi kontrolę nad pieniądzem, a nie będę dbał o to tworzy prawo w tym kraju" mawiał Mayer Rothschild.
Już na samym początku Polska została zobligowania do spłaty części zadłużenia Austro-Węgier. Ten fakt, mało znany miał swoje poważne konsekwencje. II RP zaczęła swój żywot z zadłużeniem na kwotę 45 milionów dolarów, w złocie. Polska przejęła również walutę stworzoną przez Niemców na okupowanych ziemiach Królestwa Kongresowego w czasie I Wojny Światowej.
Na świecie panował wtedy standard złota. Polska, ponieważ nie posiadała własnych rezerw złota nie miała zdolności emisyjnej. Długi Austro-Węgierskie1 trzeba było jednak spłacać. Oczywiście, moglismy emitować pieniądz bez pokrycia, co w końcu przeprowadzono w 1923, jednak na początku postanowiono inaczej rozwiązać ten problem. W 1920 roku (przypomnę, że FED istnieje od 1913 roku) Rząd Polski zaciągnął pierwszą pożyczkę emisyjną od Amerykanów, na kwotę 15 milionów dolarów. Ponieważ nie posiadaliśmy własnego złota, emitowaliśmy walutę pod zastaw dolarów, pożyczonych na 6%. Oficjalnie istniał wtedy standard złota, jednak jak wszyscy wiemy, od czasów swojego powołania FED nigdy nie był audytowany, nie wiadomo więc czy dolary te faktycznie miały pokrycie w złocie. W przeciągu następnych 4 lat, rząd zadłużył Polskę z tytułu zakupu zabezpieczenia dla emisji własnej waluty na łączną kwotę około 130 milionów dolarów. W większości były to pożyczki wysoko oprocentowane, 7% w skali roku. Kiedy Władysław Grabski wprowadzał do obiegu złotówkę, łączne, zagraniczne zadłużenie Polski wynosiło 180 milionów dolarów. Nad kwestią ustalenia wysokości kursu złotówki przez Grabskiego polscy historycy ekonomii debatują od 50 lat. W początkowym okresie złoty osłabił się względem dolara o 15%. Z obawy przed hiperinflacją przegłosowano dalsze pożyczki emisyjne. Grabski podał się do dymisji, w efekcie, zadłużenie Polski przed przewrotem majowym wynosiło ponad 300 milionów dolarów. Po przewrocie majowym złotówka zyskała 15%, Polska natomiast ze względów potrzeb emisyjnych wynikających ze wzrostu gospodarczego zadłużyła się do 1929 na kwotę 430 milionów dolarów (głównie w bankach związanych z FED, choć Francuzi, Włosi i Anglicy nie pozostali bierni). W kwocie tej znajdywały się wciąż długi Austro-Węgier, od których spłacano głównie odsetki.
Wielki Kryzys w Polsce miał zupełnie inny charakter aniżeli w USA. Spadek cen artykułów rolnych wstrząsnął zdecydowanie silniej polską gospodarką. Hiperinflacja 1923 roku, embargo niemieckie w 1924 sprawiły, że kapitału prywatnego w Polsce właściwie nie było. Nie było również przemysłu, a w dobie mechanizacji rolnictwo było przestarzałe. Polska skazana była na import właściwie wszystkich artykułów oprócz jedzenia i węgla. Nieliczne przedsiębiorstwa, które rozwinęły działalność pomimo niesprzyjających warunków nie mogąc znaleźć odbiorcy na polskim rynku zaczęły bankrutować. Część upadła, część znacjonalizowano jak Ursus czy Plage i Laśkiewicz. Dla Polski, wiązało się to ze zwiększeniem zadłużenia w latach 1929-1933 o przeszło 130 milionów dolarów do kwoty 500 milionów dolarów. Kiedy Roosevelt wprowadził New Deal, wartość dolara względem złotówki spadła z 8,9 do 5,30 złotych. Okazało się, że ten parytet złota, to istnieje, ale jakoś nie do końca. Również Francja i Wielka Brytania zdewaluowały swoje waluty. W efekcie dług Polski w przeliczeniu na złotówki spadł z 4,5 miliarda do 3,5 miliarda złotych, natomiast jego wartość w dolarach wzrosła do przeszło 600 milionów dolarów. Na szczęście dla Polski, odsetki w ten sposób zmalały o 30%. Przypomnę, że odsetki te były płacone głównie na poczet pożyczek zabezpieczonych złotem, które nie istniało.
Od swojego powstania, aż do wybuchu wojny, Polska zapłaciła Amerykanom takim jak Rockefeller czy Rothschild oraz bankierom Francuskim i Brytyjskim przeszło 2,5 miliarda złotych. Była to wartość rocznego budżetu Polski, przeszło trzykrotność rocznego budżetu wojskowego, więcej aniżeli kosztował cały COP. Pieniądze te były wypłacane głównie na poczet pożyczek emisyjnych, zabezpieczonych złotem, które nie istniało.
Gdyby ten kapitał zwyczajnie pozostał w gospodarce w latach 1924-1939 wypracowałby minimum 30% wzrost gospodarczy. Średnia roczna rata spłaty odsetek kształtowała się bowiem na poziomie 1,7% PKB.
Pozostawiając dotychczasowy procentowy udział na wydatki zbrojeniowe po uwzględnieniu średniorocznego przyrostu o 1,7% wyższego aniżeli historycznie, Polska, dysponowałaby 2,4 miliarda złotych wolnego kapitału na zbrojenia. Za kwotę tę można było wybudować 10 000 nowoczesnych czołgów 7TP. Ewenualnie, poprzestając na 5000 czołgów, wyposażyć polskie lotnictwo w 2000 Spitfire'ów, a marynarkę w 10 niszczycieli i 40 łodzi podwodnych.
II Rzeczpospolitą zamordowali bankierzy. Zamordowali już 1920 roku, kiedy Polska straciła suwerenność walutową. Kazano nam płacić 7% rocznie za pożyczkę opartą o fikcyjne złoto. Zapewne nasze własne pieniądze, te same instytucje finansowe, równocześnie pożyczały Niemcom praktycznie nieoprocentowane. Wkład amerykańskich bankierów i przemysłu na rozwój ZSRR również odbywał się częściowo naszym kosztem. W ten sposób zamiast uzbroić własny kraj, opłaciliśmy zbrojenia naszych wrogów. Czy przypadkiem w chwili obecnej nie jest podobnie?
1) Większość danych liczbowych w oparciu o rocznik statystyczny 1938r.
http://spodlasu.nowyekran.pl/post/54147,jak-mordowano-rzeczpospolita
Andy-aandy
Sowieckie zbrojenia kosztowały PRL ponad bilion dolarów
Sowieckie zbrojenia oraz utrzymanie sowieckiej armii okupacyjnej w PRL kosztowały sowiecką kolonię zwaną PRL ponad bilion dolarów.
Pogwałcenie gwarancji Karty Atlantyckiej — w Teheranie i Jałcie
W sierpniu 1941 roku premier Wielkiej Brytanii W. Churchill oraz prezydent USA F.D. Roosevelt ogłosili ośmiopunktową Kartę Atlantycką, w której m.in. zagwarantowali wszystkim narodom nienaruszalność granic, prawo do posiadania własnych rządów i własnego niepodległego państwa oraz do rozwoju gospodarczego i życia w pokoju po pokonaniu Niemiec. Kartę tę podpisały rządy wielu państw należących do koalicji antyhitlerowskiej, w tym i stalinowski Związek Sowiecki. Jednak, z uwagi na terytorialne żądania Stalina wobec wielu krajów — niemal wszystkie punkty Karty zostały później złamane.
Zasadnicze decyzje w sprawie Polski i całej Europy Wschodniej i Środkowej zostały podjęte konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie, w grudniu 1943 roku oraz w Jałcie, w lutym 1945 roku. O znaczeniu Teheranu i Jałty dla Polski, historyk, prof. Wojciech Roszkowski mówi w ten sposób:
"Ustalenia konferencji jałtańskiej w kwestii Polski były pogwałceniem podpisanej w sierpniu 1941 r. Karty Atlantyckiej. Do jej głównych założeń należały: rezygnacja z ekspansji, brak zgody na zmiany terytorialne niezgodne z wolą zainteresowanych państw oraz poszanowanie prawa narodów do wyboru formy rządów.
Wbrew Karcie Atlantyckiej, alianci zachodni w zasadzie godzili się na podporządkowanie Europy Środkowej i Wschodniej Kremlowi. Do pierwszego jawnego pogwałcenia Karty Atlantyckiej doszło w Teheranie, gdy bez wiedzy rządu polskiego Wielka Trójka przesunęła powojenne granice Polski na zachód. Drugim, tragicznym efektem uzgodnionego podziału Europy był los Powstania Warszawskiego. Ustalanie składu rządu Polski, będącej sojusznikiem aliantów, było kolejnym, jawnym pogwałceniem Karty Atlantyckiej."[i][i]
W ten sposób Polska została znów zdradzona, tak jak w 1939 roku, a także skazana na stanie się kolonią sowiecką… A narzucona Zachodowi przez Stalina zimna wojna, odgrodziła Polskę od zachodniej cywilizacji — stalową kurtyną sowieckich czołgów i enerdowskich murów oraz płotów — na ponad 45 lat.
Układy Stalina z krajami okupowanymi przez wojska sowieckie
Pod koniec II wojny światowej sowieccy najeźdźcy okupowali Czechosłowację, Bułgarię, Rumunię[ii][ii], Węgry, Polskę oraz wschodnie Niemcy i Austrię. Wszystkie te kraje, poza Austrią[iii][iii], zostały zmuszone przez Stalina do podpisania z państwem sowieckim traktatów o zawieszeniu broni lub specjalnych wieloletnich traktatów, na mocy których stawały się sowieckimi koloniami — i wyrażały zgodę na pobyt sowieckich wojsk na swoim terytorium, czyli sowiecką dominację.
Natomiast państwa bałtyckie — Litwę, Łotwę i Estonię — Stalin wcielił bezpośrednio do Związku Sowieckiego. Mimo głosów wielu komunistów rządzących w PRL w imieniu Stalina — Stalin jednak nie zdecydował się na włączenie Polski do ZSRS, jako kolejnej sowieckiej republiki związkowej…
Układ Warszawski jako jedno z narzędzi sowieckiej dominacji
Podstawy późniejszego polityczno-militarnego paktu zwanego Układem Warszawskim (UW) zostały określone w 1955 przez sowieckiego zbrodniarza — I sekretarza KPZS (KPZR) Nikitę Chruszczowa. Układ Warszawski (UW) podpisano 14 maja 1955 roku w Warszawie. Jego ratyfikacja przez wszystkie sowieckie kolonie nastąpiła już we wrześniu 1955 roku. Układ ten miał funkcjonować przez następne 30 lat. 26 kwietnia 1985 roku ważność tego paktu przedłużono na następne 20 lat.[iv][iv]
Na mocy tego paktu ustanowiono wspólne dowództwo Układu w Moskwie. Sztaby armii poszczególnych państw członkowskich paktu podlegały X Zarządowi Sztabu Generalnego Armii Sowieckiej, pełniącego rolę Sztabu Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW — czyli faktycznie armie państw UW podlegały dowództwu sowieckiemu. Naczelnym Dowódcą Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego był jeden z marszałków Armii Sowieckiej, który jednocześnie pełnił funkcję I zastępcy ministra obrony ZSRS.
Formalnie Układ Warszawski istniał jednak tylko do 1 lipca 1991 roku. Formalnie, bo w PRL-bis — zarówno nominowany przez tow. Jaruzelskiego premier Tadeusz Mazowiecki, jak i inni współpracownicy komunistów, ciągle czuli się tym traktatem nadal związani… Jeszcze w czasach rządu Mazowieckiego w gmachu kontrwywiadu wojskowego PRL przy ul. Oczki[v][v] — rezydował przedstawiciel GRU ze swoim biurem.III RP ostatni sowieccy żołnierze opuścili 17 września 1993 roku. A dopiero w styczniu 2006 roku — Radek Sikorski, jako minister obrony narodowej III RP — odtajnił prawie 900 zbiorów akt Układu Warszawskiego.[vi][vi]
Narzucenie kosztownych zbrojeń państwom Układu Warszawskiego
Taka struktura podległości pomagała sowieckim najeźdźcom na ścisłe kontrolowanie armii w tych sowieckich koloniach, koordynowanie produkcji militarnej oraz ich uzbrojenia. A także, na narzucenie wręcz astronomicznych wydatków na obłędne komunistyczne zbrojenia. Tak samo było i w PRL.
W PRL, do kosztów sowieckiej okupacji należy także doliczyć prawie 50. letni pobyt, początkowo ponad 300. tysięcznej, a później 100 tysięcznej czerwonej armii żyjącej na koszt PRL — a sowieccy okupanci byli wymagający i niezwykle kosztowni.
Sowiecy agenci NKWD rządzący Polską, już w 1945 roku przekazali na potrzeby armii sowieckiej w Polsce 112 tys. hektarów gruntów. Wojska sowieckie pełniły typową rolę wojsk okupacyjnych. Do 1955 roku Sowieci nie zawarli z kierowanym przez nich z Moskwy komunistycznym rządem PRL — żadnej umowy na temat zasad stacjonowania tej sowieckiej armii w PRL. Sprawę stacjonowania tych wojsk poruszono dopiero w Układzie Warszawskim, a umowę podpisano w 1956 roku. Zresztą Sowieci[vii][vii] zasad tej umowy nigdy specjalnie nie przestrzegali…
Wbrew umowom międzynarodowym podpisanym przez komunistów w PRL — armia sowiecka przechowywała na terytorium Polski także broń jądrową w postaci głowic do rakiet oraz bomby atomowe. Specjalnie wybrani piloci w tzw. LWP byli szkoleni także i w zrzucaniu tych bomb…
Zbrojenia w bolszewickim Związku Sowieckim
Także i państwo bolszewickie rozbudowało swoje struktury militarne do tego stopnia, że w końcu pochłaniały one 25 ponad proc. dochodu narodowego — wszystko to odbywało się kosztem ubożenia społeczeństwa, utrzymywania produkcji dóbr konsumpcyjnych na poziomie minimalnym oraz małej ilości inwestycji poza sektorami pracującymi na potrzeby zbrojeniowe…
Wybitny działacz emigracyjny Adam Ciołkosz, w artykule "50 lat po ‘Wielkim Październiku’"[viii][viii] w ten sposób pisał o przyczynach sowieckich zbrojeń:
"W roku 1945, razem z klęską państw Osi znikło zagrożenie zewnętrzne Związku Sowieckiego i okrążenie, którym władza sowiecka motywowała militaryzację kraju i budowę olbrzymiego aparatu wojskowego. Mimo to zbrojenia sowieckie nie ustały, na odwrót, przybierają na sile. Związek Sowiecki zbroi się przeciwko komu? Przeciwko temu samemu państwu, Stanom Zjednoczonym Ameryki, które w czasie drugiej wojny światowej udzieliło mu pomocy w broni, sprzęcie wojskowym i żywności na sumę 12 miliardów dolarów i ocaliło Związek Sowiecki[ix][ix] od klęski. Dwa razy wdał się Związek Sowiecki w prowokacje, które postawiły świat na samej krawędzi nowej wojny globalnej i totalnej: raz – o Berlin zachodni, drugi raz – o Kubę. (…)
Przyczyna tkwi w stosunkach wewnętrznych Związku Sowieckiego. Urojone niebezpieczeństwa i zagrożenia, skoro brak prawdziwych, służą za uzasadnienie dla systemu, w którym wciąż odmawia się ludziom sowieckim podstawowych praw obywatelskich."
Od samego początku rewolucji przywódcy sowieccy nie kryli swoich imperialnych dążeń do zaatakowania demokracji zachodnich oraz wprowadzenia komunizmu na całym świecie, atakując w tym celu także i Polskę. Bowiem, w grudniu 1918 wojska sowieckie zajęły Mińsk, a w styczniu 1919 roku Wilno i Kowno. W ten sposób doszło do wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919–1920. II wojna światowa została starannie przygotowana przez czerwonych komunistów Stalina — współnie z ich braćmi, brunatnymi socjalistami Hitlera…[x][x]
Dlatego, I sekretarz bolszewickiej partii komunistycznej w Związku Sowieckim — Nikita Chruszczow — mógł nawet powiedzieć do zachodnich dyplomatów w Moskwie, że historia jest po stronie sowieckiej, i że bolszewicy "pogrzebią"[xi][xi] Zachód.
1000 mld dolarów na sowieckie zbrojenia
Można oszacować, że łączne koszty przygotowań PRL do wojny po stronie komunistycznych bandytów z Kremla — osiągneły wysokość ponad 1000 mld dolarów[xii][xii]... A sowiecki agent i wieloletni minister obrony PRL tow. Jaruzelski — w domaganiu się tych olbrzymich wydatków ma znaczny udział! Partyjni agenci NKWD i zarządcy PRL, z Biura Politycznego oraz sekretarze PPR, później PZPR — aprobowali to gospodarcze niszczenie Polski oraz spowodowaną m.in. wieloletnim sowieckim rabunkiem oraz tymi olbrzymimi wydatkami nędzę społeczeństwa w PRL...
Setki miliardów dolarów na bolszewickie kajdany
Ogólne wydatki sowietyzowanego PRL na cele militarne w okresie 36 lat pokoju (1946–1982) ocenić można jako przekraczające 130[xiii][xiii] miliardów dolarów USA. Jak pisał historyk Jerzy Łojek: "te 130 miliardów dolarów USA naród polski w latach 1946–1982 zapłacił faktycznie na fundusz utrzymania w dobrym stanie i w sprawnym funkcjonowaniu kajdan nałożonych na siebie w 1945 roku."[xiv][xiv]
Tylko w latach 1969–79 łączne wydatki na zbrojenia w PRL wyniosły w porównywalnych cenach światowych [cenach z 1983 r. — Andy] 62.8 mld dolarów USA... W ciągu sześciu lat 1971–1981 wydatki na militarne PRL wzrastały średnio o 14 procent rocznie...[xv][xv]
Rok 1981, który był rokiem pogłębiania się kryzysu gospodarczego i przygotowywań tow. Jaruzelskiego do zdławienia "Solidarności" — był charakterystyczny. Bowiem w roku tym, polski dochód narodowy spadł w porównaniu z dochodem w 1979 roku o prawie 30 procent. Jednak, wydatki zbrojeniowe wzrosły o 7.1 procent, do kwoty 5,5 miliarda dolarów.
Dane za 1982 rok są jeszcze bardziej znaczące. W warunkach pogłębiającego się kryzysu, okresu tzw. "pokojowego stanu wojennego" 1982 roku, wydatki PRL na cele militarne zwrosły do około 6,6 miliarda dolarów. Ponadto, w 1982 roku napotrzeby LWP pracowało około 1800 zmilitaryzowanych zakładów. W tym, około 150 produkowało wyłącznie uzbrojenie, amunicję oraz wyposażenie wojskowe.[xvi][xvi]
Jeszcze w 1991 roku Wojsko Polskie posiadało 3330 czołgów
Jedną z wielu kosztownych pozostałości po intensywnych zbrojeniach tzw. LWP w PRL było to, że Wojsko Polskie — jeszcze w 1991 roku posiadała 3330 czołgów, a armia sowiecka posiadała 41.580 czołgów. Natomiast, cały sowiecki Układ Warszawski zgromadził aż 59.470 czołgów i ponad 70.300 transporterów opancerzonych... Wszystko to potrzebne zbrodniczym władcom Kremla do zaplanowanego ataku na Europę Zachodnią.
Koszty zakupu lub produkcji oraz utrzymania przez PRL m.in. 3330 czołgów, 4855 transporterów opancerzonych, 81 wyrzutni rakiet operacyjnych i taktycznych oraz 480 samolotów bojowych — były olbrzymie.[xvii][xvii] A wszystko to było produkowane, kupowane i utrzymywane przez 45. lat — na żądanie sowieckich najeźdźców… Nie licząc już nawet i kosztów utrzymania armii zwanej LWP — liczącej 347.000 polskich żołnierzy, którym politrucy jaruzelskiego mówili, że służą w Wojsku Polskim — a którzy mieli posłużyć bolszewickim bandytom z Kremla wyłącznie jako mięso armatnie przy planowanym przez nich ataku na Zachód.
Realne koszty zbrojeń były jednak znacznie większe
Jak wynika z badań RAND — publikowane budżety Czechosłowacji, Węgier oraz Polski prawdopodobnie zawierały większość wydatków na zbrojenia — jednak nie są w tych budżetach uwzględnione badania naukowe na cele militarne oraz koszty wdrażania nowego uzbrojenia, jak również część wydatków osobowych oraz bezpośrednie dopłaty dla producentów uzbrojenia…[xviii][xviii]
W tych wydatkach PRL na zbrojenia LWP, jakie miały posłużyć do ataku na demokratyczny Zachód wspólnie z armią sowiecką — sporą rolę odgrywał import broni od kremlowskich komunistów rojących plany podboju Europy i świata. Bowiem nadzorując zbrojenia w swoich koloniach Sowieci nie dopuszczali do rozwoju miejscowych, a więc niezależnych od nich rodzajów uzbrojenia.
W ten sposób, także i poprzez zakupy, często już przestarzałego sowieckiego uzbrojenia, bolszewicki agent Jaruzelski[xix][xix] dbał o złodziejską kieszeń swoich sowieckich nadzorców z Kremla...
Koszty niematerialne sowieckiej okupacji
Ponadto — należałoby także podliczyć wszystkie koszty wynikające z wprowadzenia komunistycznej, a więc niewydolnej i rabunkowej gospodarki oraz narzuconego sowieckiego, wojennego planowania rozwoju przemysłu ciężkiego pracującego niemal wyłącznie na potrzeby zbrojeniowe — mającego wspomagać kremlowskie plany wojenne ataku na Zachów.
No i oczywiście — trzeba byłoby policzyć także i inne koszty niematerialne, jakie poniosła Polska, gdy sowieccy bandyci i ich lokalni nadzorcy oraz pomocnicy — doprowadzili kraj do liczonego w dziesiątkach lat opóźnienia gospodarczego, naukowego i kulturalnego, wobec rozwoju i postępu poczynionego w całym wolnym świecie…
Wydatki na zbrojenia PRL wyłącznie w interesie bandyckich planów ataku genseków z Kremla na demokratyczny Zachód spowodowały nędzę społeczeństwa — były tylko częścią tragedii milionów tych polskich rodzin, którym bolszewiccy zbrodniarze pomordowali najbliższych oraz zrujnowali życie.
Zdrajca Polski, sowiecki agent Informacji Wojskowej tow. Jaruzelski
Zdrajca Polski, sowiecki agent Informacji Wojskowej[xx][xx] oraz szef morderców z SB — tow. Jaruzelski — jest bezpośrednio odpowiedzialny za wiele bolszewickich zbrodni w PRL oraz za znaczną część tych olbrzymich wydatków na zbrojenia w PRL... W zamian za posłuszeństwo oraz systematyczne niszczenie polskiej gospodarki wydatkami na zbrojenia — sowieccy okupanci wyznaczyli Jaruzelskiego na namiestnika rządzącego w PRL w ich imieniu...
Sowieckie plany ataku na Zachód były akceptowane przez Jaruzelskiego, bo na ich podstawie były przygotowywane szczegółowe plany ataku dla jednostek tzw. LWP. Wynika z tego, że Jaruzelski zakładał, że LWP zaatakuje Zachód wspólnie z sowieckimi bandytami... A po takim ataku, ziemie polskie mogłyby zostać spustoszone przez ataki atomowe na pomocnicze rzuty armii sowieckiej zdążające do walki na froncie europejskim! Tow. Jaruzelski aktywnie więc uczestniczył w przygotowywaniu kolejnej sowieckiej, bandyckiej wojny w Europie...
Już tylko za powyższe — tow. Jaruzelski powinien być skazany przez niezawisły sąd za zdradę Polski oraz zbrodnię przeciwko ludzkości!
Bolszewickie błyskotki dla tow. Jaruzelskiego
Rujnując gospodarkę PRL — tow. Jaruzelski odwdzięczał się swoim bolszewickim nadzorcom… Odwdzięczał się za mianowanie go na stanowisko ministra obrony PRL, a później za władzę namiestnika PRL z ramienia sowieckiego Kremla. Odwdzięczał się także za wręczanie mu i wielu sowieckich, świecidełek — czyli orderów za załugi dla państwa sowieckiego nadanych mu przez genseków z Kremla... Z orderem imienia jednego z największych komunistycznych morderców na świecie tow. Lenina. Tow. Jaruzelski m.in. otrzymał sowieckie ordery imienia tow. Lenina, bolszewickiej rewolucji październikowej, tzw. order przyjaźni bolszewizowanych narodów i kolonii oraz medal wybity na stulecie urodzin tow. Lenina.
[i][i] Cytowane za: Tadeusz M. Płużański "Jałta - zwycięstwo Stalina, zdrada Zachodu", http://www.asme.pl/110937615185857.shtml.
[ii][ii] Rumunia podpisała porozumienie o zawieszeniu broni we wrześniu 1944 roku w Moskwie. Na mocy tego porozumienia oraz układu pokojowego zawartego w Paryżu w 1947 roku — wojska sowieckie okupowały Rumunię.
[iii][iii] Po II wojnie światowej, większą część Austrii okupowały wojska sowieckie. Dopiero w lipcu 1945 roku zawartopomiędzy USA, Wielką Brytanią, Francją i Związkiem Sowieckimporozumienie, na mocy którego utworzono w Austrii Radę Sojuszniczą kontrolującą administrację i ustawodawstwo oraz dokonano podziału kraju na strefy okupacyjne. Nie udało się Sowietom zainstalować tu na stałe rządu komunistycznego.15 maja 1955 roku podpisano traktat, że wojska sowieckie zostaną wycofane z Austrii w zamian za jej neutralizację oraz okup w wysokości 150 mln. dolarów i 10 mln. ton ropy naftowej. W październiku 1955 Austria stała się wolna od wojsk sowieckich.
[iv][iv] Podpisanie przedłużenia ważności UW nastąpiło w kwietniu 1985 roku, już po stanie wojennym w PRL wprowadzonym przez Jaruzelskiego. Dokument ten podpisali sekretarze generalni partii komunistycznych (a nie przedstawiciele rządów wyznaczani przez tychże sekretarzy): Związku Sowieckiego, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej (tzw. ówczesnego NRD lub Wschodnich Niemiec), Węgier, Polski oraz Rumunii. Zob.: "The Warsaw Pact", http://www.shsu.edu/~his_ncp/WarPact.html.
[v][v] W 2007 roku, Telewizja Trwam pokazała wstrząsający film "Katownia na ul. Oczki - tu mordowano Polskę" o tym sowieckim więzieniu w Warszawie, w którym zdegenerowani komunistyczni bandyci z sowieckiej Informacji Wojskowej mordowali polskich patriotów. Przed pokazem tego filmu — historia tej bolszewickiej katowni była nieomal nie znana… W piwnicach tego budynku powstało w 2007 roku Muzeum Zbrodni Komunizmu – Głównego Zarządu Informacji. Po dojściu do władzy agenturalnej ekipy Tuska, jedną z pierwszych decyzji nowego szefa SKW płk. Grzegorza Reszki, było zamknięcie i likwidacji Muzeum. Zob.: Aleksander Ścios "Muzeum Zbrodni Komunizmu", http://bezdekretu.blogspot.com/2011/03/muzeum-zbrodni-komunizmu.html.
[vi][vi] W aktach tych znalazły się m.in. mapy przedstawiające szczegółowa plany sowieckiego ataku na Zachód. Władze USA znały te plany z wcześniejszych dokumentów otrzymywanych przez wywiad USA od płk. Ryszarda Kuklińskiego. Zob.: „Akta Układu Warszawskiego odtajnione”, http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul/akta;ukladu;warszawskiego;odtajnione,1,0,133889.html.
[vii][vii] Jeszcze w 1989 roku Północna Grupa Wojsk sowieckich (PGW) stacjonowała w 59 garnizonach w 21 ówczesnych województwach. Wojska sowieckie posiadały 13 lotnisk, 6 poligonów i 8000 obiektów oraz zajmowały wtedy w Polsce obszar 70.508 ha, w tym 563 ha gruntów ornych, 5 tys. ha łąk i pastwisk, 35 tys. ha nieużytków, 63 ha wód lądowych, 1500 ha innych terenów. PGW miała także 23 bocznice kolejowe o łącznej długości torów 64205 mkw., oraz zajmowała bazę morską w Świnoujściu; w tym 11 nabrzeży portowych o długości 1785 m. oraz nabrzeży umocnionych 1550 m., baseny portowe o powierzchni 118108 mkw., magazyny portowy 7707 mkw.
[viii][viii] Tekst ten ukazał się w piśmie "Polemiki", zeszyt VII/VIII, Londyn, wiosna 1968. Cytat za: http://www.lewicowo.pl/varia/printpub/tid/2/pid/326.
[ix][ix] Amerykańska pomoc dla ZSRS w latach 1941–1945, wyniosła łącznie 11,3 miliarda dolarów, co w dolarach z 2011 roku miałoby realną wartość nabywczą w cenach bieżących około 250 miliardów dolarów. Zob. "Amerykańska pomoc dla państwa sowieckiego w ramach wojennego Lend-Lease Act", http://www.thoughts.com/Andy101/pomoc-dla-stalina-w-ramach-lend-lease
[x][x] Heinz Neumann, jeden z liderów Komunistycznej Partii Niemiec (KPD), w przemówieniu na nazistowskim wiecu stwierdził nawet, że: "Młodzi socjaliści! Odważni narodowi bojownicy: komuniści nie chcą angażować się w braterską walkę z narodowymi socjalistami". Zob.: "Droga do Sowieckich Niemiec prowadzi przez Hitlera," http://www.thoughts.com/Andy101/droga-do-sowieckich-niemiec-prowadzi-przez-hitlera.
[xi][xi] W swoim wystąpieniu wygłoszonym 18 października 1956 roku do zachodnich dyplomatów w ambasadzie PRL w Moskwie, tow. Chruszczow powiedział: "We will bury you".
[xii][xii] Według realnej wartości nabywczej dolarów w cenach bieżących.
[xiii][xiii] Realna wartość nabywcza 1 dolara z 1945 roku, wynosi obecnie w cenach bieżących około 20 dolarów.
[xiv][xiv] Zob.: Jerzy Łojek, "Kalendarz historyczny; Polemiczna historia Polski", Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989, s. 634.
[xv][xv] Zob.: Jerzy Łojek, "Kalendarz historyczny; Polemiczna historia Polski", Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989, s. 633.
[xvi][xvi] Zob.: Jerzy Łojek, "Kalendarz historyczny; Polemiczna historia Polski", Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989, s. 633–634.
[xvii] Zob.: Zestawienie Sił Zbrojnych państw sygnatariuszy UW (1990), http://pl.wikipedia.org/wiki/Uk%C5%82ad_Warszawski.
[xviii][xviii] Zob.: „Military Spending in Czechoslovakia, Hungary, and Poland”, http://www.rand.org/pubs/papers/P7361/
[xix][xix] Zob.: “Jaruzelski zwerbowany po raz drugi? Prof. Paczkowski: To prawdopodobne”, http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/jaruzelski-zwerbowany-po-raz-drugi-prof--paczkowski--to-prawdopodobne,55343,1.
[xx][xx] Informacja Wojskowa była kierowana przez agentów NKWD i Smiersz. Miała tzw. agentów i rezydentów, którzy nadzorowali tysięce informatorów. Była to najbardziej zbrodnicza formacja terroryzujące Polaków w PRL. W 1957 IW roku została przemianowana na WSW, a później na WSI — jednak te wszystkie tajne służby w PRL, służyły wyłącznie interesom sowieckim.
W zaprezentowanym wideo prof. Szaniawski ocenia, że do ataku na Europę sowieccy zbrodniarze przeznaczyli 7 milionów żołnierzy, w tym 1.300 tysięcy w polskich mundurach. Ci Polacy byli szykowanych do tego ataku przez sowieckiego agenta i mordercę, I sekretarza PZPR, czyli sowieckiej partii w PRL, tow. Jaruzelskiego...
http://salski.nowyekran.pl/post/5058,sowieckie-zbrojenia-kosztowaly-prl-ponad-bilion-dolarow
Jerzy Burski poleca: D. Icke - Przesłanie do ruchu Okupuj Wall Street
Apel w sprawie obchodów dni upamiętniających Żołnierzy Wyklętych w 2012 roku

Jest rzeczą ważną żeby pamięć i duma z Żołnierzy Wyklętych weszła do świadomości Polaków, jako istotny składnik patriotyzmu narodowego. Dlatego w roku 2012 chcemy doprowadzić do obchodów świąt im poświęconych w możliwie szerokim zakresie. Dniami szczególnymi obchodów w 2012 r. będą daty:
- 01.03.2012 r. - (czwartek) Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych - święto Państwowe. (najbliższe niedziele; 24.02., 06.03.2012 r.)
- 25.05.2012 r. - (piątek) - Europejski Dzień Bohaterów Walki Z Totalitaryzmem - dzień stracenia rotmistrza Pileckiego - obchody organizowane w wielu miastach kraju, przez inicjatora Pana Presa Tyrpę uczestnika Porozumienia (najbliższe niedziele; 20.05. i 25.05.2012 r.)
- 27.09.2012 r. - (czwartek) Dzień Polskiego Państwa Podziemnego - dzień pamięci ustalony Uchwałą Sejmu RP (najbliższe niedziele; 23.09 i 30.09.2012r.)
Doświadczenia wskazują ze w Polsce brak podmiotów inicjujących takie obchody brak tradycji uczestnictwa, święta te są pomijane również przez środki masowego przekazu. Istotą rzeczy jest także możliwie szeroki zakres obchodów. Dlatego apelujemy o tworzenie lokalnych porozumień na rzecz obchodów i wyłaniania pełnomocników, którzy liderowaliby ich organizowaniu. Istnieje konieczność powołania takich Porozumień we wszystkich województwach, a także strukturach lokalnych miastach czy gminach. Ważny jest udział środowisk kombatanckich, ale ciężar organizacyjny muszą wziąć na siebie my ich młodsi następcy, przedstawiciele okresu "Solidarność", czy też ludzie pokoleń, które weszły w aktywne życie już po odzyskaniu niepodległości. Ważne są tu inicjatywy obywatelskie osób i organizacji społecznych potrafiące skupić wokół siebie organizacje młodzieży takich jak Strzelcy, ZHP, ZHR, Grupy Rekonstrukcji Historycznych, organizacje o nastawieniu patriotycznym. Liczymy na współorganizowanie uroczystości organizacyjnie i merytorycznie wsparcie Instytutu Pamięci Narodowej.
Charakter uroczystości, pamięć o tradycji Żołnierzy Niezłomnych - Bóg, Honor, Ojczyzna, nakazuje odwołanie się do duszpasterstw. Jest to niezbędne dla utrzymania należytej pamięci o zamordowanych, poległych i umarłych i wynika też z tradycji współbrzmienia patriotyzmu polskiego z ideą chrześcijańską.
Nieodzowne jest zapewnienie patronatu: udziału władz państwowych i samorządowych, w aspekcie współpracy ze szkołami, ponieważ jednym z celów jest zapewnienie udziału w uroczystościach młodzieży. Stąd ważna jest sieć kontaktów z dyrektorami i nauczycielami szkół. Czynnikiem ważnym jest przełamanie obojętności mediów wobec spraw obchodów. Podkreślić trzeba, że udział mediów publicznych jest w pewnym sensie obligatoryjny, ze względów nie tylko moralnych, ale i obowiązujących uchwał lub ustaw Sejmu. Modelowe założenia, co do planowanych obchodów.
Sprawdzoną formą obchodów jest:
- Msza święta za Ojczyznę w intencji poległych, zamordowanych i zmarłych - Żołnierzy Wyklętych, - Apel Żołnierzy Wyklętych, Poległych i Zamordowanych przez Komunistów;
- Złożenie kwiatów przed symbolicznymi miejscami pamięci o nich;
W związku z Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem - organizowane są marsze "Przypominamy o Rotmistrzu". Polecane są inne formy jak koncerty, mitingi, seminaria, przedstawienia teatralne, pokazy filmowe.
Udział Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, regulowany jest odpowiednimi rozporządzeniami, musi być załatwiany z dużym wyprzedzeniem czasowym. Generalnie - czynnik czasu jest najważniejszy, lecz czynnik finansowy również. Dlatego ważne byłoby ukształtowanie się sieci pełnomocników do końca listopada 2011 r. Do końca grudnia przeprowadzone winny być ustalenia organizacyjne w zakresie obchodów Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzonych w dniu 01.03.2012 r. Realizacja tych działań może być realizowana na zasadzie obywatelskiej spontaniczności. Na stronie www.honor.pl ,tworzyć możemy jedynie platformę informacyjną organizatorów. Do sfery działań "Porozumienia" należy również informowanie o takich datach, które powinny być objęte rekonstrukcjami historycznymi oraz uformowanie Kalendarium Wielkich Bohaterskich męczeńskich śmierci, którymi wypełniony jest każdy dzień roku.
Apelujemy do przystępowania do "Porozumienia na rzecz obchodów Dnia i Roku Żołnierzy Wyklętych", które zostało zawarte 11.01.2011 r. i które na niezmienionych zasadach będzie kontynuować działania w latach następnych. Treści porozumienia "Zaproszenie i deklaracja przystąpienia do "Porozumienia na rzecz obchodów dnia i roku Żołnierzy Wyklętych" publikowane SA na stronie www.honor.pl, na której publikowane są też inne w tym aktualne informacje na temat obchodów. Porozumienie pełni rolę inspirują i informacyjną, organizowanie uroczystości i prowadzone działania realizowane są samodzielnie przez tych którzy takie inicjatywy upamiętniające "Żołnierzy Wyklętych" podejmują.
Apel niniejszy oparty jest o treść Pisma Okólnego Prezesa Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość mjr WP Jerzego Pasierbiaka.
W imieniu i z upoważnienia "Porozumienia na rzecz obchodów dnia i roku Żołnierzy Wyklętych" Prezes Fundacji "Polska się Upomni" 2.11. 2011r
Jerzy Scheur
